432a

Jeśli chcesz znaleźć tajemnice wszechświata, musisz myśleć w kategoriach energii, częstotliwości i wibracji.
Nicola Tesla

Muzyka towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Pojawiła się już w czasach prehistorycznych, gdy grano na muszlach i piszczałkach wykonanych z kości. Początkowo służyła celom praktycznym pomagając w pracy i komunikacji. Jednakże szybko zyskała uznanie również w zabawie, odpoczynku czy wszelkiego rodzaju obrzędach gdzie towarzyszy jej śpiew i taniec. Niewątpliwie stanowi dla ludzkości ważny element kulturowy. Tylko tyle? A może jest coś więcej?
Muzyka posiada coś z magii. W niewidoczny sposób na nas wpływa. Na nasz nastrój, na nasze ciało, które samoczynnie podryguje w jej rytm, odpręża się, a czasami spina. I wpływa na nasz sposób myślenia. Ileż to razy pod wpływem usłyszanego utworu, piosenki spontanicznie zmieniamy nasze decyzje lub robimy coś czego wcześniej nie zamierzaliśmy? A to oznacza, że dzięki muzyce można nami manipulować. Może zatem jesteśmy jak te szczury z legendy o fleciście z Hameln, zahipnotyzowane muzyką płynącą z zaczarowanego instrumentu i ślepo podążające za grajkiem?
Teorii spiskowych dotyczących manipulacji społeczeństwem jest bez liku. Niektóre totalnie oderwane od rzeczywistości, inne zaś mają realne podstawy. W dawnych czasach kapłani, królowie, władcy, obecnie zaś rządy, a przede wszystkim korporacje handlowe usiłujące stworzyć sobie stałego konsumenta, korzystają z różnorakich metod manipulacji. Czasami są one toporne niczym cios obuchem cepa, innym razem subtelne i niezauważalne jak percepcja podprogowa. To nie przypadek, że w galeriach handlowych puszczane są odpowiednio targetowane utwory. Ale jeśli chodzi o temat muzyki to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Od tysiącleci naturalną i najbardziej pierwotną częstotliwością dla strojenia instrumentów było 432 Hz. Uznana przez Pitagorasa jako doskonała, ze względu na „regułę złotego podziału”. To najbardziej harmoniczna częstotliwość, dobrze wpływająca na ludzką psychikę i współgrająca z melodią wszechświata.
W roku 1917 z inicjatywy Rockefellerów – potentatów finansowych i jak chcą tego zwolennicy teorii spiskowych rod Illuminati – nastąpiła zmiana stroju instrumentów na 440 Hz. Świat muzyczny się na to nie zgadzał, ale szereg takich prób i inicjatyw wychodzących zawsze z klasy rządzącej, sprawił że w roku 1939 Anglia, a potem Niemcy wprowadziły legislację standaryzującą częstotliwość 440 Hz jako ISO 16 dla strojenia wszelkich instrumentów. Na całym świecie zaczęła obowiązywać w 1953 roku.
Strój 440 Hz jest głośniejszy i bardziej agresywny, wyraźnie „kłuje” w uszy i nie powoduje żadnej pozytywnej reakcji w ludzkim ciele. Nie współgra z nim. Jedynym czynnikiem przemawiającym na „plus” wydaje się być bardziej „jaskrawszy” dźwięk. Natomiast strój 432 Hz jest cichszy, bardziej klarowny, solidniejszy i łagodniejszy. Nie budzi niepokoju i nie wprowadza dysharmonii w naszym umyśle i ciele.
Można to odczuć w miejscach publicznych, gdzie muzyka dobiegająca z radia jest irytująca, napędza i nakręca człowieka, powoduje agresję, sprawia, że wiecznie frustrujemy się i spieszymy. Nie potrafimy się skupić i dostrzec piękna otaczającego nas świata, piękna własnego istnienia. Zaczynamy brać udział w jakimś wyścigu. Nie wiadomo po co i dokąd? Może to całe przyspieszenie cywilizacyjne jest wynikiem, albo przynajmniej jednym z czynników, zmiany częstotliwości stroju?
Ezoterycy twierdzą, że częstotliwość 440 Hz zakłóca pracę DNA i RNA oraz powoduje zaburzenia w ciele energetycznym i fizycznym wszystkich organizmów żywych. Ponadto daje możliwość wpływania na zachowanie ludzi i ich programowanie. Słuchając dłuższy czas muzyki ogrania nas znużenie i zmęczenie bez przyczyny. Ma to ponoć związek z tym, że ta częstotliwość nie pasuje do częstotliwości drgań żywych istot. Strój 440 Hz rezonuje z czakrą gardła odpowiedzialną za prezentowanie się, komunikowanie, wyrażanie pragnień, czyli to wszystko co określa współczesnego człowieka. Strój 432 Hz rezonuje zaś z czakrą serca, odpowiedzialną za miłość i empatię. Przypadek?
O negatywnych skutkach strojenia instrumentów w częstotliwości 440 Hz mówią nie tylko ezoterycy czy zwolennicy teorii spiskowych. W jednym szeregu z nimi stoją uznani muzycy, specjaliści od dźwięku, którzy apelują o przywrócenie poprzedniej częstotliwości.
Co ciekawe, ponoć najlepszą częstotliwością dla człowieka jest 528 Hz. Działa relaksująco na organizm, uwalnia od stresu, a nawet reperuje nasze DNA. Problem w tym, że nie jest przyjemna dla ucha.
Na youtubie można znaleźć porównania utworów wykonanych na instrumentach zestrojonych w częstotliwości 432 Hz i 440 Hz. I faktycznie słychać opisywane wyżej różnice. Chociaż są one bardzo subtelne. Pierwsza z częstotliwoaści wydała mi się spokojna, ale trochę „miałka” (może to przyzwyczajenie?), druga zaś dynamiczna ale krzykliwa. Sami oceńcie i wyciągnijcie wnioski.
Co tak naprawdę stało za decyzją o zmianie częstotliwości stroju? Może faktycznie tylko to, że dźwięk jest głośniejszy i bardziej wyrazisty? A jeśli rację mają ci, którzy twierdzą, że przy pomocy muzyki wielcy tego świata sterują naszymi nastrojami, pragnieniami, dążeniami? Dzięki temu mogą nie tylko nas kontrolować, ale również sprzedać nam to, na co stworzyli popyt.
Jeśli tak jest w istocie, to faktycznie jesteśmy jak te szczury z Hameln. Tylko pamiętajmy, że flecista utopił je w rzece.

Reklamy