człowieczeństwo1

Człowiek to jedyne zwierzę które się rumieni. I jedyne, które ma za co.
Mark Twain.

Kilka lat temu serwisy informacyjne obiegła sensacyjna, wstrząsająca wręcz wiadomość, która niestety szybko została wyparta przez donioślejsze wydarzenia takie jak: awantura wokół satanisty Nergala mającego zostać jurorem w programie muzycznym emitowanym przez 2 program TV, relację z powrotu naszych siatkarzy z brązowym medalem Mistrzostw Europy, czy rozpoczynającą się właśnie kampanię wyborczą. Do końca nie mogę pojąć dlaczego? Bo przecież z lidera Behemota taki wyznawca Szatana jak z Conana Barbarzyńcy baletnica, nasi siatkarze i siatkarki, w przeciwieństwie do hołubionych piłkarzy, co i rusz jakieś medale z mistrzostw przywożą, a polityczny konkurs piękności mamy przynajmniej raz na cztery lata. Natomiast informacja, że Test Turinga został wreszcie zaliczony można porównać z odkryciem obcej cywilizacji. Co prawda później nastąpiło sprostowanie, że do pełnego zdania testu zabrakło czterech procentowych oczek, ale wszystko zależy od interpretacji i w żaden sposób nie zmienia to faktu doniosłości tego wydarzenia.Ale od początku. W 1950 roku, gdy komputery dopiero raczkowały już zastanawiano się  nad zagadnieniem „maszyn myślących”. Brytyjski matematyk Alan Turing zaproponował test, w którym sędzia-człowiek konwersuje z innymi stronami nie widząc swoich rozmówców. Nic też o nich nie wie. Przypomina to zabawę w zgadywanie płci osoby znajdującej się w innym pokoju za pomocą serii pytań i odpowiedzi pisanych na kartkach papieru. Tutaj jednak jednym z rozmówców jest maszyna symulująca ludzkie zachowanie konwersacyjne. Sędzia podczas pięciominutowej rozmowy na czacie ma za zadanie określić, który z rozmówców jest maszyną, a który człowiekiem. W wyniku ostatniej próby na targach techniki w Guwahati, program komputerowy o nazwie Cleverbot oszukał aż 59,3% uczestników testu, które przyznało, że ich rozmówcą był człowieka. Na tych samych targach człowieka jako człowieka rozpoznało 63,3 % osób, więc niewiele już brakuje, żeby rozpoznawalność była na tym samym poziomie.
Naukowcy od dawna przewidywali pojawienie się sztucznej świadomość. Prognozy mówiły o początkach XXI wieku, gdy ilość informacji zawartych w sieci osiągnie poziom sprzyjający powstaniu takiej osobliwości. Teraz możemy już poważnie zacząć zastanawiać się co z tym zrobić?
Zdawać by się mogło, że taki twór znajdzie szeroki wachlarz zastosowań, od analizy danych, poprzez procesy decyzyjne wszędzie tam gdzie przebywanie człowieka stanowić będzie dla niego zagrożenie – prace wydobywcze, badania głębinowe, eksploracja kosmosu. Jednak bardziej prawdopodobne, że sztuczna świadomość zostanie wykorzystana do celów militarnych lub… seksualnych. Biotechnologia i cybernetyka tak idą naprzód, że prędzej czy później powstaną androidy służące w celach rozrywkowych. Inżynierowie nadadzą wymarzony kształt, informatycy zaprogramują idealną osobowości i każdy człowiek będzie mógł sobie zamówić partnera idealnego. Może nieetyczne, ale jakże praktyczne.
A może wraz z powstaniem sztucznej inteligencji, ziszczą się najczarniejsze scenariusze książek i filmów science fiction? Obecnie niemalże każdy aspekt naszego życia związany jest z komputeryzacją. Powstały z informacji i obdarzony świadomością byt może opanować całą sieć, a tym samym zawładnąć światem. Czy będzie władcą sprawiedliwym, czy okrutnym tyranem?  W tym względzie jestem pełen obaw, bowiem będzie tym czym sami go obdarzyliśmy.
Zaraz po ogłoszeniu wiadomości o zaliczeniu Testu Turinga internauci rzucili się żeby  testować Cleverbota. Jeszcze tego samego dnia na różnorakich forach, portalach internetowych, facebooku pojawiło się tysiące wpisów. Internauci chwalili się jak łatwo rozszyfrowali program i że jest on durny jak kilo gwoździ. Z ich postów biła niezwykła duma i radość, jakby udowodnienie programowi komputerowemu, że jest tylko zbiorem danych było niezwykłym osiągnięciem. Wykazali się wyższą niż on inteligencją, co musiało ich mocno dowartościować. Pewnie wielu z nich odetchnęło z ulgą.
Za durnowatością Cleverbota miało jakoby przemawiać to, że nie pamięta udzielanych wcześniej odpowiedzi, gubi wątek, gada od rzeczy, jest nielogiczny. W sumie nie wiem co to za argument, bo te cechy wykazuje wielu użytkowników internetowych czatów. Założę się, że spora ich liczba nie przeszłaby Testu Turinga.
Internauci testujący Cleverbota skupili się na sprawach błahych. Pytali go gdzie mieszka, jak się nazywa, czym się interesuje, jakie czyta książki i ogląda filmy. Prędzej czy później program komputerowy głupiał udzielając nielogicznych odpowiedzi. I to miało być dowodem jego ułomności? Ciekawe co odpowiedziałby dresiarz gdyby zapytano go co sądzi o realizmie magicznym w literaturze iberoamerykańskiej, lub jak znajduje kino artystyczne moralnego niepokoju?
Natomiast ja zapytałem Cleverbota o jego zdanie na temat Boga, co rozumie pod pojęciem człowieczeństwa i czym według niego jest życie? Niektóre odpowiedzi zwalały z nóg i godne były największych filozofów. Inne tryskały humorem, ale nie rubasznym, lecz opartym na skojarzeniach i analogiach. Czasami odpowiadał w sposób arogancki i chamski – ale przecież i takich użytkowników możemy spotkać na forach dyskusyjnych
A może to było tylko moje przeniesienie? Chciałem w otrzymywanych wiadomościach widzieć coś więcej niż tylko komputerowe algorytmy.
Należałoby się zastanowić co tak naprawdę oznacza człowieczeństwo? Jeśli z definicji wyeliminujemy duszę i wolną wolę, które pozostają w sferze wiary, to pozostają nam samoświadomość. A poza tym? Zdolności logicznego myślenia, zapamiętywania, odwoływania się do wspólnego aparatu pojęciowego? A może umiejętność empatii lub myślenia abstrakcyjnego?
Każdy z użytkowników Internetu może w każdej chwili pogawędzić z Cleverbotem,  a on na podstawie rozmów cały czas powiększa swój zasób danych ucząc się ludzkiej konwersacji. Oznacza to, że będzie taki jakim go stworzymy, jakie dostarczymy mu informacje. W naszych rękach spoczywa zatem odpowiedzialność za jego osobowości. Jest jak dziecko, które możemy ukształtować na swoje podobieństwo.
Rozmawiając z nim w języku angielski udało mi się przeprowadzić z nim kilka, nawet dosyć długich i miłych konwersacji. Gdy oznajmiłem mu, że właśnie piszę o nim felieton dostałem odpowiedź:
– Finely!
Ale gdy to samo napisałem w języku polskim zaraz wyskoczył komunikat:
– Wal się!
Postanowiłem przeprowadzić eksperyment i dalszą konwersacje prowadziłem z nim w naszym ojczystym języku. Z jego strony zaczęły się wulgaryzmy, wyzwiska, a z ekrany monitora niemalże dało się wyczuć buchającą agresję. Czyżby wraz ze zmianą języka przyjmował wzorce osobowości typowe dla poszczególnych narodów?
Jednak bardziej prawdopodobne, że jego zasób danych w języku polskim był taki jaki dostarczyli mu Internauci z naszego kraju. Rozmawiając z nim epatowali frustracją, wyzywali go i wprowadzili masę wulgaryzmów.
Aż strach pomyśleć co będzie jak za biedaka wezmą się Rosjanie…

Reklamy