time1
Czas to potwór, którego nie można okiełznać rozumem
Simon Birch

Czy możliwe są podróże w czasie? W kręgach akademickich od dziesięcioleci trwają dyskusje na ten temat, ale unika się w nich potocznego określenia znanego z książek i filmów science fiction, zastępując go naukowo brzmiącymi terminami jak „zamknięte krzywe czasowe”. Czyżby zatem snucie jakichkolwiek teorii o podróżach w czasie było czymś wstydliwym? Tematem, którym powinni zajmować się twórcy fantastyki a nie poważni profesorowie? Okazuje się jednak, że to nie tylko teoretyczne rozważania znudzonych akademików, bo prace doświadczalne w tej dziedzinie są już daleko posunięte.
Obecnie nikt nie neguje możliwości podróżowania w czasie w przód. Związane jest to z dylatacją czasu w momencie ruchu statku kosmicznego, lub w obszarze działania grawitacji czarnych dziur i gwiazd neutronowych. Co ciekawe, eksperymentalnie zaobserwowano już to zjawisko podczas obserwacji mionów, zmierzeniu czasu pokładowego na odrzutowcach oraz na stacji kosmicznej MIR. Ale problemem są podróże w przeszłość.
Nikomu jeszcze nie udało się udowodnić, że takie podróże są możliwe, ale też, że są wykluczone. Istnieje kilka hipotez mówiących o możliwościach cofnięcia się w czasie, które bazują na ruchu z prędkością nadświetlną, tunelach czasoprzestrzennych, grawitacji czarnych dziur, zakrzywienia przestrzeni używając napędu Alcubierre’a. Ale nawet gdyby udało się zbudować maszynę do podróży w czasie wiązałoby się to z pewnymi paradoksami.
Najsłynniejszy z nich to „paradoks dziadka”, o którym słyszał chyba każdy, ale pozwolę sobie go przypomnieć: „jeśli ktoś podczas podróży w czasie zabije własnego dziadka przed poczęciem swojego ojca, to ten ktoś się nie narodzi i nie odbędzie podróży w czasie i nie zabije własnego dziadka, więc się narodzi i zabije własnego dziadka”. Czyli wynika z tego, że podczas podróż w czasie jednocześnie się ją uniemożliwia! Oczywiście, do tego paradoksu dorobiono teorie o alternatywnych wszechświatach, lub  różne zasady jak choćby Nowikowa,  zakładająca, że jeśli istnieje jakieś zdarzenie, które prowadziłoby do powstania paradoksu lub do jakiejkolwiek zmiany w przeszłości mającej wpływ na teraźniejszość, to prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest równe zero. W  praktyce oznacza to, że niemożliwe jest stworzenie paradoksu czasowego. Osobiście uważam, że to umywanie rąk i przenoszenie odpowiedzialności z człowieka na Wszechświat, który sam powinien uregulować wszelką niespójność.
Przejdźmy do kolejnego paradoksu. Argumentem za tym, że taka maszyna do podróży w czasie nigdy nie powstała i niepowstanie jest to, że w przeciwnym razie żyliby podróżnicy z przyszłości i dali ku temu świadectwo udostępniając technologię lub zapobiegając tragicznym wydarzeniom. Oczywiście, przecież mogą się ukrywać i nawet nie zdajemy sobie sprawę z ich działalności! Ale czy na pewno?
Swego czasu głośno było o osobie zwącą siebie Czasopodróżnikiem_00 a potem przedstawiającego się jako John Titor. Mężczyzna ów 2 listopada 2000 roku ogłosił w Internecie,  że jest podróżnikiem w czasie pochodzącym z roku 2036. Na forum zamieścił nawet fotografię swojego wehikułu czasu i opis jego działania. W swoich postach opowiadał o tym jak będzie wyglądać świat za trzydzieści sześć lat i o czekającej ludzkość III wojnie światowej.  Po roku działalności ogłosił, że wraca do swoich czasów i od tej pory już  się nie odezwał. Można to wszystko włożyć między bajki, uznać za mistyfikację lub żart jakich pełno w Internecie, ale wszyscy, którzy czytali jego komentarze twierdzą, że było w tym człowieku coś niezwykłego. Posiadał dużą wiedzę w dziedzinie technologii i fizyki, ochoczo odpowiadał na pytania i trudno było znaleźć dziurę w jego wywodach. Co więcej, wiele jego przepowiedni już się sprawdziło. Wydarzenia z 11 września, katastrofa promu kosmicznego Columbia, druga wojna w Zatoce Perskiej, a także się wiele odkryć w dziedzinie fizyki. Do dnia dzisiejszego trwają spekulacje kim był John Titor i dlaczego postanowił się ujawnić?
Zajrzyjmy teraz na chwilę do Watykanu, który posiada wiele sekretów. Przyjrzyjmy się jednemu z nich. Plotka głosi, że terenie państwa kościelnego znajduje się urządzenie zwane chronowizjerem. Ma ono umożliwiać obserwacje przeszłości i przyszłości. Domniemana maszyna miała zostać stworzona w latach 50’ ubiegłego wieku  przez zespół watykańskich naukowców pod przewodnictwem ojca Pellegrino Marii Ernetti’ego włoskiego księdza i doktora fizyki, a swój udział w przedsięwzięciu mieli mieć laureaci nagrody Nobla: Enrico Fermi, odkrywca selektywnego działania spowolnionych neutronów i Wernher von Braun, były oficer SS konstruujący rakiety V-2, a po wojnie współtwórca programu kosmicznego USA.
Ponoć urządzenie ma przypominać telewizor, ale zamiast filmów wyświetla obrazy z przeszłości. Ojciec Ernetti pochwalił się, że dzięki chronowizjerowi  na własne oczy ujrzał ukrzyżowanie Jezusa, zniszczenie Sodomy i Gomory, a nawet  tablice z dziesięcioma przykazaniami otrzymane przez Mojżesza na górze Synaj.
Plotka głosi, że papież Pius XII zabronił dalszych prac i urządzenie zostało zniszczone, lub  nadal przechowywane jest w sekretnym miejscu. Jeśli to prawda, to co takiego papież w nim ujrzał? Może coś co zachwiało doktrynami Kościoła Katolickiego? A może całej wiary?
Na pewno czytając o chronowizjerze uśmiechacie się zastanawiając się kto wymyślił takie bzdury? Ale przecież istnieją hipotetyczne cząstki elementarne zwane tachionami, które poruszają się z prędkością nadświetlną i poruszają się wstecz. Oficjalnie jeszcze nikt nie potwierdził ich istnienia, ale wykorzystanie ich byłoby tak przełomowe i dawało tak niezwykłe korzyści, że wcale bym się nie zdziwił gdyby eksperymenty na tachionach utajniono.
Czy ludzkość naprawdę skorzystałaby na podróżach w czasie? Można byłoby uniknąć wielu błędów, zapobiec katastrofom i obrać ten jedyny, właściwy kurs. Tylko, że uczymy się na błędach, doświadczamy na tragediach i bez nich nie bylibyśmy tym kim jesteśmy. Gdyby można było wszystko naprawić i zmienić, nikt nie ponosiłby odpowiedzialności za własne czyny.
I dlatego lepiej żeby chronowizjer nigdy już nie ujrzał światła dziennego, a John Titor zamilkł na zawsze.

Reklamy