pigulki1

Łatwo przychodzi wiara w to czego się pragnie.
Owidiusz

Jakiś czas temu Beata Pawlikowska − słynna podróżniczka, autorka kilku książek wydała kolejną, tym razem jednak nie o swoich wyprawach czy kulinarnych eksperymentach, ale o depresji. Opisała w niej jak samemu zwalczyć chorobę. To forma poradnika, z którego dowiadujemy się, że wystarczy „znaleźć błędne dane i zastąpić je nowymi”. Twierdziła, że należy odpowiednio zaprogramować umysł. Na autorkę wylano falę hajtu. Czy słusznie? A może w tym co napisała znalazło się ziarnko prawdy?
Lekarze popełniają błąd traktując oddzielnie duszę i ciało. Pisał już o tym Platon uważając, że słowa mają wielką moc. Jeśli oznajmi się, że coś się stanie, jeśli wypowie się coś, co francuski psychiatra Patrick Lemoine, nazywa zaklęciem, a ezoterycy samospełniającą się przepowiednią, można zdziałać cuda.
Istnieje wiele sposobów programowania mózgu, a jednym z nich jest placebo. Może to być pigułka cukru, kroplówka z soli fizjologicznej itp. Podanie placebo to cały rytuał. Odziani w białe kitle lekarze, zapewniają chorego, że to pomoże i niedługo nastąpi poprawa. Siła placebo wynika z towarzyszącej mu fałszywej informacji. Pacjentowi mówi się, że dana procedura ma wpływ na jego ciało lub stan psychiczny, a on, jeśli szczerze w to wierzy, doświadcza owych rezultatów. Czy to nie przypomina działań znachorów i szamanów
Wróćmy jeszcze na chwilę do psychiatrii. Pawlikowska stwierdziła, że odstawiła pigułki i depresję wyleczyła pozytywnym myśleniem, długimi spacerami i poszukaniem siły samej w sobie. A może leki to po prostu inna forma programowania? Weźmy taki diazepam − lek psychotropowy, który od końca lat sześćdziesiątych do początku osiemdziesiątych ubiegłego wieku, święcił triumfy. Żółte pigułki potocznie zwane valium sprzedawane były w miliardach sztuk, doczekały się miejsce w popkulturze. Rolling Stones śpiewali o nich piosenkę „Mother’s Little Help”, grał „główną rolę” w filmie „Dolina Lalek”. Diazepam stał się lekiem podstawowym dostępnym we wszystkich aptekach na świecie. Co jednak dziwne, ten lek  nie działa, jeśli przyjmuje się go nieświadomie. Badania przeprowadzone przed piętnastu laty dowiodły, że nie leczy stanów lękowych gdy podawano go bez wiedzy pacjenta. Czy to oznacza, że tak naprawdę wszystko zależy od naszego umysłu?
Podobnie jest z innymi chorobami. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele leków, które przyjmujemy to zwykłe placebo. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Nauk Medycznych w Oregonie wskazują, że od 35% do 45% wszystkich przepisywanych leków to placebo. Natomiast opisywane w „British Medical Journal” badania wykonane na lekarzach izraelskich i duńskich wskazują, że 60% procent z nich przepisywało placebo. Spośród przepisujących placebo lekarzy, aż 94% uznało, że jest to skuteczna metoda leczenia!
Czasami lekarze przepisują nam rutynowo medykamenty o śladowej zawartości jakiejś pożytecznej substancji, która nie jest jednak przewidziana do leczenia akurat tego, co nam dolega. Tak wygląda sytuacja z magnezem. I chociaż nie jest oficjalnym lekiem na stany lękowe, to jego niedobór może wywoływać podobne objawy do nerwicy lękowej. Lekarze w Europie często przepisują magnez na nerwice, wykorzystując dość pokrętne owe tłumaczenie. Sam podawałem magnez jako wychowawca młodzieżowy w celu uspokojenia znerwicowanego uczestnika obozu. Efekt był oszałamiający!
Środowisko lekarskie jest podzielone co do efektu placebo. Z jednej strony nie ma wystarczających dowodów na to, że efekt placebo działa, z drugiej zaś badania z użyciem pozytonowej emisyjnej tomografii komputerowej PET wykazuje aktywację systemu endorfin w podwzgórzu, po tym jak poinformowano pacjentów, że wstrzyknięto im środek przeciwbólowy.
Koncernom farmakologicznym może nie podobać się pomysł, że świetlana przyszłość medycyny wiąże się z wykorzystaniem uzdrawiającej siły sugestii i wyobraźni. Mogą stracić fortuny, gdy ludzie odstawią leki. Na razie jednak bankructwo im nie grozi. Placebo nie wyleczy wielu poważnych schorzeń. Może jest tylko suportem dla klasycznej medycyny? A może nową ścieżką, na którą jeszcze nie jesteśmy gotowi?
Wygląda na to, że efekt placebo jest dla medycyny tym czym dla astrofizyki ciemna materia. Zjawiskiem powtarzalnym i wymiernym, choć może się okazać, że to ślepy zaułek i mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. Czymś czego jeszcze nie odkryliśmy.
Istnieje wiele sposobów wpływania na ludzki mózg i ciało, nad którym sprawuje kontrolę. Wydaje nam się, że już wszystko wiemy, ale tak naprawdę jesteśmy dopiero na początku drogi zrozumienia jak działa nasz umysł i co możemy dzięki niemu osiągnąć. I nie tylko w dziedzinie medycyny.
Jeszcze nie wiem czy mnie to cieszy, czy przeraża.

Reklamy