zielona pożywka

L’homme est né libre (et partout il est dans les fers) – człowiek zrodził się wolny (a wszędzie jest w kajdanach)
Jean-Jacques Rousseau

Mentalność definiujemy jako całość przekonań, postaw, poglądów i sposobu myślenia, na które wpływają czynniki kulturowe i społeczne. Krótko mówiąc to ogólny system zasad, którymi jednostka lub zbiorowość kieruje się przy postrzeganiu, odczuwaniu i wartościowaniu. Potrafimy dostrzec różnicę w mentalności całych nacji  rozsianych po całym globie i różniących się kulturowo. Potrafimy dostrzec studiując historię, bowiem w różnych epokach różne były sposoby myślenia. I mogłoby wydawać się, że potrzebna jest wielka odległość lub długi okres czasu żeby mentalność się zmieniła. A może zmienia się cały czas, powoli ale nieubłaganie, a my potrzebujemy jedynie dystansu żeby to dostrzec?
Każde pokolenie, a nawet każda generacja, ma swoją własną wizję świata. To normalne. Młodzi pragną kontestować zasady i styl życia narzucony przez starych. Ale potem, gdy dorastają okazuje się, że rewolucyjne zmiany jakich pragną nie są wcale takie dobre. Ideały w jakie wierzyli okazują się mrzonką. Swoboda obyczajowa o jaką walczyli przysparza im więcej problemów niż radości. I nagle porzucają sztandary, pod którymi dumnie kroczyli, posłusznie wbijają się w garnitury i nienawistny system. Stają po drugiej stronie barykady. Gorzej, gdy już tam są…
Pamiętam pewien wieczór przed kilku laty, gdy ze znajomymi, młodszymi od siebie o prawie dwie dekady, oglądałem jeden z odcinków serialu „Black Mirror”, w którym świat kręcił się wokół programu typu „Talent show” poniżający uczestników. Pragnieniem bohaterów było wydostać się z szarej rzeczywistości, zabłysnąć przed widzami i zrobić karierę. Finał odcinka był gorzki. Nie musi wszystko dobrze się kończyć, to oczywiste. Ja jednak mocno byłem zdziwiony postawą głównego bohatera, który kontestował system i gdy miał wreszcie okazję go rozwalić, po prostu się do niego przyłączył. Dostał swój własny program i został wtłoczony w propagandową machinę. Natomiast moi  znajomi kompletnie się nie zdziwili. Twierdzili nawet, że to było oczywiste.
Ja kompletnie nie utożsamiałem się z wyborem bohatera, oni go w pełni rozumieli i akceptowali. A to przecież ja, facet mający czterdziestkę na karku, powinienem być sceptycznym tetrykiem gloryfikujący ład i porządek społeczny. A to oni powinni pragnąć zmiany, wyzwolenia spod wpływu opresyjnego systemu, który poniża jednostki i odbiera godność.
Od tamtej pory zacząłem baczniej zwracać uwagę na wartości przekazywane we współczesnych filmach. Zastanawiałem się czy właśnie jestem świadkiem pokoleniowej przemiany mentalnej czy może sprawiło to odgórne programowanie społeczeństwa. I potwierdziły się moje obawy. Współczesne kino pokazując dystopię radzi nam wpasować się w system, nie wychylać się i myśleć tylko o sobie.
W filmie „Przebudzeni” (2015) znajdujemy utopijne, futurystyczne społeczeństwo, w którym wszelkie emocje są wykorzenione i zakazane. Ludzie za to otrzymują życie pozbawione większych trosk. Dostają luksusowy apartament, regularne posiłki i niezbyt wymagającą pracę dostosowaną do talentu. Emocje traktowane są jako choroba, którą natychmiast należy zgłosić lekarzowi i poddać je chemicznej kastracji.
W tym świecie dwoje bohaterów odnajduje miłość i tak naprawdę to determinuje ich całe działanie. Doskonale rozumiem, że dla każdego człowieka najważniejszy jest on sam i ci, których kocha, ale książki i filmy uczą nas, że ważne są też wartości społeczne. W każdym razie, bohaterowie zachowują się egoistycznie. W proces ucieczki z miasta angażują znajomych, którzy ponoszą tego konsekwencje. Im samym udaje się uciec i nic poza tym ich nie obchodzi. Zostawiają daleko za sobą zniewolone systemem społeczeństwo, w żaden sposób nie próbując czegoś z tym zrobić.
Jako kontrapunkt do tych obrazów można przedstawić stare filmy science-fiction. W „Ucieczce Logana” (1976) znajdujemy świat pełen emocji, radości, swobodnego seksu. Świat, w którym ludzie żyją do 30 roku życia, a potem poddają się tzw. „lewitacji” i odradzają się ponownie. Jak można się domyślić to wierutna bzdura, ludzie po prostu są zabijani, żeby ograniczyć populację w mieście znajdującym się pod kopułą. Główny bohater to oprawca systemu, strażnik, który pilnuje, żeby nikt nie uciekł. W wyniku intrygi zmuszony jest uciekać z miasta i trafia do świata poza kopułą, zrujnowanego i zniszczonego. Dziewczyna, z którą uciekł namawia go, żeby zostali, ciesząc się ze słońca i otaczającej ich natury. Jednak Logan postanawia wracać, bo nie może zapomnieć o ludziach uwięzionych pod kopułą, czekających na śmierć w młodym jeszcze wieku. Postanawia wrócić i przeprowadzić rewolucję.
Podobną walkę z systemem znajdujemy w „Rollerball” (1975), gdzie światem rządzi potężna korporacja, a jedyną rozrywką dla mas jest okrutny sport – połączenie koszykówki, footballu, motokrosu i hokeja. Jonathan – najlepszy zawodnik nie chce się podporządkować korporacji, bowiem jego dusza nie jest na sprzedaż. Walczy sam przeciw wszystkim i chociaż nie wygrywa pokazuje, że można inaczej, można się wyłamać i postawić na swoim. W sercach kibiców zasiał ziarno niepewności.
Natomiast Thorn − główny bohater filmu „Zielona pożywka” (1973) jest policjantem prowadzącym śledztwo w przeludnionym Nowym Jorku. Ludzie żyją w skrajnej biedzie, a na rynek wchodzi nowy produkt – zielona pożywka robiona z wodorostów. W wyniku śledztwa dowiaduje się, że tak naprawdę oceany wyparowały a zielona pożywka jest z ludzi. Zamiast to zachować dla siebie i próbować się dogadać z korporacją, która pomogłaby mu się ustawić, próbuje to ogłosić całemu światu. Czy mu się to udało? Trudno powiedzieć, bo ostania scena nam o tym nie mówi. Ale liczy się sama intencja.
Współczesne media, filmy, programy rozrywkowe, jak również sfery rządzące, formatują społeczeństwo. Robią z nich posłusznych konsumentów i posłusznych obywateli. Najważniejsza ma być własna wygoda. To nam zainplantowano. Wszepiono nową mentalność.
Społeczeństwo jest przepuszczane przez maszynkę do mielenia i przetwarzane na papkę, którą sami zjadamy. Nie walczymy z systemem, walczymy sami z sobą. Kłócimy się o partie polityczne, oskarżamy o rasizm, seksizm, homofonię na podstawie tego co kto powie, a nie jego czynów. Wrogiem stał się inny człowiek, o odmiennych poglądach. Nie z systemem.
Pożeramy samych siebie…

Reklamy