Szukaj

dariusz domagalski

– strona autorska –

Tag

felieton

Nie cierpię świąt

santa

Nie cierpię świąt. Nie cierpię przedświątecznej gorączki zakupów, gdy w sklepach tłok, ludzie  przepychają się, warczą na siebie, gdzieś się wiecznie spieszą. Nie cierpię świątecznych porządków, gdy wszystko musi lśnić, błyszczeć i czekać na gości. Nie cierpię przygotowań do „wielkiego obżarstwa”, gdzie stół musi uginać się pod ilością potraw. W tym całym zgiełku nie ma czasu żeby zatrzymać się i zastanowić się nad tym dokąd zmierzamy w naszych wyborach? A chyba właśnie o to właśnie chodzi w Boże Narodzenie?
Nie cierpię „Last Christmas” i „Kevina samego w domu”. Nie cierpię gdy artyści, którzy na co dzień szydzą z religii i z Kościoła,  ze wzniosłym uduchowieniem na twarzy śpiewają w telewizji kolędy. Nie cierpię reklam targetowanych pod święta, w których na wigilijnym stole nie może zabraknąć coca coli. Nie znoszę komercjalizacji świąt i zbijania kokosów na narodzinach mesjasza.
Nie cierpię kupować prezentów. Lubię bliskim sprawiać niespodzianki i widzieć radość na ich twarzach. Dlatego staram się zawsze dobierać prezenty tak, żeby to było coś czym mogą się cieszyć i absolutnie niepraktycznego. Wszelkie listy życzeń, liczenie wartości prezentów, komu za ile i w jakiej ilości, strasznie mnie denerwuje. Przecież chodzi o symbol, o coś magicznego, o gest.
Nie cierpię wigilijnych spotkań w pracy. A raczej nie cierpiałem, bo teraz, z racji tego, że uprawiam wolny zawód, ich po prostu nie mam. Socjalizowania się z przymusu, obowiązkowych wzajemnych prezentów do X kwoty, hipokryzji i udawania, że wszyscy pracownicy to jedna, wielka, kochająca się rodzina. Pamiętam pewnego razu, że szefowa kazała na takim spotkaniu każdemu zaśpiewać kolędę i wówczas dopiero dawała kopertę z premią.
Nie cierpię gdy moi znajomi w negacji do chrześcijańskiego święta życzą wszystkim Szczodrych Godów. Słowiańska religia umarła tysiąc lat temu i nic po niej nie zostało. Jesteśmy pewni co najwyżej nazwy jednego bóstwa, reszta to zwykłe wymysły. Gdyby religia słowiańska była naprawdę atrakcyjna to by przetrwała do teraz. Albo byłyby po niej jakieś ślady jak ma to miejsce po mitologii nordyckiej. I nie obronimy tego terrorem średniowiecznych misjonarzy. Nie na naszych terenach. W takiej Norwegii królowie krwawo rozprawiali się z jarlami wiernymi starym bogom, palili świątynie i obalali posągi, a jednak w ich tradycji a nawet nazewnictwie (dni tygodnia) zachowały się wspomnienia bogów wikingów. Spójrzmy prawdzie w oczy – chrześcijaństwo było bardziej atrakcyjne dla naszych przodków. A może to po prostu religia prawdziwa i objawiona?
Nie cierpię, gdy w święta ludzie przypominają sobie o wspólnocie religijnej i pędzą do kościoła. Zaraz, zaraz… to chyba nie tak działa. Jaka wspólnota religijna? Jaki Kościół? Oni po prostu muszą się pokazać, żeby inni nie plotkowali. Nie rozumieją nic, nie wiedzą czym tak naprawdę jest nabożeństwo i znaczenie wspólnoty. Nie rozumieją transsubstancjacji, nie wiedzą o co chodzi w aklamacjach i uobecniającym uczestnictwie. Po prostu są, bo wypada.
Nie cierpię świątecznej atmosfery. Nie cierpię gdy po ciężkich przygotowaniach, po pośpiechu i nerwach czy się zdąży, trzeba usiąść do wigilijnej kolacji i obchodzić święta. I zazwyczaj ludzie wcale nie są odprężeni, bo to tak nie działa, że za jednym pstryknięciem można zostawić za sobą cały pośpiech, zdenerwowanie, irytację i odczuwać radość świąt.
Nie cierpię świątecznych życzeń wysyłanych hurtowo, niespersonalizowanych. W telefonach komórkowych jest opcja, że jednego SMSa można wysłać do wszystkich znajomych. Brzmi on bezosobowo, sucho i powoduje więcej niesmaku niż autentycznej radości, że ktoś pamiętał. Po prostu miał wbity twój numer w książkę adresową. Gdy już wysyłam życzenia to myślę o danej osobie, zastanawiam się czego może pragnąć, czego najbardziej potrzebuje i tego mu życzę. Życzenia mają olbrzymią moc i taka ich dewaluacja mocno mnie mierzi. Ale to już temat na inny felieton – o ezoterycznych złodziejach życzeń.
Gdy jednak odrzuci się tą całą otoczkę i skupi wyłącznie na otaczających nas ludziach, wsłucha się w ich emocje, odczucia, to faktycznie święta mogą być magiczne. Nie ma znaczenia jak bogaty będzie gwiazdor, czy na stole wigilijnym wszystko się znajdzie, a mieszkanie będzie lśnić. Ważne żebyśmy byli radośni i szczęśliwi pomimo tego. I tego właśnie wszystkim życzę.

Reklamy

Kosmiczny gość

OM1Inwazja śmierci z Plutona na cel wzięła planetę zieloną.
Kombi

W październiku, za pomocą teleskopu Pan-STARRS 1 na Hawajach, odkryto niezwykły obiekt. Na początku astronomowie uznali go za kometę, ale całkowity brak aktywności i charakterystycznego warkocza, sprawił że ostatecznie uznano go za planetoidę. Na podstawie obserwacji ustalono, że obiekt nie pochodzi z naszego Układu Słonecznego, a jest w nim tylko gościem i wcześniej podróżował w przestrzeni międzyplanetarnej przez miliony lat. Nazwano go Oumuamua, co w języku hawajskim znaczy „Pierwszy Posłaniec”. I kto wie czy nie jest to dla niego adekwatna nazwa? Continue reading „Kosmiczny gość”

Demony w Hollywood

demons1Hollywood jest spełnieniem marzeń Żydów i tragedią innych.
F. Scott Fitzgerald

Gdy słynny amerykański producent Harvey Weinstein został oskarżony o molestowanie seksualne wielu twierdziło, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej i dopiero teraz wyjdą na jaw wszystkie mroczne sekrety Hollywood. Trudno się z tym nie zgodzić. Ruszyła lawina, którą nie sposób powstrzymać. Dzień za dniem dowiadujemy się o kolejnych skandalach seksualnych. Wiele aktorek i aktorów, po dziesiątkach lat przerywa milczenie żeby opowiedzieć o swoim dramacie. Ile w tym prawdziwej tragedii, a ile prób zwrócenia na siebie wygasłych gwiazd trudno ocenić.  Ale jedno  jest pewne. Hollywood to banda degeneratów. A może nie tylko? Continue reading „Demony w Hollywood”

Przebierają się za elfy i biegają po lesie…

larp3Evviva I’arte
Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Pamiętam pewne zdarzenie sprzed jedenastu laty, gdy będąc na poznańskim Pyrkonie, odbywającym się jeszcze, w jedynym słusznym miejscu, czyli na Dębcu, szukałem sali prelekcyjnej, gdzie miał się odbyć panel dyskusyjny poświęcony literaturze fantastycznej. Wówczas jeszcze zajmowały mnie pogadanki o przyszłości science fiction, o głębokich treściach jakie powinny nieść teksty, o definiowaniu podgatunków, o wyznaczaniu trendów, o misji autorów w kreowaniu fandomu i wizerunku fantastyki w Polsce. Słowem – pseudointelektualny bełkot, z którego się wyrasta. Continue reading „Przebierają się za elfy i biegają po lesie…”

W bezkresnej pustce…

filweb2Kiedy film zdobywa sukces, wówczas jest to interes, kiedy nie ma sukcesu – jest sztuką.
Carlo Ponti.

Niegdyś na łamach nieistniejącego już magazynu literackiego „Science fiction fantasy i horror” Jarek Grzędowicz napisał, że w Polsce filmy fantastyczne robi się od niechcenia, lewą ręką, żeby wiadomo było, że to nie na poważnie. Pił wówczas do filmowego „Wiedźmina”. Trudno z tym się nie zgodzić. Przez dekady nasze rodzime produkcje science fiction można porównać do koncertu w filharmonii, gdzie muzycy postanowili zagrać utwór disco polo, z przymrużeniem oka, dając wyraźny sygnał odbiorcom, że to tylko żart i sami nigdy nie zniżyliby się do babrania się w tak ludycznej formie sztuki.
Przyczynkiem do napisania tego felietonu było zestawienie najlepiej ocenianych polskich filmów science fiction na Filmwebie. Często przeglądam bazę danych portalu bawiąc się filtrami i pewnego razu ustawiłem wyszukiwanie na: science fiction/polska. Wmurowało mnie w fotel gdy zobaczyłem TOP 10. Continue reading „W bezkresnej pustce…”

Asgardia – kosmiczne państwo

Asgardia1Wielu obdarzonych wyobraźnią przywódców marzyło o nadejściu czasów, kiedy istota ludzka nie będzie utożsamiała się z konkretnym państwem czy narodem, religią, rasą czy grupą zawodową, lecz uzna się za przynależną do rodzaju ludzkiego jako całości.
Carl Sagan

Na platformach social media nie milkną komentarze związane z Marszem Niepodległości, a raczej próbami definiowania co jest patriotyzmem, a co już szowinizmem, nacjonalizmem czy nazizmem. Dziwię się temu ponieważ to jest wyraźnie określone we wszelkiego rodzaju słownikach i encyklopediach. Nikt nie ma wątpliwości, że patriotyzm to postawa szacunku, umiłowania dla własnej Ojczyzny, ale już z gotowość do poświęcenia dla niej zdrowia a nawet życia oraz przekładanie jej dobra nad dobro osobiste, budzi wątpliwości i wygodniej to zstąpić współczesną odmianą patriotyzmu polegającą między innymi na sprzątaniu kup po swoim psie i płaceniu podatków. Zastanawiam się czy jeśli zadeklaruję brak patriotyzmu to zostanę z nich zwolniony? Continue reading „Asgardia – kosmiczne państwo”

Dzień Niepodległości – podejście drugie

dzien-niepodleglosci3

Rok temu mój wpis na Facebooku został dwukrotnie zablokowany. Dopiero za trzecim razem się udało. Cenzorzy przepuścili. A raczej nie wpis został zablokowany, tylko link do felietonu, który w żaden sposób nikogo nie obraża, w którym do niczego nie namawiam, do niczego nie agituję. Ba! Nawet nie ma w nim kropelki polityki. Felieton pokazuje aspekty czysto historyczne odzyskania niepodległości i o tym co działo się na przestrzeni wieków, co doprowadziło do rozbiorów. Zwróciłem uwagę nie tylko na polskie zwycięstwa militarne  ale również na genialne rozwiązania gospodarcze i zarządzania państwem. Wiem, że to nie trendy, bo wiadomo Polak-cebulak, tylko szabelką potrafi wymachiwać i nic poza tym. Dlaczego link został zablokowany przez FB? Może czynem zabronionym jest zamieszczanie polskiej flagi? Może ktoś zadenuncjował, że w sposób pozytywny wypowiadam się o polskich władcach (i jednym węgierskim oraz litewskim), a mam negatywne nastawienie do działań szwedzkich Wazów? Czy to aby już nie ksenofobia? A może patriotyzm jest już zakazany? W sumie nie wiem, nie orientuję się. Nie oglądam TV, nie słucham radia, mało mnie zajmuje polityka. Postanowiłem ów felieton przypomnieć raz jeszcze, po roku. Z tą samą grafiką i w niezmienionej formie. I zobaczymy co się stanie. Continue reading „Dzień Niepodległości – podejście drugie”

Remontowe ZEN

remont1

Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi: „ja”, „ja chcę tego”, „ja jestem jak tamto”. Ale nikt nie rozumie tego „ja”. Gdy się urodziłeś, to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz, dokąd pójdziesz
Seung Sahn

Po trzech tygodniach przerwy wracam z cyklem piątkowych felietonów. Powodem przerwy był remont łazienki, który zabsorbował mnie tak bardzo, że nie miałem czasu praktycznie na nic. Musiałem odłożyć pisanie nowej powieści i wszelkie artystyczne projekty. Liczył się tylko remont. Można powiedzieć, że osiągnąłem stan Zen. Praktyka Zen głosi, że jeśli coś robisz rób właśnie to. Tak też uczyniłem. Jednakże mój umysł wcale nie stał się przez to jasny, a ładunek frustracji, który mi przez ten czas towarzyszył, na długo zaburzył moją aurę.  Teraz już wiem, że remont nie sprzyja oświeceniu. Continue reading „Remontowe ZEN”

Życie, wszechświat i cała reszta

sens życiaIstnieje teoria, że ktoś kiedyś dowie się, dlaczego powstał i czemu służy wszechświat, to wówczas cały kosmos zniknie i zostanie zastąpiony czymś znacznie dziwaczniejszym i jeszcze bardziej pozbawionym sensu. Istnieje także teoria, że już dawno do tego doszło.
Douglas Adams

Nadeszła jesień. Liście na drzewach zżółkły i zbrązowiały, żeby niedługo opaść i pozostawić nagie, oszpecone gałęzie drzew. Słońca coraz mniej, wieczory zimne i ponure, dominuje stalowo-szare niebo, z którego nieustannie siąpi deszcz. Przynajmniej tak jest w Gdańsku. Myślę, że nikt nie powinien tu żyć. W takie jesienne, depresyjne dni, gdy człowiek siedzi przy komputerze nad kolejną powieścią, grzejąc skostniałe palce na kubku gorącej herbaty, zastanawia się po co to wszystko robi? Dlaczego? Z jakiego powodu? W imię czego? Snuje refleksje nad swoim życiem, a w szerszym kontekście nad sensem istnienia całego wszechświata. I wówczas do głowy przychodzi mu tylko jedna, słynna już, odpowiedź. Continue reading „Życie, wszechświat i cała reszta”

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: