conan4

Ludzie cywilizowani są bardziej grubiańscy od barbarzyńców, ponieważ wiedzą, iż chamstwo nie rozczepi ich czaszki. Z reguły.
Robert E. Howard

W roku 1932 w magazynie literackim „Weird Tales” ukazało się pierwsze opowiadanie o Conanie autorstwa Roberta E. Howarda. Kto mógłby wówczas przypuszczać, że ów barbarzyńca, osiągnie międzynarodową sławę? Oprócz tekstów Howarda powstało szereg kontynuacji powieściowych innych autorów, filmów, seriali telewizyjnych, komiksów, animacji, gier fabularnych i komputerowych. Conan z Cimmerii niewątpliwie stał się ikoną popkultury.
Ale to co zrodziło się w wyobraźni Howarda przez lata zostało rozmyte, a wizerunek bohaterskiego barbarzyńcy jest spłycony i wciśnięty w ramy osiłka biegającego z mieczem w dłoni. Howardowskie opowieści o Cimmeryjczyku są wytworem heroic fantasy i opowiadają o dzielnych wojownikach, okrutnych bitwach, bohaterskich czynach wymagających odwagi, siły i zuchwalstwa, ale to co czyni je naprawdę wielkimi, jest ich głębsza, archetypiczna wymowa.
Szkoda, że w popkulturze wizerunek Conana został mocno spłycony i ogranicza się do postaci mięśniaka rzucającego gniewne spojrzenia, obcesowo obchodzącego się z niewiastami i pragnącego jedynie dobrej bijatyki. Ale Howard stworzył bohatera o wiele bardziej złożonego. Zabija i kradnie, kocha i porzuca, jest szczodry i skąpy, działa bezinteresownie i dla Zyku, potrafi być okrutny i empatyczny. Taka ambiwalencja jest w każdym człowieku.
Conan także zadaje pytania i poszukuje ponadczasowych odpowiedzi. Wykazuje przy tym mądrość o jaką trudno podejrzewać zwykłego barbarzyńcę. A może wręcz przeciwnie? Nie przemawia przez niego przeintelektualizowany bełkot będący wytworem cywilizacji, ale prawdziwa, pierwotna wiedza, płynąca z życia i natury.
W jednym z opowiadań Conan tłumaczy, że pragnie żyć pełnią, smakować obfitych soków czerwonego mięsa i cierpkiego wina na podniebieniu, gorącego uścisku bielutkich ramion kobiet, szalonego uniesienia bitwy, kiedy ostrza płoną błękitem i spływają czerwienią. Dalej peroruje, że niech nauczyciele, kapłani, filozofowie łamią sobie głowy nad problemem realności i ułudy, a on wie tylko, że jeśli życie jest ułudą, to ułuda staje się dla niego rzeczywistością. Tak filozoficzne stwierdzenia w ustach barbarzyńcy to nie rzadkość w opowiadaniach howardowskich.
Conan żyje, promieniuje życiem, kocha, zabija i jest zadowolony. Smakuje każdy moment, nie dbając o przeszłość ani przyszłość. Raz jest złodziejem, innym razem najemnikiem, żeby nagle objąć dowodzenia całą armią lub władzę w królestwie. Nie przywiązuje się do zajmowanych funkcji, posiadanego złota i majątku. Nie przywiązuje się do życia. Wie, że każdego prędzej czy później czeka śmierć. Dla niego jest to coś tak oczywistego jak wschód słońca. Dla nas współczesnych, ludzi cywilizacji, niekoniecznie…
Zaklinamy rzeczywistość. Odsunęliśmy od siebie widmo towarzyszącej nam Śmierci, zamknęliśmy ją w piwnicy i wyrzuciliśmy klucz. Cywilizacja nas rozpieściła. Wojnę znamy tylko z ekranów telewizyjnych siedząc wygodnie na kanapie i wcinając popcorn. O przemocy dowiadujemy się z gazet i rzadko mamy z nią do czynienia. Nasze problemy emocjonalne rozwiązujemy pigułkami dostarczanymi nam psychiatrów. Konflikty toczymy na portalach społecznościowych, sterylnie, bez spoglądania adwersarzowi w twarz, o sprawy błahe i ulotne, które już następnego dnia nie mają żadnego znaczenia.
Nie boimy się konfrontacji, bo nic na niej nie tracimy. Możemy być chamscy, grubiańscy, nieuprzejmi, wściekli (co teraz bardzo modne). Nikt nas za to nie zabije, nie dostaniemy po zębach, co najwyżej mogą nam zagrozić pozwem sądowym. Wojny internetowe nie dostarczają nam zdrowej adrenaliny, a jedynie frustrację. Satysfakcja z pokonania adwersarzy trwa jedynie chwilę, a przegrana nie pozostawia blizn, którymi można się szczycić.
W dobie cywilizacji wszystko musi być bardziej skomplikowane niż jest w rzeczywistości. Nadbudowuje się idee, proste słowa opatruje komentarzami, dobro i zło relatywizuje i wszystko wtłacza w ramy systemu, bez którego ponoć nie sposób żyć. Howard przeciwstawiał temu prostą, zdrową i naturalną narrację. Barbarzyństwo Conana pozwalało mu wyjść z wielu opresji obronną ręką, nie dlatego, że posiadał wielki miecz i siłę niedźwiedzia, ale dlatego, że był naturalny. I prędzej czy później zdegenerowana cywilizacja zostanie pokonana przez barbarzyństwo. W historii ludzkości, tak zawsze się działo, ale to materiał na osobny felieton.
Wmówiono nam, że musimy pracować, uczyć się, brnąć przez życie w trudzie i znoju, a stres to coś naturalnego. Wmówiono nam, że będziemy żyć wiecznie, a zatem powinniśmy gromadzić i kolekcjonować dobra, że zawsze będziemy bezpieczni w otaczającym nas świecie. Ale Jej żadne drzwi nie zatrzymają, wyjdzie z piwnicy i stanie obok nas. A my nie jesteśmy  gotowi, nikt nas na to nie przygotował,  nie oswajamy się ze Śmiercią od dziecka jak robią to barbarzyńcy i truchlejemy ze strachu, zamiast powitać ją z otwartymi ramionami, bo przecież przeżyliśmy dobre życie, chłonęliśmy każdą jego chwilę, delektowaliśmy się wszystkim co nas spotkało.
Carlos Castaneda, antropolog, ezoteryk i szaman, napisał w jednej ze swoich książek, że Śmierć cały czas nam towarzyszy. Stoi zawsze za lewym ramieniem i czasem, kątem oka, możemy ją dostrzec. Zerknijcie czasami za siebie.
Memento Mori.

Reklamy