Asgardia1Wielu obdarzonych wyobraźnią przywódców marzyło o nadejściu czasów, kiedy istota ludzka nie będzie utożsamiała się z konkretnym państwem czy narodem, religią, rasą czy grupą zawodową, lecz uzna się za przynależną do rodzaju ludzkiego jako całości.
Carl Sagan

Na platformach social media nie milkną komentarze związane z Marszem Niepodległości, a raczej próbami definiowania co jest patriotyzmem, a co już szowinizmem, nacjonalizmem czy nazizmem. Dziwię się temu ponieważ to jest wyraźnie określone we wszelkiego rodzaju słownikach i encyklopediach. Nikt nie ma wątpliwości, że patriotyzm to postawa szacunku, umiłowania dla własnej Ojczyzny, ale już z gotowość do poświęcenia dla niej zdrowia a nawet życia oraz przekładanie jej dobra nad dobro osobiste, budzi wątpliwości i wygodniej to zstąpić współczesną odmianą patriotyzmu polegającą między innymi na sprzątaniu kup po swoim psie i płaceniu podatków. Zastanawiam się czy jeśli zadeklaruję brak patriotyzmu to zostanę z nich zwolniony?
Nie wiem czy umiałbym poświęcić życie dla Ojczyzny, bowiem nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji, a z doświadczenia wiem, że nie można jednoznacznie określić jak człowiek zachowa się w ekstremalnych okolicznościach. Ale patriotyzm to również pielęgnowanie narodowej tradycji, kultury, języka. I pod tym kątem niczego nie mogę sobie zarzucić. W moich powieściach, tekstach publicystycznych, na różnego rodzaju wykładach, prezentacjach multimedialnych chwalę polską tradycję, nawiązuję do wspaniałych sukcesów historycznych naszego narodu i jestem z nich dumny. Czy to źle? Według niektórych, tak. Dla tych, którzy nie odróżniają patriotyzmu od nacjonalizmu, a nacjonalizmu od szowinizmu. Zresztą problem ze znajomością tych definicji znajdujemy po obu stronach barykady.
Obecnie możemy zaobserwować na świecie starcie kosmopolitycznych trendów z pragnieniem powrotu do tradycji i odnajdywania tożsamości narodowych. W ostatnich latach, ze względu na sytuację polityczną jeszcze bardziej się to nasiliło. Ludzie poszukują korzeni, pragną identyfikacji narodowej i odchodzą od kosmopolityzmu.
W XX wieku wszyscy byli przekonani, że w kolejnym tysiącleciu nie będzie granic, nie będzie państw, a ludzie nie będą się utożsamiali z konkretnym państwem czy narodem, rasą, religią czy kulturą, ale ogólnie pojętą rasą ludzką. Takie mrzonki przyświecały nie tylko marksistom i trockistom, ale również wielu twórcom fantastyki.
Jeden z moich ulubionych pisarzy Carl Sagan, z którego poglądami na temat przyszłości ludzkości i Boga zupełnie się nie zgadzam, ale którego uwielbiam za rzetelne argumenty, za sposób ich przedstawiania oraz sposób manifestowania swoich postaw bez obrażania innych, właśnie marzył o takim, zjednoczonym świecie.
Ideologicznie wygląda to wspaniale. Nie ma państw, nie ma narodów, wszyscy są sobie równi, a zatem nie ma podstaw do konfliktów i wojen. Wszyscy ze sobą współpracują dla postępu cywilizacyjnego i ciągłego rozwoju ludzkości. Brzmi bajkowo i nierealnie.
Nie chodzi tylko o to, że w naszej naturze leży rywalizacja, pragniemy być lepsi od innych i posiadać więcej. Nie przyznajemy się do tego, ale tak jest. Żeby to jakoś okiełznać wymyślono sport, gry i inne formy pokojowej rywalizacji. Ale pozostaje jeszcze mechanizm plemienności, potrzeba przynależności. I pomimo usilnych prób, nie sposób tego wykorzenić.
Futurystyczne wizje pisarzy science-fiction opierała się na tym, że zjednoczona ludzkość będę eksplorowała kosmos i wspólnie rozwiązywała wszelkie problemy. W kosmosie nie będzie państw, narodów, a skolonizowane globy podlegać będą jednemu ogólnoświatowemu rządowi. A tymczasem powstała Asgardia.
Asgardia to państwo, które zostało proklamowane w końcu ubiegłego roku przez grupę naukowców. Według nich w przestrzeni nie istnieje ziemskie prawo i Asgardia mu nie podlega. Krótko mówiąc – separatyści.  Co ciekawe, żadne prawo ziemskie nie zabrania tworzenia nowych państw w kosmosie.
Państwo ma już swoją flagę i herb, a także trwają prace nad stworzeniem hymnu. Władze Asgardii planują wypuszczenie własnej waluty i ustanowienie własnego kalendarza trzynastomiesięcznego. Obecnie o obywatelstwo Asgardii wystąpiło już 180 tysięcy osób, a ta liczba cały czas się powiększa. To ludzie, którzy pragną się z czymś identyfikować. Może nie zadowala ich obecna przynależność państwowa, albo globalizm i szukają alternatywy, czegoś z czym mogliby się utożsamiać. To zupełnie nie mieści się w kosmopolitycznej wizji braku państw i narodowości.
Kilka dni temu Asgardia umieściła na orbicie ziemskiej swojego pierwszego satelitę. Jeden z ojców założycieli – rosyjski naukowiec i biznesmen Igor Ashurbel twierdzi, że niedługo zaczną się prace nad wybudowaniem stacji kosmicznej, a wówczas Asgardia będzie posiadać już swoje terytorium. Władze zapowiadają, że od tej pory będą funkcjonować jako oddzielne państwo, będą posiadać oddzielną gospodarkę i utrzymywać relację z innymi państwami.
Na pewno nie tak wyobrażali sobie twórcy fantastyki podbój kosmosu. Wierzyli, że będzie to wspólny wysiłek zjednoczonej ludzkości, a tymczasem największe kosmiczne projekty badawcze prowadzą korporacje z Doliny Krzemowej, na Marsa ludzi chce wysłać biznesmen, a nad naszymi głowami powstaje pierwsze niezależne, kosmiczne państwo, które w przyszłości stworzy własną kulturę, tradycję, język.
Wygląda na to, że kosmopolityzm trzeszczy w szwach.

Reklamy