sens życiaIstnieje teoria, że ktoś kiedyś dowie się, dlaczego powstał i czemu służy wszechświat, to wówczas cały kosmos zniknie i zostanie zastąpiony czymś znacznie dziwaczniejszym i jeszcze bardziej pozbawionym sensu. Istnieje także teoria, że już dawno do tego doszło.
Douglas Adams

Nadeszła jesień. Liście na drzewach zżółkły i zbrązowiały, żeby niedługo opaść i pozostawić nagie, oszpecone gałęzie drzew. Słońca coraz mniej, wieczory zimne i ponure, dominuje stalowo-szare niebo, z którego nieustannie siąpi deszcz. Przynajmniej tak jest w Gdańsku. Myślę, że nikt nie powinien tu żyć. W takie jesienne, depresyjne dni, gdy człowiek siedzi przy komputerze nad kolejną powieścią, grzejąc skostniałe palce na kubku gorącej herbaty, zastanawia się po co to wszystko robi? Dlaczego? Z jakiego powodu? W imię czego? Snuje refleksje nad swoim życiem, a w szerszym kontekście nad sensem istnienia całego wszechświata. I wówczas do głowy przychodzi mu tylko jedna, słynna już, odpowiedź.
Fani fantastyki zapewne już wiedzą o czym mowa. Zaś dla tych wszystkich, którzy nie znają  twórczości Douglasa Adamsa i jego słynnego cyklu powieściowego „Autostopem przez Galaktykę” przytoczę odpowiednią historię.
Wiele milionów lat temu istniała rasa superinteligentnych istot, zupełnie podobna do ludzi, znajdująca się na niebotycznym poziomie rozwoju cywilizacyjnego i technologicznego. Znudziło ich wieczne wykłócanie się o sens życia i postanowili raz na zawsze wyjaśnić wszelkie wątpliwości. W tym celu zbudowali kolosalny superkomputer, tak szalenie inteligentny, że nim jeszcze podłączono mu banki danych, już sformułował zdanie: „Myślę więc jestem”. Miał rozmiar małego miasta. Nazwano go Głęboka Myśl.
Potrafił nie tylko policzyć tor lotu każdej drobinki pyłu w czasie pięciotygodniowej burzy piaskowej na Dangrabad Beta, ale również kontemplował wektory wszystkich atomów uczestniczących w Wielkim Wybuchu. Przy nim inne potężne komputery analityczne w całej Galaktyce były zwykłymi liczydłami. Naukowcy zadali mu najważniejsze pytanie o sens istnienia, czym jest życie, Wszechświat i cała reszta? Głęboka Myśl zadumała się i odparła, że musi dokonać dogłębnej analizy problemu i chwilę to potrwa. Stwierdziła, że odpowiedzi udzieli za… siedem i pół miliona lat.
Po tym niewiarygodnie długim czasie przed komputerem zebrał się tłum przybyły z najdalszych krańców Galaktyki. Potomkowie tych którzy stworzyli Głęboką Myśl. Wszyscy pragnęli poznać odpowiedź na odwieczne pytanie nurtujące nie tylko filozofów, ale każdą istotę rozumną. Już nigdy więcej nikt nie miał się zadręczać pytaniami: „Kim jestem?” „Po co żyję?” „Dokąd zmierzam?”. Teraz wreszcie poznają odpowiedź. Tak długo na to czekali. Wstrzymali oddechy gdy Głęboka Myśl z niezwykłym patosem i spokojem udzieliła odpowiedzi. A brzmiała ona: „42”!
Genialna odpowiedź na najważniejsze pytania towarzyszące człowiekowi od zarania dziejów. Jaka jest istota i cel ludzkiej egzystencji? Co uzasadnia trud życia i czyni je wartym przeżycia? To podstawowe zagadnienie niemal wszystkich systemów religijnych i filozoficznych.
Na przestrzeni tysiącleci powstawały różne teorie i wedle wykładni filozoficznej powołaniem człowieka jest realizacja jego najwyższych kwalifikacji – cnoty i rozumu (w tej lub odwrotnej kolejności), gromadzenie doświadczeń i stawanie się doskonalszym. We współczesnym rozumieniu to dążenie do pełnienia określonych ról w życiu rodzinnym i społecznym, podejmowanie wyzwań lub oddawanie się hedonizmowi.
Natomiast do mnie najbardziej przemawia koncepcja buddyjska. Żeby ją zrozumieć należy nieco odwrócić punkt widzenia. Nie musimy szukać sensu życia, bo powinniśmy go posiadać cały czas. Natomiast cierpienie, fizyczne lub psychiczne, człowieka  go pozbawia. I wówczas zaczyna na gwałt go poszukiwać, postrzega swoje życie jako bezwartościowe, zaczyna rozmyślać o samobójstwie. Natomiast gdy człowiek odczuwa głębokie szczęście i satysfakcję, wtedy pytanie o sens życia nie ma dla niego znaczenia, bowiem cały czas ma poczucie głębokiego sensu istnienia. I nie ma znaczenia jego pozycja społeczna, majętność, ani osobiste relacje, bo owe szczęście, nirwana (definiowana jako wygaśnięcie cierpienia) nie jest uzależnione od czynników zewnętrznych, rodzi się we własnej samoświadomości. Zatem u buddystów pytanie o sens istnienia sprowadza się do pytania o przyczynę cierpienia i sposób wyzwolenia się od niego.
W „Restauracji na końcu świata” – drugiej części cyklu powieściowego Douglasa Adamsa znajdujemy ustęp, że każda znacząca cywilizacja galaktyczna ma skłonność przechodzić trzy wyraźnie oddzielone od siebie etapy. Są to: walka o życie, dążenie do wiedzy i parcie ku wyrafinowaniu. Te trzy etapy znane są jako fazy: Co? Dlaczego? I Gdzie?  Faza pierwsza charakteryzuje się pytaniem: Co by tu zjeść? Druga: Dlaczego jemy? Trzecia: Gdzie jest najlepsza kuchnia?
To dowcipnie i doskonale zarazem obrazuje naszą cywilizację. Pierwsza faza behawioralna, w której najważniejsze było zaspokoić swoje pragnienia. Podstawa piramidy Maslowa. Jeść, pić, mieć dach nad głową. Z tej fazy ludzkość już wyszła. Człowiek zachodu znajduje się teraz w drugiej fazie i próbuje zadawać pytania na temat swojej egzystencji. Frustruje nas to, przeraża. Z tego powodu próbujemy ingerować w naturę, oszukać ją, nagiąć do własnych celów.  Natomiast buddyści są już w fazie trzeciej, gdzie najważniejsze jest dobry posiłek… znaczy się poczucie szczęścia.
I dlatego odpowiedź „42” na pytanie o sens życia nie jest wcale mniej absurdalna od tego wszystkiego co wymyślili filozofowie, kapłani i… handlowcy. Wszyscy oni próbują nam wcisnąć albo głębokie przeintelektualizowane przemyślenia, albo prawdy objawione, albo dobra materialne, które dają nam jedynie złudne poczucie szczęścia.
A przecież wystarczy po prostu być i cieszyć się własnym istnieniem.  W tym chłodnym, deszczowym i ponurym jesiennym dniu.

Reklamy