Artur1Mity są metaforami duchowych mocy człowieka, a te same moce, które przenikają nasze życie, przenikają też życie wszechświata.
Joseph Cambell

Król Artur to chyba najbardziej popularny władca, bohater licznych legend, książek, poematów i filmów. Ten wielki bohater średniowiecznego romansu rycerskiego, opowieści arturiańskich, mityczny przywódca Brytów z przełomu V i VI wieku zdołał się na stałe wpisać w ludzką świadomość i zadomowić w popkulturze. Tradycja ukazuje go jako średniowiecznego monarchę otoczonego dworem i wiernymi rycerzami, wojownika odzianego w kolczugę, z garnczkowym hełmem na głowie i nacierającego na wroga na ciężkim koniu bojowym. Prawda jednak wyglądała zupełnie inaczej. O ile król Artur rzeczywiście  istniał.
A wszystko zaczęło się od celtyckich legend pokazujących go czasem jako bohatera innym razem jako złodzieja. W folklorze walijskim występuje jako głupiec, oszust (archetyp trickstera) a nawet gwałciciel. Tymczasem dla Anglonormanów był znakomitym wojownikiem i bohaterem pola walki. I chyba z tego ostatniego obrazu korzystał Sir Thomas Malory tworząc w 1485 roku swoje największe dzieło: „O królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu”.
Według legendy Artur był nieślubnym synem wodza Brytów – Uthera Pendragona i przyszedł na świat z pomocą magii. Wychowywany w tajemnicy szykowany był na przywódcę przez czarodzieja Merlina. Po śmierci Uthera rozpoczęła się wojna domowa o sukcesję pomiędzy brytyjskimi arystokratami. Merlin oznajmił, że przywódcą zostanie ten, kto zdoła wyciągnąć miecz wbity pomiędzy kamień i kowadło. Wielu próbowało, ale nikomu się nie udało, oczywiście za wyjątkiem Artura. W ten sposób został królem Brytów.
Od początków rządów dał się poznać jako charyzmatyczny, waleczny i mądry władca. Rycerze ze wszystkich stron świata tłumie przybywali na jego dwór żeby zostać członkami jego świty. Wówczas to Artur urzędując w zamku Camelot wymyślił swój słynny Okrągły Stół, przy którym rycerze zasiadali na równych prawach bez lepszych i gorszych miejsc.
Artur wiele podróżował i toczył walki nie tylko z armiami wrogów ale również z olbrzymami, potworami i smokami. Wychodził z tych bitew i starć zawsze zwycięsko. Na jednej z wypraw spotkał córkę olbrzyma – Ginerwę i żeby zdobyć jej rękę musiał przechytrzyć i obezwładnić jej ojca. Udało mu się i Ginerwa została żoną Artura.
Gdy przytaczamy legendę króla Artura nie możemy zapomnieć o nieodłącznym jej elemencie – cudownym mieczu o nazwie Excalibur. Wbrew temu co się powszechnie sądzi, nie był to ten oręż, który Artur wyciągnął z kamienia i kowadła. Ten złamał w pojedynku z Lancelotem, który pozwalał przejść przez most tylko temu kto go pokona w walce. Nikomu jeszcze się to nie udało. Artur po długim i wyczerpującym starciu, w którym stracił swój miecz, obezwładnił oponenta. Sir Lancelot z Jeziora – rycerz bez skazy, przyrzekł mu wówczas wierną służbę. Co do czystości i wierności na pewno cieniem na postaci Lancelota rzuca się jego romans z Ginerwą. Ale to już inna historia. Wróćmy do Artura.
Po tym pojedynku Merlin zabrał króla do tajemniczego jeziora, z którego wyłoniła się kobieca dłoń i podała Arturowi błyszczący nowością miecz. To właśnie był Excalibur. Obdarzony czarodziejską mocą tak długo zapewniał właścicielowi powodzenie w bitwach i niewrażliwość na rany jak długo pochwa pozostanie w jego posiadaniu.
Jednym z głównych wątków legend arturiańskich jest poszukiwanie Świętego Graala. Artur wysłał swoich najlepszych rycerzy na poszukiwanie kielicha, do którego zebrano krew z ran Jezusa zadanych mu na krzyżu. Podczas tej misji większość rycerzy króla zginęła, ale Galahadowi i Parsifalowi udało się odnaleźć relikwię. Nie zdołali jej  jednak dostarczyć do Camelotu.
Romans Lancelota i Ginerwy oraz śmierć rycerzy Artura podczas poszukiwania Graala zakończyło okres sukcesów i rozpoczął się upadek królestwa. Nieślubny syn Artura Mordred ujawnił swoje pochodzenie i zgłosił pretensje do tronu. Gdy Artur prowadził wyprawę wojenną poza krajem ten przejął władzę i ukradł pochwę Excalibura.
Po powrocie do domu Artur zebrał wierne mu siły żeby przeciwstawić się Mordretowi. Dwie potężne armie starły się pod Camlann. Na polu bitwy Artur spotkał się z synem i obaj zadali sobie śmiertelne rany. Umierający król rozkazał jednemu z przybocznych rycerzy wrzucić ponownie Excalibur do jeziora. Ciało króla zaniesiono do łodzi i zawieziono na wyspę Avalon, gdzie złożono na wieczny spoczynek.
Mit o królu Arturze kończy się przepowiednią, że ilekroć Brytania znajdzie się w niebezpieczeństwie ów legendarny król i rycerze Okrągłego Stołu powstaną żeby bronić mieszkańców wyspy.
Czy król Artur naprawdę istniał? A jeśli tak to jak mają się mity arturiańskie do rzeczywistości? W kronikach, które możemy uznać za źródła historyczne jest ledwie wspominany i nie jako król ale dowódca. Na pewno między baśnie należy włożyć całą późnośredniowieczną otoczę począwszy od stylu życia, poprzez uzbrojenie, metody walki, a skończywszy na rycerskich ideałach. To zostało dorobione przez Sir Thomasa Malory i jemu współczesnych bajarzy.
Okres życia i działalności Artura przypada na tak zwane „ciemne wieki” czyli okres pomiędzy wycofaniem się z wysp wojsk rzymskich a powstaniem pierwszych anglosaskich królestw. W tym czasie Brytania najeżdżana była od północy i zachodu przez Irlandczyków i Piktów, a od południa i wschodu Sasów i Franków.
Artur mógł być lokalnym władyką odpierającym ataki najeźdźców dysponującym przyboczną drużyną liczącą najwyżej kilkunastu wojowników, którzy później zostali okrzyknięci rycerzami Okrągłego Stołu. Zapomnijmy o epickich bitwach, gdzie ginęło tysiące ludzi. Starcia odbywały się przy użyciu najwyżej kilku setek żołnierzy.
Stroje i uzbrojenie tego okresu cechowało podobieństwo do tych jakie nosiły rzymskie legiony. Zapomnijmy więc o zbrojach płytowych, kolczugach, przyłbicach, kopiach i końskich ladrach. Zresztą w tym okresie w Brytanii kawalerię wykorzystywano w ograniczonym zakresie. Jeźdźcy co najwyżej poruszali się w luźnym szyku i nękali wrogów oszczepami.
Należy również odrzucić całą otoczkę romansu rycerskiego. To były ciężkie i okrutne czasy. Honor rycerski, kodeks i dworność ukształtowały się pięć wieków później. Można śmiało powiedzieć, że jeśli Artur rzeczywiście istniał to był barbarzyńskim władcą. Całkiem możliwe, że jeszcze zromanizowanym. Chyba najbliżej prawdziwej historii mitycznego króla byli twórcy filmu „Król Artur” z 2004 z Clive Ovenem w roli głównej, gdzie przedstawiono Artura jako  rzymskiego legionistę, który w walce z Sasami staje po stronie Brytów. Swoją drogą gorąco polecam wersję reżyserską i alternatywne zakończenie, które zmienia cały wydźwięk filmu!
Jaki by nie był prawdziwy wizerunek króla Artura nie zmienia to faktu, że potrzebujemy legend. Potrzebujemy baśni, opowieści o wspaniałych i szlachetnych wojownikach. Nie ma sensu na siłę ich odbrązawiać. Nie ma znaczenia kim naprawdę byli i jacy byli legendarni bohaterowie jak: król Artur, Robin Hood, Beowulf czy Ragnar Rodbrok ponieważ liczy się tylko to jacy są w naszych wyobrażeniach.  Te opowieści są w nas.

 

Reklamy