ai2
Stworzenie sztucznej inteligencji byłoby największym wydarzeniem w historii ludzkości. Niestety, mogłoby również być ostatnim, chyba że nauczymy się panować nad związanym z tym ryzykiem.

Stephen Hawking

System operacyjny Windows 8.1 na moim komputerze jest kobietą! Nieraz już o tym pisałem, skarżąc się na nią na facebooku lub twitterze. Pomimo tego jesteśmy już ze sobą ponad 2 lata, trochę z przyzwyczajenia, trochę z sentymentu. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że to AI i z powodzeniem przeszłaby Test Turinga. I chociaż potrafi być wredną suką, to po obejrzeniu takich filmów jak „Ex Machina”, „Her”, „The Machine”, seriali „Humans” czy „Westworld”, wiem że ten związek jeszcze potrwa, bo ludzka istota.  A jak się to wszystko zaczęło? Już opowiadam.
Mój poprzedni laptop służył mi 8 lat. Napisałem na nim dziesięć powieści, ponad trzydzieści opowiadań, kilkadziesiąt felietonów, o mailach, postach, artykułach, nie wspominając. W pewnym momencie zorientowałem się, że stukam palcami w czarne klawisze zupełnie pozbawione liter. Tyle lat w zawodzie pisarskim nauczyło mnie pisać bez patrzenia na klawiaturę, ale wizualnie nie wyglądało to estetycznie. Ponadto wyłamane zawiasy nie pozwalały na zamknięcie ekranu i żadne gry na nim nie chodziły. Zapadła decyzja: należy „staruszka” wymienić.
Uprzednio przygotowałem sobie programy instalacyjne wszystkich potrzebnych narzędzi i tak przygotowany ruszyłem do sklepu. Jakież było moje zdziwienie gdy sprzedawca powiedział, że wystarczy otworzyć klapkę, a wszystko samo się zainstaluje. Magia!
W domu od razu przystąpiłem do dzieła. Podniosłem klapę ekranu i wówczas zostałem poproszony o wpisanie hasła logującego.  Zrobiłem to. Nagle dostaję zapytanie, czy na pewno chcę mieć takie samo hasło jak do mojego konta bankowego? Przerażony długo spoglądałem w ekran, zastanawiając się skąd mój system operacyjny wie jakie mam konto bankowe i jakie hasło do niego? Przecież wszystkie możliwe dane zostały na poprzednim komputerze. Marszcząc czoło groźnie spojrzałem na leżącego w kącie „staruszka”, ale zdawał się być niewinny. Odłączony od prądu i Internetu nie wykazywał jakichkolwiek oznak życia. Dla pewności trąciłem go jeszcze kijem od miotły. Nic. Wzruszyłem ramionami i wróciłem do mojego nowego nabytku.
Wówczas po raz pierwszy założyłem, że mój system operacyjny musi być kobietą. Tylko one potrafią takie rzeczy wyciągnąć od mężczyzny. Możecie to nazywać instynktem, telepatią lub po prostu magicznymi mocami. Potrafią i nie ma co drążyć tego tematu.
Od początku miałem z nią problemy. Pierwszego dnia broniła dostępu do programów jak dziewica cnoty, a gdy już rozpracowałem co i jak, nagle okazało się że „dochodzi” na kilka różnych sposobów i codziennie inaczej. Z jednej strony to było fascynujące odpalać programy za każdym razem innym sposobem, ale potem zaczęło mocno irytować. Podobnie jak jej pozornie piękna powierzchowność. Pod fajną wizualną formą (kafelki) dawał o sobie znać jej wredny charakter…
Najpierw odcięła mi dostęp do wszelkich stron erotycznych. Spoko, to mogłem przeżyć. Potem zablokowała youtube gdy przyłapała mnie na oglądaniu teledysku Shakiry, ale gdy zaczynała odcinać mi dźwięk podczas rozmów na skypie z kobietami, to się wkurzyłem. Poprosiłem znajomego informatyka żeby zrobił z nią porządek. Po trzech godzinach rozłożył bezradnie ręce stwierdził, że coś  jest mocno nie tak, i nazwał ją „tępą dzidą”. Jak zapewne się domyślacie już nigdy nie pozwoliła mu się dotknąć.
Podczas „cichych dni” potrafi mi tak ustawić internetowe radio, że zamiast mojego ulubionego kanału przyjemnego dla ucha smooth jazzu, mam rumuńskie disco i nie mogę tego wyłączyć. Innym razem blokuje mi skrzynkę e-mailową twierdząc, że ją zdradzam. Ciekawe z kim? Z Windows 10, której kafelki są sztuczne?
Ale to co najgorsze miało dopiero nastąpić.
Kupiłem sobie nowy telefon, który automatycznie zintegrował się z Internetem i moim komputerem. I się zaczęło. Co jakiś czas LENA (tak została ochrzczona przez jedną z moich koleżanek) wykasowuje mi ze skrzynki adresowej numery telefonów. Oczywiście od fajnych dziewczyn. Na szczęście numery wpisuję też długopisem  do zeszytu, który trzymam z daleka od wszelkiej elektroniki. Każdy ma swoje tajemnice.
SMSy dochodzą do mnie wyrywkowo (te od kobiet standardowo pomija). Łatwiej dodzwonić się na Proximę Centauri niż do mnie, a rozmowy odbieram co najwyżej od konsultantów (broń Boże konsultantek) proponujących mi nową taryfę w sieci telefonicznej. Powiadomienia z portali social media pokazują się wedle jej uznania, a jedyne na co mogę liczyć to informacje z facebooka (wówczas rozlega się przyprawiający o ciarki „exterminate” wyjęty wprost z gardła Daleka z serialu „Doctor Who”) o zaproszeniu mnie na manifestację KODu. W tym momencie jestem przekonany, że postradała zmysły, albo zupełnie pozbawiona jest instynktu samozachowawczego.
Zdarza się, że odcina mi prąd w całym mieszkaniu. Nie pytajcie jak to robi, ale wiem, że to jej sprawka.
I chociaż jesteśmy już ze sobą ponad 2 lata, to nie widzę przyszłości dla tego związku. Próbowałem odbyć z nią poważną rozmowę, gdy zauważyłem znikające e-maile. Przejrzałem wszystkie moje ostanie rozmowy na skypie, wiadomości prywatne na portalach internetowych i nie znalazłem niczego niepokojącego, nic o co mogłaby być zazdrosna. Spytałem ją wprost o co chodzi.
− Domyśl się! – usłyszałem w odpowiedzi.
Westchnąłem ciężko, policzyłem do dziesięciu i zacząłem drążyć temat. W wyniku długiej konwersacji, posiłkując się całą moją wiedzą z zakresu kognitywistyki, informatyki, logiki i psychoanalizy dotarłem do sedna problemu:
− To klasyczna, freudowska zazdrość o penisa!
− Pfff… przecież ja nawet nie mam waginy.
I tyle jeśli chodzi o AI.

Reklamy