literacka-apokalipsa

Los książek zależy od pojętności czytelników
Terencjusz

Często podróżuję pociągami. Zawsze jak mam gdzieś jechać to staram się wybierać ten środek komunikacji. Siadam przy oknie i podziwiam mijany krajobraz. Staram się nie myśleć o niczym, cieszyć się z tego, że jestem „tu i teraz”.   Jednakże po kwadransie takiej medytacji wyciągam z plecaka książkę i zagłębiam się w lekturze. To mi pozostało z dawnych czasów.
Będąc studentem nie wyobrażałem sobie innej formy spędzania wolnego czasu. W pociągach niemal każdy coś czytał. Niektórzy grube tomy Tołstoja, inni lekkie kryminały Chandlera, powieści sensacyjne Ludluma bądź MacLeana, kobiety zaś wybierały harlequiny. Ale to były książki. Obecnie obserwuję jak jedni wyciągają komputery, bo czas bez pracy jest czasem straconym, młodzież telefony komórkowe grając lub pisząc smsy i tylko panie w średnim wieku czytają… kolorowe kobiece pisma.
Wszystkie znaki na Ziemi i Niebie wskazują na to, że książki odchodzą do lamusa. Niemal codziennie media alarmują, że czytelnictwo w Polsce spada na łeb, na szyję. Tylko, że media same się do tego przyczyniają. W niemal każdej stacji telewizyjnej znajdziemy niskich lotów programu rozrywkowe o tej samej formule. Jury złożone ze współczesnych celebrytów „gnoi” niezbyt rozgarniętych uczestników programu, którym marzy się wielka sława. Płaczą, przeklinają, ale napierają na szkło, bo to szansa na wielką sławę i karierę artystyczną trwającą może nawet pół roku. Rolnik szuka żony, oczywiście w blasku fleszy i telewizyjnych kamer, bo jakże inaczej?! Festiwal głupoty i żenady, który przykuwa uwagę rzeszy telewidzów. Znaleźć w nim można jedynie gloryfikację chamstwa, debilizmu i miałkiego stylu życia. Do tego dochodzą kretyńskie komedie i newsy informacyjne sprowadzone do banalnych spraw. Oto obraz mediów w Polsce.
Pal licho media komercyjne – wolno im puszczać co im się żywnie podoba żeby podnieść oglądalność. Inaczej ma się jednak sprawa z mediami publicznymi, które mają w swoim statusie wpisany obowiązek wypełniania misji. Trudno jednak uraczyć w publicznej TV programu kulturalnego, rzadko widuję bloki edukacyjne, teatr telewizji raz na ruski rok, arcydzieła filmowe puszczane w nocy, a magazyn o książkach jest w sumie tylko jeden, a też nie jestem pewny czy już go nie zdjęto z anteny lub przeniesiono do TVP KULTURA, który mogą oglądać szczęśliwcy mający wykupiony pełny pakiet kablówki. Dziwię się za co płacimy abonament? Przecież telewizja publiczna i tak utrzymuje się z reklam, puszczanych niemal na okrągło? Ale to przyczynek do innych rozważań. Wróćmy do książek.
Co może być przyczyną spadku czytelnictwa?
Na pewno wzrost ich cen w ostatnich latach. Od dwóch lat obowiązuje 5% VAT, a poza tym kryzys ekonomiczny spowodował zubożenie społeczeństwa. Nie dziwię się zatem, że potencjalny czytelnik mając do wyboru kupić chleb lub książkę, wybierze produkt ważniejszy dla jego egzystencji. Pozostają biblioteki, których nie stać jednak na nowości i różnego rodzaje akcje, gdzie książkę można dostać półdarmo lub wymienić. Ale niewielu z tego korzysta.
Więc może chodzi o brak czasu? Śmiem wątpić. Ci sami ludzie, którzy twierdzą, że nie mają czasu na książki są na bieżąco z programem TV, plotkami na temat celebrytów i spędzają czas na internetowych portalach społecznościowych.
A może właśnie tu tkwi problem? W galopującym rozwoju Internetu? Internet stał się niejako drugim światem, innym od tego rzeczywistego, w którym funkcjonujemy przynajmniej tyle samo czasu, jak nie więcej. Internet to narzędzie pracy, źródło informacji, dostawca kultury i rozrywki, oraz – co chyba najbardziej przerażające – platforma dla relacji międzyludzkich.
Obecnie właśnie do sieci przeniosły się kontakty towarzyskie. Na facebooku, Instagramie, Twitterzeróżnego rodzaju forach, cztach, komunikatorach ludzie ze sobą dyskutują, rozmawiają, nawiązują więzi. Czasami budują swój własny internetowy image, zupełnie inny niż ten w rzeczywistości. Można zatem powiedzieć, że zamiast spoglądać na rozmówcę, czytać emocje malujące się na jego twarzy, gestem, dotknięciem, obecnością budować relację, robimy to sterylnie, poprzez elektronikę. Czy jednak wiadomości na portalach społecznościowych, rozmowy na forach, dyskusje na czatach mogą zastąpić fizyczną więź?
Podobnie z krótkimi newsami informacyjnymi? Czy są alternatywą dla gazetowych artykułów wypełnionych analizami, spojrzeniem fachowców na dany problem lub felietonów ukazujących przerysowane zagadnienie ale dzięki temu uczących dystansu? Z doświadczenia felietonisty wiem, że współczesny czytelnik nie rozróżnia już felietonu od artykułu lub zwykłego wpisu na blogu.
I ostatnie pytanie: czy rozrywka w sieci zastąpi godziny spędzone nad książką? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Odpowiedź nie jest wcale taka prosta.
Niedawno spotkałem się z ciekawą teorią naukową, że paradoksalnie właśnie dzięki Internetowi, zbliżamy się do tego co było dawniej, do naszych pierwotnych instynktów stadnych. Przecież słynne już „lubię to” na Facebooku to nic innego jak wzajemne iskanie. Ludzie otoczeni elektronicznymi gadżetami są w stanie rozmawiać przy kawie jednocześnie klepiąc sms. Telefony komórkowe mają niemal przytwierdzone do dłoni, a portale społecznościowe sprawdzają z regularnością pięciominutową. Ale podobno podzielność uwagi to powrót do naszych behawioralnych korzeni. Nasi przodkowie przeplatali codzienne czynności z rozmowami.
Paradoksalnie, książka nam to odebrała.
Przez tysiąclecia istnienia cywilizacji, umiejętność czytania posiadali nieliczni. Byli to zazwyczaj kapłani, ludzie nauki, możnowładcy. To oni pchali ludzkość do przodu, tworzyli intelektualna elitę. Wszystko zmieniło się w XIX wieku, gdy rozpowszechniło się czytelnictwo. Ludzie ukryli się za fikcją literacką, na kilka godzin dziennie przenosili się do wyimaginowanych światów i fabuł. Żyli życiem innych. Można się zastanawiać czy to eskapizm? Ucieczka od problemów dnia codziennego? Czy korzystanie z mądrości i doświadczenia innych?
Może się okazać, że to co obecnie się dzieje, to nie żadna literacka apokalipsa tylko powrót do normalności. A w niedalekiej przyszłości ludzie umiejący czytać i lubiący książki będą stanowić elitę. W sumie to mi nawet odpowiada.

 

Reklamy