Nie cierpię świąt

santa

Nie cierpię świąt. Nie cierpię przedświątecznej gorączki zakupów, gdy w sklepach tłok, ludzie  przepychają się, warczą na siebie, gdzieś się wiecznie spieszą. Nie cierpię świątecznych porządków, gdy wszystko musi lśnić, błyszczeć i czekać na gości. Nie cierpię przygotowań do „wielkiego obżarstwa”, gdzie stół musi uginać się pod ilością potraw. W tym całym zgiełku nie ma czasu żeby zatrzymać się i zastanowić się nad tym dokąd zmierzamy w naszych wyborach? A chyba właśnie o to właśnie chodzi w Boże Narodzenie?
Nie cierpię „Last Christmas” i „Kevina samego w domu”. Nie cierpię gdy artyści, którzy na co dzień szydzą z religii i z Kościoła,  ze wzniosłym uduchowieniem na twarzy śpiewają w telewizji kolędy. Nie cierpię reklam targetowanych pod święta, w których na wigilijnym stole nie może zabraknąć coca coli. Nie znoszę komercjalizacji świąt i zbijania kokosów na narodzinach mesjasza.
Nie cierpię kupować prezentów. Lubię bliskim sprawiać niespodzianki i widzieć radość na ich twarzach. Dlatego staram się zawsze dobierać prezenty tak, żeby to było coś czym mogą się cieszyć i absolutnie niepraktycznego. Wszelkie listy życzeń, liczenie wartości prezentów, komu za ile i w jakiej ilości, strasznie mnie denerwuje. Przecież chodzi o symbol, o coś magicznego, o gest.
Nie cierpię wigilijnych spotkań w pracy. A raczej nie cierpiałem, bo teraz, z racji tego, że uprawiam wolny zawód, ich po prostu nie mam. Socjalizowania się z przymusu, obowiązkowych wzajemnych prezentów do X kwoty, hipokryzji i udawania, że wszyscy pracownicy to jedna, wielka, kochająca się rodzina. Pamiętam pewnego razu, że szefowa kazała na takim spotkaniu każdemu zaśpiewać kolędę i wówczas dopiero dawała kopertę z premią.
Nie cierpię gdy moi znajomi w negacji do chrześcijańskiego święta życzą wszystkim Szczodrych Godów. Słowiańska religia umarła tysiąc lat temu i nic po niej nie zostało. Jesteśmy pewni co najwyżej nazwy jednego bóstwa, reszta to zwykłe wymysły. Gdyby religia słowiańska była naprawdę atrakcyjna to by przetrwała do teraz. Albo byłyby po niej jakieś ślady jak ma to miejsce po mitologii nordyckiej. I nie obronimy tego terrorem średniowiecznych misjonarzy. Nie na naszych terenach. W takiej Norwegii królowie krwawo rozprawiali się z jarlami wiernymi starym bogom, palili świątynie i obalali posągi, a jednak w ich tradycji a nawet nazewnictwie (dni tygodnia) zachowały się wspomnienia bogów wikingów. Spójrzmy prawdzie w oczy – chrześcijaństwo było bardziej atrakcyjne dla naszych przodków. A może to po prostu religia prawdziwa i objawiona?
Nie cierpię, gdy w święta ludzie przypominają sobie o wspólnocie religijnej i pędzą do kościoła. Zaraz, zaraz… to chyba nie tak działa. Jaka wspólnota religijna? Jaki Kościół? Oni po prostu muszą się pokazać, żeby inni nie plotkowali. Nie rozumieją nic, nie wiedzą czym tak naprawdę jest nabożeństwo i znaczenie wspólnoty. Nie rozumieją transsubstancjacji, nie wiedzą o co chodzi w aklamacjach i uobecniającym uczestnictwie. Po prostu są, bo wypada.
Nie cierpię świątecznej atmosfery. Nie cierpię gdy po ciężkich przygotowaniach, po pośpiechu i nerwach czy się zdąży, trzeba usiąść do wigilijnej kolacji i obchodzić święta. I zazwyczaj ludzie wcale nie są odprężeni, bo to tak nie działa, że za jednym pstryknięciem można zostawić za sobą cały pośpiech, zdenerwowanie, irytację i odczuwać radość świąt.
Nie cierpię świątecznych życzeń wysyłanych hurtowo, niespersonalizowanych. W telefonach komórkowych jest opcja, że jednego SMSa można wysłać do wszystkich znajomych. Brzmi on bezosobowo, sucho i powoduje więcej niesmaku niż autentycznej radości, że ktoś pamiętał. Po prostu miał wbity twój numer w książkę adresową. Gdy już wysyłam życzenia to myślę o danej osobie, zastanawiam się czego może pragnąć, czego najbardziej potrzebuje i tego mu życzę. Życzenia mają olbrzymią moc i taka ich dewaluacja mocno mnie mierzi. Ale to już temat na inny felieton – o ezoterycznych złodziejach życzeń.
Gdy jednak odrzuci się tą całą otoczkę i skupi wyłącznie na otaczających nas ludziach, wsłucha się w ich emocje, odczucia, to faktycznie święta mogą być magiczne. Nie ma znaczenia jak bogaty będzie gwiazdor, czy na stole wigilijnym wszystko się znajdzie, a mieszkanie będzie lśnić. Ważne żebyśmy byli radośni i szczęśliwi pomimo tego. I tego właśnie wszystkim życzę.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: