matriarchat

Naiwne są feministki sądzące, że matriarchat dałby władzę młodym, aktywnym kobietom. Matriarchat to bezlitosna tyrania starych bab. Wiedzących wszystko najlepiej, nieznających dyskrecji ani taktu, wtykających we wszystko swoje wścibskie nosy i uwielbiających rządzić.
Jarosław Grzędowicz – „Księga jesiennych demonów”

Uważam, że całe zło tego świata zaczęło się w momencie, gdy ludzkość przeszła od zbieractwa-łowiectwa do osiadłego trybu życia. Wcześniej wędrowali po świecie, niczym turyści zwiedzając go, kontemplując naturę, spotykając się z innymi plemionami wymieniając wiedzę, wynalazki lub po prostu spuszczając sobie łomot. Życie ciekawe, twórcze i pełne emocji. Pracowali najwyżej trzy godzinny dziennie bez wielkiego wysiłku, zbierając rośliny i polując. Później siadali przy ognisku, odpoczywali i mieli czas dla siebie. Jak wykazują antropolodzy ich życie duchowe było niezwykle bogate. A potem jakiś dureń rozpętał rewolucję neolityczną.
I jak to z rewolucjami zazwyczaj bywa, nie przyniosła niczego dobrego. Praca od bladego świtu do późnego wieczora, w trudzie i znoju, przy oraniu ziemi, sianiu, żniwach, stawianiu domów, wiecznych naprawach w gospodarstwie i oporządzaniu trzody chlewnej. Mało czasu dla siebie, mało dla rodziny, mało żeby kontemplować przyrodę i żyć w zgodzie z naturą. A dodatkowo cały dorobek życia można stracić w jednej chwili, w wyniku wojny lub katastrofy. I w tym schemacie tkwimy do teraz. Praca w trudzie i znoju po osiem, lub więcej, godzin dziennie, ciągle martwiąc się o przyszłość, uzbierany dobytek i nieruchomości.
Konflikt pomiędzy „być” (kultury zbieracko-łowieckie) a „mieć” (kultury rolniczej) jest oczywisty. Prawdopodobnie nasi przodkowie przed rewolucją neolityczną byli bardziej narażeni na wypadki, nagłe zgony, ale też żyli pełnią życia i na pewno nie byli tak zestresowani.
Według mitów hebrajskich, a co za tym idzie przekazów biblijnych, to Ewa dała jabłko Adamowi z  Drzewa Poznania Dobra i Zła, za co oboje zostali wygnani z Raju. Podobno to właśnie kobieta wynalazła pierwsze narzędzie rolnicze, co symbolicznie można porównać z „zakazanym owocem”.  A więc, to kobieta jest wszystkiemu winna!
Badacze uważają, że przejście do osiadłego trybu życia może wiązać się z powstaniem systemu społecznego jakim jest matriarchat. Naukowcy sprzeczają się nie tylko co do okresu trwania (niektórzy uważają, że powstały już w czasach koczowniczego trybu życia i trwał 30 tysięcy lat! To dość radykalnie zmienia wydźwięk postulatu feministek z ulicznych manifestacji: „Dość patriarchatu!”), ale również do samego istnienia takiej formy rządów. Głównym dowodem  na rzecz matriarchatu to figurki pochodzące z neolity przedstawiające nagą postać kobiecą, z wydatnymi piersiami, udami i wyraźnie zaznaczonym sromem. Znaleziono ich blisko 30 tysięcy, do zaledwie tysiąca wizerunków mężczyzn. Jednakże współcześnie proporcje w przedstawieniu kobiet i mężczyzn są podobne, czy to w sztuce,  przemyśle reklamowym, czy pornograficznym. Nie darmo kobiety nazywane są płcią piękną.
Niewątpliwie system patriarchalny krzywdził kobiety, chociaż nie tak bardzo jak chcą tego radykalne feministki. Niejednokrotnie w swoich felietonach poruszałem swobodę i wolność kobiet w okresie średniowiecza. Pisałem o dorastających kobietach w epoce wypraw wikingów, które miały prawo pływać na wiking, obejmować funkcję jarlów i samemu wybierać sobie mężów, lub o żmudzkich żonach mających prawo do „pocieszycieli małżeństwa” czyli oficjalnych kochanków, gdy facet za zdradę karany był śmiercią. Późniejsze czasy i kontrreformacja były pod tym kątem o wiele gorsze. Nie mówiąc już o współczesnym traktowaniu kobiet w krajach muzułmańskich i obrzezaniach w  plemionach afrykańskich. To są dramaty, których powinni się wstydzić nie tylko mężczyźni, ale wszyscy cywilizowani ludzie, bo do tego dopuszczamy.
Nie wiemy jednak nic na temat zbrodni hipotetycznego matriarchatu. Żaden system nie jest idealny. Mężczyźni traktowani jako robotnicy, wojownicy i rozpłodowcy. Podrzędni, nie mający prawa głosu, utrzymywani w przeświadczeniu, że nic od nich nie zależy. Niektórzy badacze sugerują, że w plemionach pierwotnych mężczyźni nie zdawali sobie sprawy, że mają coś wspólnego z poczęciem. Kobiety utrzymywały, że dzieci to dar bogini, którym tylko one zostały obdarzone. Mężczyźni są tylko po to, żeby służyć. Ciekawe ile tysiącleci trwało to kłamstwo?
Współczesne ruchy feministyczne nie mają już takiego znaczenia jak jeszcze przed stuleciem. Wiele jest jeszcze rzeczy, które należy zmienić, wyprostować, ale bardziej w ludzkiej mentalności niż w prawie, które dla wszystkich jest równe i żadnej z płci nie faworyzuje. I z reguły nie mam problemu z przekazem feministycznych treści w przestrzeni publicznej, kulturze i sztuce, pod warunkiem że są odpowiednio wkomponowane w całość i nie umniejszają znaczenia drugiej płci. A to nie zawsze się udaje.
Idealnym przykładem jest film „Maleficent” ze zjawiskową Angeliną Jolie w roli czarownicy. Na poziomie meta sprawnie opowiedziana i sfilmowana bajka, ale tak naprawdę  jedna wielka feministyczna pochwała matriarchatu. Przyjrzyjmy się mężczyznom w tym filmie. Stefan – archetyp złego patriarchy. Mężczyzna, który zdradził główną bohaterkę, na każdym poziomie, doprowadził do utraty przez nią skrzydeł (symboliczne, prawda?). Jego siedzibą jest obwarowany zamek, z cegły, strzeżony przez ostre miecze celujące w czarownicę (penisy?) w kontraście z siedzibą czarownicy, która wkomponowana jest w łagodną naturę otwierającą się i zamykającą, wpuszczających tylko tych co są godni. Drugim męskim bohaterem jest Diaval – archetyp towarzysza. Typowy sługa, oddany bezgranicznie swojej pani. Ale nie tylko. Kobieta ma siłę sprawczą i pełną nad nim władzę. Może w każdej chwili zamienić go w kruka, bez jego zgody. No i ostatni książę Philip – archetyp niewinny. A raczej impotent. Jego pocałunek niczego nie zmienił, nie uratował Aurory. Musiała to zrobić dopiero wiedźma. Można się zastanawiać czy to symbol miłości matczynej, czy też ukryty podtekst  miłości homoseksualnej, ale to już można uznać za nadinterpretację. Na końcu obie kobiety tworzą własne królestwo, gdzie będą dzielić i rządzić. Matriarchat pełną gębą!
Można się uśmiechnąć, wzruszyć ramionami i stwierdzić, że takie obrazy są potrzebne, ale gorzej jeśli tego typu treści zaczynają przenikać do filmów, które od lat były męskim bastionem cuchnącym testosteronem i Martini z wódką wstrząśniętym, nie mieszanym. Oczywiście mam na myśli Jamesa Bonda. To prawda, że w cyklu miały miejsce seksistowskie teksty, kobiety pełniły rolę dekoracji dla agenta Jej Królewskiej Mości i niewiele znaczyły dla fabuły. Ale taka była poetyka filmów.
Wszystko zmieniło się, gdy nowym Bondem został Daniel Craig.
Każde pokolenie ma swojego Bonda i każdy dostosowany jest do współczesnego odbiorcy. Ze wszystkich Craig jest dla mnie najsłabszy, w porównaniu z poprzednimi dżentelmenami, to żul spod budki z piwem. Ale nie o tym jest felieton. W nowej serii scenarzyści mocny nacisk położyli na postacie kobiece. I dobrze! Strasznie ich brakowało i dzięki temu filmy mogły nabrać nowej jakości. Jednakże przesadzili. James Bond jest jedynie marionetką w rękach kobiet, nie ma poczucia sprawstwa, co więcej, ciągle jest przez nie ratowany. To on jest księżniczką, którą należy uwolnić z wieży lub odbić z rąk smoka.
No i na koniec został jeszcze jeden „męski” cykl filmowy, do którego wrzucono sporą dawkę feminizmu. Mam na myśli nowego „Mad Maxa”. To nie jest już opowieść o szalonym Maxie, a o kobietach (symbolizujących trzy etapy życia: młodość-uroda i rozrodczość, średni wiek-wojowniczość i nadzieja, starość: mądrość i poświęcenie). Max podobnie jak Bond wydaje się być statystą. Główną fabułą filmu jest ucieczka kobiet przed patriarchalnym, ohydnym, okrutnym, zdeformowanym mężem. Młodym żonom pomaga Furiosa (swoją drogą świetna postać i wspaniale zagrana przez Charlize Theron), która tak naprawdę jest główną bohaterką tego filmu.
Kolejny męski film zagrabiony przez ideologię feministyczną, której kulminacją jest ostatnia scena. Tytułowy Mad Max zostawia miasto w rękach kobiet, które w nim będą rządzić – matriarchat. Tymczasem on sam, nie odjeżdża ryczącym samochodem w stronę zachodzącego słońca jak na typowego męskiego bohatera przystało, tylko niknie w tłumie oddając miejsce kobietom.
Naturalnie, a może sterowalnie (tylko przez kogo?) przygotowywani jesteśmy na zmianę systemu  patriarchalnego na matriarchalny? Czy świat będzie przez to lepszy? To się okaże.

Reklamy