kosmos1

Gwiazd, które widzimy na niebie być może już nie ma. Dokładnie tak samo rzecz ma się z ideałami poprzedniego pokolenia.
Tennessee Williams

Fantastyka towarzyszyła mi od dziecka. Niedługo po tym jak nauczyłem się składać literki na rynku pojawiło się pierwsze w Polsce czasopismo poświęcone popularyzacji fantastyki. Najpierw zauroczony byłem znajdującym się tam komiksem, ale po tysiąckrotnym obejrzeniu rysunków i przeczytaniu dymków dialogowych zabrałem się do opowiadań. Oczywiście będąc dzieckiem większość opisywanych w nich zjawisk, rzeczy, emocji nie rozumiałem. Ale za to fascynowały mnie opisy gwiazd, odległych planet, statków kosmicznych przemierzających międzygwiezdną pustkę i śmiałych wypraw w najdalsze zakątki Galaktyki.Przez lata sięgałem po kolejne numery pisma, szperałem w bibliotekach wyszukując klasykę science fiction i gdy moi rówieśnicy czytali „Rogasia z Doliny Rozstoki”, ja odkrywałem nowe światy wraz z bohaterami książek Arthura C. Clarka, Isaaka Asimova, Philipa K. Dicka, Franka Herberta. Ich powieści ukształtowały moją wyobraźnię, sposób patrzenia na świat. Dotykały jakiegoś pierwotnego instynktu, imperatywu wędrówki i odkrywania tego co znajduje się poza zasięgiem naszego wzroku.
Teraz nie pisze się już tego typu fantastyki. Dawno temu trafiła do lamusa i rzadko ktokolwiek podejmuje próbę jej reanimacji. Trudno się dziwić. Literatura odzwierciedla otaczającą nas rzeczywistości.
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy powstało najwięcej dzieł, które śmiało możemy określić mianem hard s.f., na świecie trwał wyścig zbrojeń. Konkurujące ze sobą mocarstwa starały się zdobyć przewagę militarną, polityczną, gospodarczą, a także technologiczną. Wiązało się to z podbojem kosmosu i wiarą, że już niedługo uda się zasiedlić nowe światy. Jednakże sytuacja na świecie zmieniła się, upadł komunizm, skończyła się zimna wojna a także rywalizacja, która napędzała rozwój astronautyki. Do głosu zaczęły dochodzić względy ekonomiczne i eksploracja kosmosu stała się nieopłacalna. Podbój kosmosu został zahamowany.
Kolejnym czynnikiem odejścia autorów od pisania hard s.f. było to, że rzeczywistość przegoniła fantastykę. Biorąc do ręki powieści Lema, Dicka, Asimova uśmiechamy się pod nosem czytając o archaicznych urządzeniach, topornych pojazdach, lub teoriach obalonych przez współczesną naukę. Postęp technologiczny idzie tak do przodu, że współczesny pisarz przygotowując research do powieści musi liczyć się z tym, że gdy kiedy ją skończy będzie musiał część rzeczy weryfikować. A jeśli nawet to zrobi, to za rok, pięć lat, dziesięć, jego powieść przestanie być aktualna. I dzieło, które w założeniu miało być ponadczasowe, uniwersalne, stanie się groteską, a autor narazi się na śmieszność.
Tylko dlaczego świadomość tego nie przeszkadzała wielkim tuzom fantastyki przed lat, a współczesnym autorom już tak? Może tamci mieli więcej pewności siebie, większy rozmach, nie bali się poruszać tematów ważnych, nie tworzyli zamkniętych, pseudofilozoficznych światów,  subiektywnych, a co za tym idzie odpornych na krytykę – bo to przecież wizja autora! A może bardziej od uznania wąskiej grupy pochlebców woleli zawierać w swoich utworach wartości dydaktyczne i moralizatorskie, teraz niemodne i obśmiewane.
Można też powiedzieć, że fantastyka naukowa się zwyczajnie znudziła. W pewnym momencie zapanowała moda na fantasy. Zamiast naukowców wyruszających na międzygwiezdne wyprawy i badających obce globy otrzymaliśmy osiłków machających mieczami. Zamiast flot kosmicznych przemierzających galaktyczną przestrzeń dostaliśmy armie i bitwy rodem ze średniowiecza. Zamiast skomplikowanych teorii naukowych – intrygi, skrytobójstwa, zemsty. Zamiast kultywować rozwój cywilizacji i potęgi ludzkiego umysłu autorzy skupili się na pierwotnych instynktach, inspiracji szukając w baśniach i legendach.
Pisarze zaczęli snuć opowieści o rycerzach, smokach, królestwach i śmiałkach zbawiających świat opartych na archetypie króla Artura. Na księgarskich półkach dominowały książki z okładkami przedstawiającymi herosów upaćkanych krwią, roznegliżowane wojownicze księżniczki, których rynsztunek bardziej nadawał się na perwersyjne gry erotyczne nie zaś do walki, lub zamki, twierdze, baszty koniecznie na odpowiednim, landszaftowym tle.
To był okres lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Znamienne jest, że w tym samym czasie w muzyce zaszła podobna zmiana. W zapomnienie odeszły długie wysublimowane utwory rocka progresywnego, a zaczęto słuchać topornego i nieskomplikowanego punka odbieranego emocjami, nie zaś umysłem.
A jak jest teraz?
Fantastyka zdryfowała w zupełnie dziwnych kierunkach. Nadal dominuje fantasy, ale już nie klasyczna, oparta o średniowieczny schemat, ani o mity arturiańskie. Autorzy tworzą najróżniejsze światy, a w tym względzie ich wyobraźnia jest imponująca. Generowane światy szokują, zachwycają. Czasami są nielogiczne, zawodzi w nich fizyka, znajomość procesów społecznych i historycznych, ale nie sposób odmówić rozmachu. Braki w merytorycznym przygotowaniu autorzy nadrabiają wyobraźnią.
Współczesna literatura fantastyczna skupiła się na człowieku, jego emocjonalności i to z jednej strony dobrze, bo to człowiek jest centrum Wszechświata, ale z drugiej strony utraciła swoją tożsamość. Skręciła w stronę nurtu głównego i czasami mam wrażenie, że fantastyczna otoczka jest wyłącznie eskapizmem. Teraz w utworach dominuje rozgrzebywanie samego siebie, babranie się w emocjach, zaduma nad życiem w zestawieniu z wewnętrznie pogmatwanymi światami. A to zawsze wychodziło lepiej pisarzom głównego nurtu.
We współczesnej fantastyce brakuje pytań o możliwości człowieka i przyszłość rodzaju ludzkiego, oraz marzeń o sięganiu gwiazd. Kontakt z innymi cywilizacjami zastąpiony został kontaktem z innym człowiekiem, który w obecnych czasach jest tak samo obcy.
Niejednokrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że nie warto patrzeć w niebo skoro jeszcze tyle jest do zrobienia na Ziemi. Nie należy wybiegać w przyszłość, gdy dopada nas teraźniejszość. Nie warto zastanawiać się co będzie gdy zgaśnie Słońce, niedaleko nas wybuchnie supernowa lub w rodzimą planetę uderzy planetoida, skoro zmagamy się z kryzysem ekonomicznym. I taką retorykę stosują ludzie deklarujący zainteresowanie fantastyką.
Kiedyś w wywiadzie zostałem zapytany czy literatura fantastyczna ma jakąś misję? Odparłem, że może kiedyś tak było, gdy pełniła funkcję dydaktyczną, w przyswajalny sposób pokazywała zagadnienia naukowe, zadawała pytania i szukała odpowiedzi. W Polsce dodatkowo, w okresie PRLu przemycała treści wolnościowe, unikając cenzury wyszydzała system. Teraz fantastyka pełni funkcję typowo rozrywkową. I nie jest to zarzut. Fantastyka to literatura popularna, tak samo jak romans, kryminał, sensacja i w tych kategoriach należy ją traktować. I jak każdy z tych gatunków może nieść wartość dodaną, myśl filozoficzną, zadumę nad życiem.
Natomiast ja tęsknię za podróżami kosmicznymi na kartach powieści, za naukowcami badającymi obce formy życia, za zagubionymi planetami i tajemnicami wszechświata.

Reklamy