Uczniowie II Liceum Ogólnokszta³c¹cego w Gorzowie Wlkp. przyst¹pili

Ignorancja ludzka jest oceanem ogólnoświatowym, zaś wiedza pewna pojedynczymi wysepkami na tym oceanie.
Stanisław Lem

Nadszedł maj a wraz z nimi matury. Po raz kolejny niemal trzysta tysięcy absolwentów szkół średnich ubierze się na galowo, a potem na trzęsących się nogach ruszy do szkoły żeby zasiąść w szkolnych ławach ustawionych na salach gimnastycznych i przystąpić do egzaminów. Lata nauki, miesiące przygotowań do tego szczególnego dnia, mnóstwo wyrzeczeń, po to żeby uzyskać świadectwo dojrzałości.  Świadectwo dojrzałości brzmi dumnie, ale czy to tylko zgrabne semantyczne nadużycie czy może powinno za tym iść coś więcej?
Maturę zdaje się zazwyczaj w wieku 18 lat i nie jest to zbieg okoliczności. Uzyskanie pełnoletniości wiąże się nie tylko z możliwością legalnego zakupu alkoholu i papierosów ale również osiągnięciem zdolności do czynności prawnych. Oznacza to, że taka osoba staje się podmiotem praw i obowiązków, czyli odpowiada samodzielnie za własne czyny. A to wymaga dojrzałości.
Czy ukończenie 18 roku życia lub świadectwo maturalne świadczy o dojrzałości? Oczywiście, że nie. Jednakże chodzi o pewien rytuał inicjacyjny. Wydanie dowodu osobistego czy matura ma za zadanie uświadomić młodych ludzi co do ich odpowiedzialności oraz być swoistą bramą do dorosłego życia. Przynajmniej w teorii. W praktyce wydanie dowodu wiąże się z legalnym kupowaniem fajek, a matura to bzdura. Świadectwo dojrzałości potrzebne jest tylko po to żeby dostać się na studia. Zresztą cała edukacja obecnie nastawiona jest na przygotowywanie uczniów do zaliczania testów (egzamin gimnazjalny, matura, kolokwia) zamiast na nauczanie procesowe.
Czy to dobrze czy źle? Trudno ocenić. Na pewno jest w tym jakiś cel. Może tak predysponowani ludzie będą lepiej się realizować w społeczeństwie? Nastawieni zadaniowo pokonywać będą kolejne przeszkody niczym testy. A może wręcz odwrotnie? Presja związana z ciągnął oceną sprawi, że staną się kłębkami nerwów niezdolnymi do podejmowania samodzielnych decyzji.
Coraz częściej słychać głosy, że młodzież jest coraz głupsza i grozi nam wtórny analfabetyzm. Z tą pierwszą tezą w żaden sposób nie mogę się zgodzić. Dużo pracuję z młodzieżą i dostrzegam u nich olbrzymią inteligencję, łatwość uczenia się i „ogarniania” zmieniającego się świata. Tego poprzednim pokoleniom brakowało. Z drugiej zaś strony także dostrzegam wady, które są efektem takiej a nie innej edukacji.
Już od kilku lat w sieci olbrzymią popularnością cieszy się program „Matura to bzdura”, w którym prowadzący zadaje maturzystom lub studentom elementarne pytania z najróżniejszych dziedzin. I tak oto dowiadujemy się, że Juliusz Cezar wynalazł kalendarz Majów, Księżyc jest jedną z czterech planet Układu Słonecznego oprócz Słońca, Ziemi i Marsa, Amerykanie walczyli po stronie Polskiej w bitwie pod Grunwaldem, Wałęsa otrzymał literacką nagrodę Nobla za autobiografię a Sekwana to wodospad. Włosy na głowie się jeżą, ale weźmy pod uwagę, że przed mikrofonem i kamerą każdy głupieje i wiele dorosłych osób tez miałoby problem z odpowiedzią. Martwi natomiast fakt, że odpowiadający czynią to z taką niefrasobliwością i zupełnie bez wstydu. Jakby głupota nie była niczym złym. I może właśnie tutaj tkwi problem.
Kilka lat temu głośno było o liście studentki z Lublina, która skarżyła się na łamach „Gazety Wyborczej” na uczelnię, która wymagała od niej nie tylko napisania pracy magisterskiej ale również obronienia jej. Była oburzona, że musiała przed komisją odpowiadać na pytania z nią związane. Pamiętam, że jak ja broniłem swojej magisterki z systemu zarządzania ISO w firmie związanej z obrotem portowo-morskim, w której pracowałem, dostałem od rektora pytanie o strukturę zarządzania w McDonaldzie! Pocąc się przypomniałem sobie wszystko co wiem o tym fast foodzie, opowieści kolegi, który tam pracował i zacząłem dukać dorabiając do tego teorię z podręczników o zarządzaniu. W pewnej chwili mój promotor przerwał i zwrócił uwagę rektorowi, że pomylił prace. Gość z McDonalda zdawał po mnie. Ale pierwszym moim odruchem było poszukać, powiązać, przeanalizować i dać sensowną odpowiedź. Dzisiaj pewnie mógłbym napisać skargę i dostać odszkodowanie za doprowadzenie mnie do stresu.
Wiedza współczesnego człowieka nie ma być uniwersalna, a ograniczona tylko i wyłącznie do tematu, którym się zajmuje. Specjalizacja nie tylko na gruncie zawodowym ale również społeczno-towarzyskim. I tak skonstruowany jest system edukacyjny. Z drugiej strony na platformach social media każdy zabiera głos na zasadzie: „nie znam się ale się wypowiem” jakby sam akt miał znaczenie, a nie jego treść. Coś w tym jest. Zasada, że liczy się uczestnictwo coraz bardziej wypiera merytoryczność. Może dlatego uczestnicy programu „Matura to bzdura” niczym się nie przejmują, co więcej są zadowoleni, że stali się gwiazdami Internetu. Bez względu na kontekst.
Na podobnej zasadzie jest zbudowany system edukacji gdzie liczy się tylko wynik. Jeśli jakiś uczeń odstaje od innych należy mu delikatnie zasugerować zmianę szkoły, łagodniej ocenić klasówkę, podnieść kilka punktów żeby w statystykach lepiej wyglądało, wyrzucić do kosza ankietę, która wykazała, że 60% gimnazjalistów pali. To kilka przykładów o jakich słyszałem. Niegdyś zostałem poproszony o przejrzenie dokumentacji z systemu jakości wdrożonego w szkole. Gdyby coś takiego miała jakakolwiek firma komercyjna bankructwo murowane po miesiącu.
Szkoły opuszczają ludzie nastawieni roszczeniowo. Przecież wystarczy samo uczestnictwo, a jak odstają od normy to należy ją dla nich obniżyć. Liczy się wizerunek, to że się pokażą, ważna jest maska, a nie to co za nią. Kanał na youtubie to stek bzdur? Nie ważne. Liczy się oglądalność. I to wcale nie ich wina. Tak zostali nauczeni.
Nie chcę żeby ten wywód przypominał narzekania starych tetryków, że za ich czasów młodzież była lepsza. Wcale nie była. Uniwersalizm, którym tak się szczycą ludzie z mojej generacji jest niczym w porównaniu z wiedzą jaką posiadali nasi dziadowie. Nie rozdzielali humanizmu od przedmiotów ścisłych. Z łatwością potrafili przejść od budowy silnika elektrycznego do filozofii antyku. Znali się na chemii i astronomii w takim samym stopniu. Potrafili łopatologicznie udowodnić, że Ziemia jest okrągła i krąży dookoła Słońca. Rzadko kto ze współczesnych ludzi to potrafi nie odwołując się do zdjęć satelitarnych i powołując na naukowców.
Świat cały czas świat idzie do przodu. Codziennie są dokonywane nowe odkrycia naukowe, wiedza jest zbyt obszerna żeby jeden człowiek wszystko ogarnął. Może zatem specjalizacja jest rozwiązaniem? I wówczas nie ma się co dziwić, że elementarna wiedza zaczyna być problemem, bowiem wówczas zmienia się definicja tego co tą elementarną wiedzą jest.
Naszym habitatem bardziej stał się Internet a nie Układ Słoneczny, więc teraz lepiej wiedzieć kim jest Seksmasterka niż to, że Ziemia krąży naokoło Słońca.

Reklamy