dzien-niepodleglosci3

Brzozogłowy podjechał bliżej i plunął wojewodzie siedmiogrodzkiemu w twarz. Ten starł plwocinę, uśmiechając się gorzko.
− Jak mniemam, to początek tortur?
− Ich początek a zarazem koniec – odparł. – Jesteś wolny.
− Co?!
− Spójrz! – Janusz wskazał świetlistą łunę majaczącą nad horyzontem. – Tam znajdziesz pomoc. To Kieżmark.
− Kieżmark – powtórzył Ścibor bezwiednie.
Polski oddział zbierał się do odjazdu. Ścibor ze Ściborzyc przytrzymał dawnego przyjaciela za rękaw.
− Dlaczego?
− Nigdy nie zrozumiesz – Brzozogłowy zawrócił konia i odjechał.
Wojewoda siedmiogrodzki spoglądał w ślad za polskimi rycerzami, patrzył na ich dumnie wyprostowane sylwetki, na majaczącą w ciemności chorągiew z białym orłem w koronie. W oczach zatańczyły mu łzy.
Zrozumiał.

Dariusz Domagalski – „Gniewny pomruk burzy”

W roku 1918 Polska odzyskała niepodległość po niemal 123 latach zaborów. Można się spierać ile tych lat naprawdę było, czy Księstwo Warszawskie utworzone za Napoleona możemy uznać za niepodległe, czy data 11 listopada wiążąca się z zakończeniem I wojny światowej jest prawidłowa, bo przecież już dwa lata wcześniej powstało marionetkowe Królestwo Polskie, ale to nie ma większego znaczenia. Data to tylko symbol, tak naprawdę liczą się intencje i to co świętujemy. A obecnie nie jest to takie pewne.
Dla każdego ojczyzna oznacza co innego. Dla jednych to tylko miejsce w jakim przyszło im mieszkać, pracować, żyć. Dla innych przedsionek do raju jakim jawi się zachodnia Europa, a Polska to tylko tymczasowy przystanek na drodze do pełnego szczęścia.  Ale są i tacy, dla których słowo Ojczyzna ma większy wymiar. To tradycja, historia, ziemia, o którą walczyli nasi przodkowie i przelewali za nią krew. I chociaż na przestrzeni wieków w różny sposób definiowana, zawsze oznaczała narodową więź emocjonalną.
Na temat rozbiorów i upadku Rzeczypospolitej napisano już wiele książek. Niektórzy historycy przyczyn upatrują już w średniowieczu, inni w rozbuchanym warcholstwie magnaterii w dobie Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jak było naprawdę? Trudno stwierdzić. Na historię należy spoglądać procesowo, wydarzenia układać w ciągu przyczynowo-skutkowym, niczym w dominie, gdzie jedna przewrócona kostka przewraca drugą. Tak właśnie wyglądał upadek Polski, który zakończył się zaborami.
Na początku byli okrutni, podstępni, a jednocześnie genialni, Piastowie. To oni scalili Polskę, podłożyli podwaliny wielkiego państwa współpracując z każdym, komu było z nami po drodze i zwalczając każdego, kto przeszkadzał. I tym właśnie powinni kierować nasi współcześni politycy. Co ciekawe, w dziejach Piastów prawie nie ma akcentów imperialnych. Interesowali się niemal wyłącznie ziemiami zamieszkałymi przez plemiona lechickie. W tym rodzie często zdarzało się, że po znakomitym ojcu dziedziczył równie wybitny lub jeszcze lepszy, syn. Mieszko I, Bolesław Chrobry, Kazimierz Odnowiciel, Kazimierz Wielki, Władysław Łokietek – to królowie nieprzeciętni, wizjonerzy, politycy i wojownicy z prawdziwego zdarzenia.
Jeśli porównamy historię Polski do cyklu życia firmy, to możemy przyjąć, że epoka Piastów to faza założycielska gwarantująca wzrost i rozwój. I nie tam należy szukać przyczyn upadku.
Potem nastała epoka Jagiellonów. Najpierw Władysław Jagiełło pobił Krzyżaków czyniąc z Polski, kraj z którym każdy się liczył. Politycznie, gospodarczo i militarnie byliśmy światowym mocarstwem rozdającym karty na międzynarodowej arenie. Ale zamiast kontynuować kierunek piastowski Jagiellonowie zaczęli uprawiać własny patriotyzm rodowy. W porównaniu ze swoimi poprzednikami królowie jagiellońscy byli zbyt łagodni i dobrotliwi. Nie wykazywali się okrucieństwem, ale też brakowało im tego przysłowiowego błysku w oku i drapieżności. Zajęli się polityką dynastyczną, obsadzaniem królów na europejskich dworach, pomijając interes narodowy. Na pierwszym planie była rodzina.
Firma zwana Polską weszła w okres dojrzałości. Czerpała korzyści z tego co wywalczyła „poprzednia zmiana”. Nie darmo mówi się o Złotym Wieku dziejów Polski. W tym okresie zawiodła władza, naczelne kierownictwo, ale do upadku było jeszcze daleko.
Rzeczpospolita Obojga Narodów miała okazję dokonać czegoś niezwykłego. Wynieść Polskę i Litwę do miana supermocarstwa na następne setki lat. Unia dwóch narodów, była czymś wyprzedzająca swoje czasy o co najmniej kilka wieków. Potęga militarna, gospodarcza, a także kulturowa była nie do podważenia. Jak to udało się zaprzepaścić? Na pewno jedną z przyczyn było zmniejszenie znaczenia szlachty i dojście do władzy  rozrosłej magnaterii. Kolejną – królowie elekcyjni. Wśród nich były gwiazdy, ale większość to durnie. Niektórzy umierali zbyt wcześniej, inni nie potrafili odejść w porę.
Najwięcej jednak szkód przynieśli nam szwedzcy Wazowie i kontrreformacja. Zygmunt III Waza nie tylko przeniósł stolicę z Krakowa do Warszawy, co już woła o pomstę do Nieba, ale pragnąć korony swojego rodowitego kraju, rozpoczął szereg wojen ze Szwecją, które spustoszyły kraj.
Rozpoczęła się faza upadku firmy. Akcje Polski zaczęły gwałtownie spadać i rosnący w siłę sąsiedzi już zakasali rękawy, żeby przejąć udziały.
Późniejsze rządy, szczególnie obrzydłych Sasów, to już dzieje agonii. Polsce trudno było pozbierać się po szwedzkim potopie, a dodatkowo musiała toczyć wojny z Rosją i Turcją. Światełkiem w tunelu był Jan III Sobieski, a nawet ratujący co się da Stanisław II August Poniatowski, ale to nie na wiele się zdało. Może gdyby dynastia  Zamoyskich lub Sobieskich objęła władzę w Polsce jeszcze wszystko byłoby do uratowania? Może…
Bzdury plotą ci, którzy winę w upadku Rzeczpospolitej widzą w charakterze narodowym, ciągotom do anarchii i braku zdolności organizatorskich. Tych ostatnich nigdy w Polsce nie brakowało. Oskarża się szlachtę i ich samowolę (to szlachta zawsze stawała za Polską, w przeciwieństwie do magnatów ciągnących tylko ku własnemu interesowi). To nie naród był winny, ale władcy, którzy nie zdali egzaminu. I zazwyczaj byli to władcy obcy. Oczywiście są wyjątki jak Litwin Jagiełło czy Węgier Batory.
W dziejach nowożytnych Polska ponownie zaistniała na arenie międzynarodowej. Odzyskaliśmy niepodległość. Czy nauczyliśmy się czegoś analizując naszą historię? Historię powstania i upadku potężnego kraju? Otrzymaliśmy jeszcze jedną szansę. Zaczynamy od nowa.
A może należałoby przyjrzeć się jak to robili Piastowie?

Reklamy