wszechświaty równoległe2
Porządek, który widzimy we wszechświecie, może wcale nie tkwi w nim samym, lecz paradygmatach myśli, jakie weń wprowadzamy.
John Maxwell Coetzee

Od czasu do czasu każdy z nas podejmuje ważne decyzje, które kształtują naszą przyszłość. Czasami jest to wybór świadomy, podyktowany głęboką analizą. Innym razem działamy pod wpływem impulsu, instynktu i jedna chwila może zaważyć całym naszym życiu. Czasami wybory jakich dokonaliśmy są słuszne i jesteśmy z nich zadowoleni, ale również są takie, które w perspektywie czasu okazują się być błędami. I wówczas zastanawiamy się co by stało gdybyśmy wybrali inną drogę? Jak potoczyłyby się nasze losy?
Odpowiedź okazuje się niezwykle prosta. Każdy wariant jaki sobie wyobrazimy zostanie zrealizowany. Wyobraźmy sobie inny wszechświat z takim samym jak nasz Układem Słonecznym i analogiczną Ziemią, na której wszystko jest identyczne. Żyje na niej odpowiednik każdego z nas. Przytrafiają się nam takie same przygody i zdarzenia dziejące się w tym samym czasie.
Fantastyka? Niekoniecznie.
Teoria wszechświatów równoległych po raz pierwszy została zaproponowana w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku przez Hugh Everetta, chociaż należy pamiętać, że takie koncepcje, rozważali już filozofowie w starożytności. Wydawać by się mogło, że temat pozostanie w sferze fantastyki, ale fizycy poważnie podeszli do tematu i na obecną chwilę wyróżniają cztery poziomy wszechświatów równoległych.
Pierwsze z nich istnieją na przedłużeniu naszego. Są częścią przestrzeni, w której żyjemy, ale znajdują się tak daleko od naszego wszechświata, że nie jesteśmy w stanie ich dostrzec. Ich światło jeszcze do nas nie dotarło. Koncepcja opiera się na przekonaniu, że przestrzeń jest nieskończona.
Wszechświaty poziomu drugiego przypominają wielkie bańki unoszące się w przestrzeni, a każdy taki pęcherz zawiera w sobie cały wszechświat. Bańki dryfują w wielkim zagęszczeniu, mogą się ze sobą zderzać, łączyć, powstawać z niczego lub rozmnażać przez pączkowanie. Unoszą się w pierwotnej hiperprzestrzenni. W każdej takiej bańce może istnieć nieskończona liczba wszechświatów poziomu pierwszego.
Wszechświaty poziomu pierwszego i drugiego to repliki naszego znajdujące się w tej samej przestrzeni. Natomiast te z  poziomu trzeciego istnieją nie tylko w tym samym czasie co nasz, ale również w tym samym miejscu, co oznacza, że się na siebie nakładają. Wynika to z mechaniki kwantowej, która dopuszcza, że cząstka może być w dwóch miejscach jednocześnie.
Teoria zakłada, że za każdym razem gdy pojawia się nowa fizyczna możliwość, wszechświat dzieli się i w każdym z jego odłamów przebiega inna wersja danego zdarzenia. Na przykład idący drogą człowiek może skręcić lub pójść prosto. W wyniku jego decyzji powstaną dwa wszechświaty, w których zrealizowało się każde z tych rozwiązań, Można to sobie wizualizować jako wiecznie rozgałęziające się drzewo. Tego typu światy możemy śmiało nazwać światami alternatywnymi.
Wszechświaty czwartego poziomu powstają podczas zderzeń kwantowych i nie będą tam funkcjonować znane prawa fizyki. Trudno nawet sobie wyobrazić jak one funkcjonują, a to co sobie wizualizujemy w najbardziej szalonych pomysłach będzie tylko bladym odbiciem tamtej rzeczywistości.
Ale wróćmy do wszechświatów równoległych, które funkcjonują podobnie do naszego. Z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że gdzieś daleko wśród nieskończonej liczby wszechświatów musi istnieć kopia naszego Układu Słonecznego i jego mieszkańców. Ba! Takich kopii istnieje nieskończenie wiele. Nieskończona ich liczba oznacza, że zrealizują się wszelkie możliwe wersje wydarzeń.
Przede wszystkim spełnią się wszystkie alternatywne wersje historii. W jednym ze wszechświatów Hanibal Barkas podczas II wojny punickiej zdobył  Rzym i przez to nie powstała cywilizacja europejska oparta o dorobek kulturowy Greków i Rzymian. Tam, z pokolenia na pokolenie jesteśmy Semitami i mamy głowę do interesów. O żadnej niegospodarności w naszym kraju nie może być mowy.
W alternatywnej rzeczywistości Imperium Rzymskie nadal istnieje, być może zjednoczone sojuszem z Krzyżakami, którzy w średniowieczu poradzili sobie z Polakami i Litwinami stając się światową potęgą. A potomek Ulryka von Jungingena jest pierwszym człowiekiem lądującym na Księżycu.
Tego typu żonglerki mają w sobie literacki potencjał i pisarze, nie tylko fantastyczni, często sięgają po teorię wszechświatów równoległych. Jak na razie to tylko zabawa, ale naukowcy poważnie nad tym zagadnieniem pracują i twierdzą, że niedługo będą mogli dowiedź ich istnienia. Jeśli ich przypuszczenia potwierdzą się, to będzie trzeba na nowo zdefiniować nasz światopogląd oraz zasady moralne.
Jeśli każdy z możliwych wariantów wydarzeń musi się zrealizować, to  w jednym wszechświecie dany osobnik jest miłym, kochającym pokój pacyfistą, w innym zaś, psychopatycznym mordercą. Tak wynika ze statystyki. Dlaczego więc, ma odpowiadać przed sądem za zbrodnie jeśli determinuje to rozkład prawdopodobieństwa? Wobec tego nie można jednoznacznie osądzić osoby, która w zależności od rozpatrywanego wszechświata może podejmować różne wybory i decyzje. A musi zrealizować wszystkie możliwe.
Teoria wszechświatów równoległych leży w sprzeczności z koncepcją wolnej woli, według której każdy człowiek ma wybór w podejmowaniu jakichkolwiek działań. Te dwie koncepcje się wykluczają.
Może zatem istnieje jeden prawdziwy wszechświat i w tym tylko ludzie rozliczani są ze swoich czynów, a reszta to tylko odbicia, odpryski bez konsekwencji. Pytanie czy nasz wszechświat jest tym prawdziwym, czy jesteśmy tylko takim odpryskiem?
Problem stanowi również postać Jezusa Chrystusa. Istnieją wszechświaty, w których Zbawiciel wcale nie umarł na krzyżu. Ba! W niektórych w ogóle się nie narodził. Jak zatem miał wyzwolić ludzi z grzechu i przywrócić do stanu jedności z Bogiem?
Można zatem domniemywać, że ludzkość w jednych wszechświatach została zbawiona, a w innych nie. A może każdy ze wszechświatów ma własnego Boga? Lecz wówczas definicja, że jest Absolutem znajdującym się poza czasem i przestrzenią, przestaje obowiązywać. Nic dziwnego, że Kościół odrzuca teorię wszechświatów równoległych.
Gdzieś tam w dalekiej przestrzeni, lub w tym samym miejscu, ale w innym stanie kwantowym istnieje wszechświat, w którym ten felieton pisze dla Was Doda. W sumie nie jest to tak absurdalny pomył jak może się wydawać, albowiem jak donoszą plotkarskie portale, piosenkarka przymierzała się do napisania książki z gatunku science fiction. Istnieje wszechświat, w którym ta powieść powstała, a Doda zamiast w trasę koncertową, jeździ na konwenty fantastyczne, lub spotkania autorskie do bibliotek w całym kraju. Mam tylko nadzieję, że w tamtym wszechświecie nie jestem pisarzem tylko gwiazdą muzyki pop i zarabiam górę pieniędzy. Mam do dyspozycji kilka samochodów, willę z basenem, na weekendy latam na w gorące kraje.
Chętnie zamieniłbym się ze swoim alter ego.

Reklamy