Remontowe ZEN

remont1

Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi: „ja”, „ja chcę tego”, „ja jestem jak tamto”. Ale nikt nie rozumie tego „ja”. Gdy się urodziłeś, to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz, dokąd pójdziesz
Seung Sahn

Po trzech tygodniach przerwy wracam z cyklem piątkowych felietonów. Powodem przerwy był remont łazienki, który zabsorbował mnie tak bardzo, że nie miałem czasu praktycznie na nic. Musiałem odłożyć pisanie nowej powieści i wszelkie artystyczne projekty. Liczył się tylko remont. Można powiedzieć, że osiągnąłem stan Zen. Praktyka Zen głosi, że jeśli coś robisz rób właśnie to. Tak też uczyniłem. Jednakże mój umysł wcale nie stał się przez to jasny, a ładunek frustracji, który mi przez ten czas towarzyszył, na długo zaburzył moją aurę.  Teraz już wiem, że remont nie sprzyja oświeceniu.
Woda nigdy nie należała do moich ulubionych żywiołów. I chociaż żyję nad morzem, świetnie pływam i żegluję to nigdy mi z nią nie było po drodze. Wiatr, to co innego, i raczej w nim upatruję moich sukcesów regatowych. Woda mnie nie lubi. Co jakiś czas zdarzają mi się zalania mieszkania, pękające rury, rozlatujące się spłuczki w łazience i tego typu perypetie. W końcu postanowiłem zrobić z tym porządek.
Na początku wszystko wydawało się proste i łatwe. Pojechałem do Castoramy i nabyłem nowy kompakt WC (z wolnoopuszczającą się deską co mnie przeraża i fascynuje jednocześnie), kabinę prysznicową, brodzik i umywalkę z szafką oraz baterią. Wcześniej już odmalowałem ściany, odrestaurowałem kafelki i położyłem nową wykładzinę. Nadszedł czas na instalację urządzeń. I się zaczęło.
Najpierw okazało się, że brodzik nie pasuje i trzeba albo rozwalić cały postument albo wymienić. Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że ta pierwsza opcja okazałaby się mniej pracochłonna i zdecydowałem się na wymianę brodzika.
Pierwszym problemem były rury odpływowe od pralki i brodzika, które niemal na siebie nachodziły. Należało ułożyć je inaczej. Sporo było kucia i dopasowywania odpowiednich przejściówek, przedłużek, rozgałęźników i uszczelek. Gdy wreszcie to się udało trzeba było zamocować nowy brodzić. O cięciu kafelek szlifierką kątową, ponownym kuciu i wrzuceniu 25 kg zaprawy murarskiej nie wspomnę, bo chociaż od tego zdarzenia minęły 2 tygodnie cały czas mam w pamięci unoszący się w mieszkaniu czerwony pył, który ograniczał widoczność do dwudziestu zaledwie centymetrów. Czułem się jak jeden z bohaterów mojej książki podczas burzy piaskowej na trzeciej planecie Tolimana.
Wreszcie brodzik wszedł tam gdzie powinien, poziomica odpowiednio wychylała się we wskazanych miejscach, poszedł silikon i wydawało się, że najtrudniejsza część została załatwiona. Nic bardziej mylnego.
Kolejnym etapem była szafka z umywalką i baterią. Nie tak dawno na łamach któregoś z felietonu przyznałam się, że jestem obrazkowym analfabetą i nie potrafię czytać instrukcji, gdzie słowo pisane zastąpione jest rysunkami. Tak było ze składaniem szafki. Metodą prób i błędów, z buddyjską uważnością i cierpliwością, której mógłby mi pozazdrościć Dalajlama udało mi się złożyć ją do kupy. Niezwykłe osiągnięcie jak na humanistę.
Z umywalką o dziwo nie było problemu. Może dlatego, że to jeden element? Wystarczyło ją postawić, na szafce, wypoziomować,  przymocować do ściany kołkami i silikonem. O problemach z nawierceniem otworów w ścianie nie wspomnę, bo to było tylko  niewielkim kamyczkiem w sadzawce mojej frustracji.
Ale za to problemem było złożenie baterii. Trudno już znaleźć proste, bez żadnych dodatkowych opcji, więc przyszło mi łączyć ze sobą trzy pręty, które miały powodować wysuwanie i chowanie się korka zatykającego umywalkę. Tylko jak to cholerstwo połączyć jak dół umywalki blokuje jeden z drucików? Kolejna wizyta w Castoramie i zwrot towaru. Ale okazało się, że wszystkie inne baterie mają taką samą konstrukcję. Po konsultacji z pracownikiem okazało się, że można zamontować tylko jeden pręcik. Tak więc, kupiłem ponownie to samo ustrojstwo zyskując na tym 1 grosza, bo jakaś promocja była.
Cały następny dzień spędziłem na dopasowywaniu syfonów, półsyfonów i konstruowaniu połączeń z rurek oraz przejściówek do odpływu. Nie ma żadnej standaryzacji! Tego dnia w Castoramie byłem czterokrotnie. Panie w punkcie obsługi zwrotu towaru już uśmiechają się z daleka na mój widok.
Gdy już wszystko pasowało i grało, woda zaczęła przeciekać w miejscu połączenia półsywfonu i umywalki, w miejscu, gdzie przecież powinno trzymać najlepiej, bo to jedyna rzecz która była odpowiednio dostosowana! W tym momencie nie pomogły wieloletnie medytacje. Zacząłem kląć na czym świat stoi. Nie pomógł silikon i taśma izolacyjna. Trzeba było wszystko wykręcić i zmienić uszczelki…. Czy wspominałem, że wymieniałem również wężyki prowadzące wodę do baterii, bo gniazda miały inną średnicę? Widocznie, to był tylko jeden z niewielkich kamyczków.
W porównaniu z tym wszystkim zamontowanie kompaktu WC było banalnie proste. Ostatnim etapem było złożenie kabiny prysznicowej.
Otwieram instrukcję obsługi i montażu (oczywiście w 75% złożoną z obrazków), czytam pierwsze zdanie i już wiem, że będą kłopoty. Wielkie kłopoty! Bowiem owo zdanie brzmi: „wygląd wyrobu może się różnić od przykładów przedstawionych na schematach”. Powoli, bardzo powoli spoglądam na „wyrób”, a potem bardzo powoli na „schemat”. Na usta ciśnie mi się kolejne przekleństwo.
Gdy już wreszcie rozszyfrowałem co i jak, gdy naniosłem na schemat poprawki oraz rozszyfrowałem, przeliczyłem wszystkie elementy, przystąpiłem do montażu. I już na dzień dobry śruby nie chcą się wkręcić w otwory. Okazało się, że zwykłym wkrętakiem tego nie zrobię i dopiero przy pomocy elektrycznej wkrętarki udało się skręcić ze sobą szkielet kabiny prysznicowej.
Dzisiaj czeka mnie ostatni etap remontu. Zamontowanie kółek w kabinie i przytwierdzenie jej do brodzika. Mam nadzieję, że to będzie koniec.
Spoglądam w lustro. Zmęczone oczy, drgająca nerwowo powieka, zniszczone pyłem włosy. Gdzie się podział mój buddyjski spokój? Gdzie uciekło Zen? A może Zen nie jest dostępne dla człowieka zachodu? A może znikło w momencie, gdy poświęciłem się sprawom materialnym, kosztem duchowości jakie niewątpliwie przyniosłaby mi praca twórcza? Jeśli tak, to będzie trzeba je szybko odzyskać, bo dzięki Zen myślenie staje się przejrzyste niczym …woda.

 

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: