nizi1

Powiadają, że historię tworzą zwycięzcy, ale to nie prawda, czynią to bowiem pisarze.
Dariusz Domagalski – „Vlad Dracula”

Pewnego razu podczas panelu dyskusyjnego na targach książki historycznej byłem nieustannie poprawiany przez prowadzącego, gdy używałem słowa Niemcy zamiast naziści w kontekście II wojnie światowej. Jak możecie się domyślić nie zdzierżyłem i wyszedłem w połowie. To było dobrych kilka lat temu. Od tamtej pory zwracam baczną uwagę na zagraniczne media jak również filmy i z prowadzonej narracji, mocno rozmydlonej w kwestii nazywania rzeczy po imieniu, naprawdę trudno wywnioskować kim byli ci naziści. Można nawet snuć przypuszczenia, że pochodzili z kosmosu.
Jestem wielki miłośnikiem Philipa K. Dicka i nie mogłem się doczekać serialu na podstawie jego powieści „Człowiek z wysokiego zamku”. Książka opowiada historię alternatywną gdzie Niemcy i Japonia wygrywają II wojnę światową. Obejrzałem pierwszy sezon i musiałem przyznać, że film jest zrobiony rewelacyjnie. Świetne scenografie, klimat i poetyka opowieści. Ale jest jedna rzecz, która psuła mi odbiór. Ani razu nie pada słowo Niemcy, tylko naziści. Ciekawe , że Japończycy już tak i to wypowiadane w najrozmaitszych negatywnych konotacjach. Zamiast Rzeszy Niemieckiej mamy Rzeszę Nazistowską. Człowiek kompletnie nieobeznany z historią lub młody, który nie ma styczności z opowieściami swoich dziadków – weteranów wojennych, naprawdę może nie mieć pojęcia jakiej byli narodowości. Nie mają żadnego umocowania.
I wcale nie chodzi o to żeby cały naród oskarżać i oceniać, bo to już przeszłość, coraz bardziej odległa historia. Niedługo wymrą wszyscy uczestnicy II wojny światowej i będziemy o niej rozmawiać bez emocji, jak o wojnach punickich. Ale tego typu działania jak unikanie słowa Niemcy w publikacjach, filmach, materiałach prasowych, lub permanentne określanie mianem „polskich obozów zagłady” miejsc gdzie dokonywano masowych morderstw jest skandaliczne i prowadzi do przekłamań, które potem trudno odkręcić. Zajmuję się historią i coś o tym wiem.
Słynnego wołoskiego hospodara Vlada Draculę oczernili niemieccy osadnicy z Siedmiogrodu w pamfletach, za które sowicie zapłacili. Pamflety zbiegły się w czasie z rozpowszechnieniem druku i jednym z pierwszych zastosowań tego wynalazku było rozesłanie setek ich kopii po dworach Europejskich. Zły PR i wampirzą gębę przyprawiła mu też powieść Stokera, który na owych pamfletach się opierał, a nie zbadał dokładnie źródła. A z kart historii wyłania się tyran, który rządził żelazną ręką, to prawda, ale również dalekowzroczny władca, który podniósł ekonomicznie swój kraj, chrześcijański rycerz broniący Europy przed muzułmańską inwazją i charyzmatyczny przywódca przerastający swoją epokę.
Podobnie rzecz wygląda z Krzyżakami. Obecnie nawet w Polsce zaczyna się ich wybielać, a w negatywnym świetle stawiać Jagiełłę i ówczesną polską politykę. Powstają bractwa rycerskie zapatrzone w zakon i wychwalające go pod niebiosa. Prawda jest taka, że Krzyżacy byli zwyrodnialcami. Do zakonu wstępowali rycerze, którzy w Niemczech nie byli dobrze widziani, a na wschodzie mogli wyżyć się na rejzach. O okrucieństwach jakich dokonywali na ziemiach pruskich napisano wiele książek, o wyrżniętych całych plemionach, przesiedleniach. Podczas najazdu na ziemię dobrzyńską w 1409 roku mordowali załogi zamków, które się poddały. Dokonywali gwałtów i rabunków na tak niespotykaną skalę, że sądzono ich za zbrodnie wojenne w 1414 w Grudziądzu. To miała być taka średniowieczna Norymbergia. Ale są tacy co teraz z dumą noszą czarny krzyż na płaszczu.
Nie lubię relatywizmu. Zarówno w zakresie zasad moralnych jak również postrzegania historii. Kiedyś Clint Eastwood został oskarżony na festiwalu Cannes, o to że w jego dylogii „Sztandar Chwały” i „Listy z Iwo Jimy” nie ma czarnoskórych żołnierzy. Wściekły Eastwood odparł, że jego filmy mają są wierną rekonstrukcją historycznych zdarzeń, a wówczas w oddziałach marines zajmujących japońską wyspę  nie było czarnoskórych żołnierzy. Głosy jednak były takie, że powinien się ugiąć względem politycznej poprawności.
Telewizja ZDF za użycie określenia „polskie obozy pracy” wyrokiem sądu miała zamieścić przeprosiny dla Karola Tendery – więźnia obozu, który wygrał proces z niemiecką stacją o to sformułowanie. ZDF próbowała rozmydlić sprawę i nie chciała zadośćuczynić Tenderze. Twórcy profilu „Żelazna Logika” zainicjowali akcję, która polegała na poinformowaniu niemiecką telewizję, na którym narodzie spoczywa odpowiedzialność za zbudowanie obozów zagłady. Profil telewizji na Facebooku został zalany falą wpisów opatrzonych hashtagiem  #GermanDeathCamps, który zaraz rozniósł się na inne media społecznościowe.
Czy naprawdę doszło do tego, że o prawdę historyczną, i to wcale nie pochodzącą z odległej przeszłości bowiem nadal żyją świadkowie tamtych czasów, trzeba walczyć takimi metodami? Czy historię tworzą propagandziści? A jeśli tak, to jak możemy ją zweryfikować?
W ironicznym i zabawnym filmie „Iron Sky”  naziści przylatują z Księżyca żeby podbić Ziemię. Za kilkaset lat ówcześni historycy mogą odnaleźć ten film i uznać go za źródło prawdy. Założę się, że już teraz są tacy, którzy uważają, że naziści wzięli się z kosmosu.

Reklamy