wawel1

Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom.
William Shakespeare

Istnieją zjawiska, których nie potrafimy wyjaśnić w racjonalny sposób. Niektóre pozostają w strefie nauki i pewnie niedługo znajdzie się dla nich wytłumaczenie, inne stają się sensacją i trafiają na okładki gazet. Większość z nich potem okazuje się być zręcznymi oszustwami lub zjawiskami naturalnymi przetworzonymi przez ludzką wyobraźnię. Ale bywają też takie, które na małą skalę, przytrafiają się każdemu z nas. To co ujrzymy, usłyszymy, poczujemy, staramy się zracjonalizować, a gdy nie znajdujemy wytłumaczenia, po prostu wzruszamy ramionami i idziemy  dalej.
Nie wszystko jednak da się zapomnieć i zepchnąć do podświadomości. Czasami zdarza się, że to czego doświadczyliśmy coś w nas pozostawia, porusza nas do głębi i pozwala na spojrzenie na świat z innej perspektywy. Czasami ociera się  wręcz o mistyczne przeżycie. Ja tak miałem z czakramem wawelskim. Ale po kolei…
Przy pisaniu cyklu krzyżackiego szukałem już  inspiracji do nowej powieści historycznej. W tym celu pojechałem do Rumunii odbyć wyprawę śladami Vlada Draculi.  I chociaż wędrując po Transylwanii, Wołoszczyźnie, po malowniczych szlakach gór Fogasakich, spacerując cudownymi starówkami średniowiecznych miast, podziwiając twierdze chłopskie i warowne zamki doświadczyłem mnóstwa wrażeń, to do tego co miało miejsce na Wawelu nie sposób porównać.
Wyjazd do Rumunii miałem z Krakowa, więc przyjechałem dzień wcześniej postanawiając nacieszyć się miastem i odwiedzić moje ulubione miejsca. Nogi same zaprowadziły mnie na wzgórze wawelskie. Wakacje trwały w pełni, zamek odwiedzało mnóstwo turystów, więc sporo osób kręciło się po dziedzińcu i czekało na zwiedzenie pomieszczeń. Ja postanowiłem udać się do katedry wawelskiej.
Nadchodził wieczór, słońce powoli chyliło się ku zachodowi, ale w środku nadal było sporo ludzi. Gdy przekroczyłem próg bazyliki poczułem jakąś dziwną energię, pochodzącą z tego miejsca. To była błogość, poczucie przynależności, ukojenie i pewnego rodzaju oświecenie. Wiedziałem już, że stoję w samym sercu Polski Czułem, że tutaj zbiegają się wszystkie drogi historii narodu polskiego, czyny, myśli, idee. Katedra wawelska to miejsce koronacji królów Polski i miejsce ich pochówku. Dla naszej historii niemal święte. Jednakże co innego wiedzieć o tym, a co innego poczuć. Czułem jedność z każdym Polakiem,  obecnymi i tymi co byli przed nami. Wiem, jak absurdalnie i banalnie to brzmi. Tym bardziej, że przynależność narodowa i patriotyzm w tym znaczeniu w jakim obecnie funkcjonuje, to twór zaledwie dwustu lat.
Można to było złożyć na karb mojej literackiej wyobraźni, wrażliwości, zainteresowania historią, albo medytacjami i ezoteryką, ale tego dnia nie tylko ja to czułem. Moja przyjaciółka, z którą podróżowałem, a którą nie przekonuje żadna narracja patriotyczna, stała ze łzami w oczach i nie mogła się ruszyć z miejsca. Potem wyznała mi, że miała podobne odczucie do moich, a co ciekawe, pierwszy raz zrozumiała o co mi chodzi z tą całą narodową dumą. Zwiedzający katedrę ludzie zachowywali się jak w transie. W milczeniu, z nabożną czcią zwiedzali bazylikę. Na ich obliczach malowało się uniesienie, jakby właśnie przeżywali coś mistycznego, niektórym po policzkach spływały łzy. Bez dwóch zdań, tego dnia, osiem lat temu, coś niewytłumaczalnego zdarzyło się w katedrze wawelskiej i nie było to tylko moje wrażenie.
Spędziłem tam dwie godziny. Spacerowałem między grobowcami, przysiadałem przy każdym i chłonąłem energię tych co byli tam pochowani. Mogłem wyczuć ich charaktery, osobowości.  Nagle uświadomiłem sobie, że rozumiem ich czyny i decyzje. Nie zawsze były one zgodne z historią i moją wiedzą w tym temacie. Przeszłość i teraźniejszość przeplatały się, a martwi zdawali się kroczyć wśród żywych.
Wyprawa do Rumunii i obcowanie z historią Vlada Draculi sprawiły, że wydarzenie z katedry wawelskiej zostało zepchnięte na dalszy plan. Jednak po powrocie zacząłem badać sprawę próbując dojść do tego, co tak naprawdę się wówczas wydarzyło. Wniosek mojego reaserchu mógł być tylko jeden: czakram wawelski.
Według ezoteryków w tym właśnie miejscu znajduje się czakram ziemi, energetyczne centrum mocy. Gdzieś w okolicach kaplicy świętego Gereona, w ziemi między katedrą, a zamkiem znajduje się źródło niezwykłej mocy fizycznej i duchowej. W pobliżu tego miejsca ludzie odczuwają czasami mrowienie, stan relaksacji. Miejsce to sprzyja kontemplacji, a radiesteci wyczuwają energię. Podobno jest tam zakopany amulet, pierścień, kryształ lub kamień z kosmosu o niezwykłych właściwościach.
Na osobliwość zwrócili uwagę dwaj Hindusi, jeszcze przed II wojną światową, którzy przejeżdżali z odległych stron prosząc o udostępnienie podziemi w skrzydle zachodnim zamku i tam oddawali pełnej kontemplacji. Ponoć źródłem mocy jest specjalny kamień ukryty za ścianą dziedzińca. W dwudziestoleciu międzywojennym za sprawą teozofki Anny Dynowskiej głośno było o czakramie wawelskim. Tak właśnie miała powstać „miejska legenda” i racjonalnie myślący ludzie uważają ją za bajdę. Czy słusznie?
Rozum podpowiada jedno, emocje zupełnie coś innego. Byłem świadkiem jak ludzie podchodzą do ściany oddzielającej dziedziniec od kaplicy Świętego Gereona, gdzie ponoć znajduje się czakram, przykładają ręce, energetyzują się, medytują. Jeśli stanie się w odpowiednim miejscu na dziedzińcu zamkowym można poczuć ową moc. Na ile jest to autosugestia, a na ile rzeczywiste doznanie, każdy musi odpowiedzieć sobie sam na to pytanie. A najlepiej spróbować.
Gdyby to była jedynie „miejska legenda” to czym wytłumaczyć zachowanie władz katedry. W 2001 roku tak bardzo sprzeciwiali się rozpowszechnianiu informacji o owym źródle mocy, że przy wsparciu władz miasta próbowano utrudniać dostęp do czakramu, wydając zakazy gromadzenia się w tym miejscu. Uzasadniali to ochroną przed zniszczeniem pobliskiej zabytkowej ściany, wyznaczając  do pilnowania strażników muzealnych i rozstawiając barierki.
Po powrocie z Rumunii na forach ezoterycznych znalazłem informację, że w dniu, w którym odwiedziłem katedrę wawelską źródło mocy na jakiś czas przesunęło się z kaplicy Gedeona właśnie do bazyliki.
Przypadek?

Reklamy