patriotyzm1

Należę do tych, którzy głoszą, że idea ojczyzny powinna zajmować pierwsze miejsce w duszy i sercu człowieka.
Henryk Sienkiewicz

Pewnego razu zostałem zaproszony na Targi Książki Historycznej, gdzie uczestniczyłem w panelu dyskusyjnym poświęconym tradycji sienkiewiczowskiej we współczesnej literaturze. Atmosfera była sympatyczna, poruszane tematy wielce interesujące, widzowie obeznani w historii i literaturze, więc mogło się wydawać, że nic nie jest w stanie zakłócić tej sielanki. Lecz nagle rozmowa zeszła na zagadnienie umiłowania ojczyzny w utworach Henryka Sienkiewicza.
Z rozbrajającą szczerością i w dobrej wierze oświadczyłem, że patriotyzm polskich rycerzy w „Krzyżakach” został przez naszego noblistę zmyślony, a samo to pojęcie, w znaczeniu, które teraz rozumiemy, jest wymysłem mającym niewiele ponad dwieście lat. Wtem z widowni podniósł się starszy mężczyzna, wycelował oskarżycielsko paluch w moją stronę i zakrzyknął:
– To mi pachnie stalinizmem!
Musiałem wyjaśnić, że w średniowieczu panował system feudalny i rycerze  wierni byli tylko swoim seniorom. To im składali hołd lenny i mieli obowiązek służenia pomocą zbrojną. Najwyżej w hierarchii stał król, będący suzerenem wszystkich posiadających ziemię na władanym przez niego terytorium. Ale monarcha nie może być utożsamiany z krajem, bo przecież zdarzali się władcy obcy oraz tacy co rządzili w tym samym czasie kilkoma narodami. Pojęcie państwowości wówczas nie istniało.
W średniowieczu wielu rycerzy służyło w obcych armiach, pod różnymi sztandarami i nie dla żołdu, bo powstanie wojsk zaciężnych przypada dopiero na drugą połowę XV wieku, ale ze względu na koligacje rodzinne, nadania ziemskie, zależności lenne. Na obcych dworach szukali sławy i bogactwa. Tak właśnie było w przypadku polskich rycerzy, którzy przez lata walczyli dla węgierskiego władcy – Zygmunta Luksemburskiego. Jednakże gdy w 1409 roku wybuchła wojna z Zakonem Krzyżackim, wymówili służbę, mimo że monarcha namawiał ich do pozostania kusząc pochlebstwami oraz brzękiem monet, i powrócili do Polski, żeby rok później stanąć do bitwy pod Grunwaldem. Niektórzy chcą w tym widzieć akt patriotyzmu, ale tak naprawdę wrócili, bo to Jagiełło był ich najwyższym suzerenem. Wśród nich był również Zawisza Czarny, który po rozprawie z Krzyżakami powrócił na dwór Luksemburczyka i nikt nie robił mu wymówek, że „kasę” zarabia za granicą.
Tak naprawdę pojęcie patriotyzmu rozpowszechniło się w Europie dopiero w XVIII wieku i obecnie rozumiane jest jako postawa szacunku, umiłowania Ojczyzny, a w razie potrzeby poświęcenie dla niej własnego życia. W Polsce nabrało to specyficznego charakteru.
Okres rozpowszechnienia patriotyzmu zbiega się w czasie z utratą przez nas niepodległości i obowiązkiem każdego Polaka stała się walka zbrojna, wszczynanie buntów, szkodzenie najeźdźcom wszelkimi dostępnymi środkami. Po powstaniu styczniowym uległo to jednak zmianie. Polacy zaakceptowali fakt, że przyszło im żyć bez własnego państwa i otwartą walkę zarzucono na rzecz pracy organicznej.  Postęp techniczny, upowszechnienie kultury, nauki, oświaty – to główne hasła pozytywizmu opiewane w prozie Żeromskiego, Prusa, Konopnickiej, Orzeszkowej czy wspomnianego Sienkiewicza. Nic więc dziwnego, że ten ostatni pisząc powieści historyczne obdarza swoich bohaterów mentalnością i patriotyzmem ludzi żyjących jemu współcześnie.
Polska na chwilę odzyskuje niepodległość ale nadchodzi II wojna światowa. W czasie wojny postawa patriotyczna wiąże się z obowiązkiem obrony terytorium kraju i młodzi ludzie poświęcają życie dla Ojczyzny. Zaś podczas okupacji sabotaż, dywersja, partyzantka to w pełni akceptowane metody walki, choć Niemcy nazywali naszych bojowników terrorystami. Współcześnie takim mianem określamy tubylców atakujących na naszych żołnierzy na misji w Afganistanie. Ot, przewrotność losu.
W trakcie okupacji hitlerowskiej kładziono nacisk na  przygotowanie społeczeństwa do odbudowy kraju po wojnie czemu miały służyć tajne komplety, obejmujące nauczenie od gimnazjów aż do studiów wyższych.
A teraz? Nasi politycy często szafują słowem patriotyzm wykorzystując w różnego rodzaju manipulacjach wyborczych. Spór o jego definicję możemy zaobserwować na co dzień. Niektórzy pragnąc silnej, zjednoczonej Polski szukają wroga zewnętrznego, węsząc niemiecko-rosyjsko-żydowskie spiski, co zahacza o nacjonalizm. Inni pragną poszanowania narodowych tradycji – to idealiści, żyjący mrzonkami dawnej chwały. Ale są też tacy, co podkreślają, że obecnie żyjemy w zjednoczonej Europie, gdzie granice są płynne, więzi narodowe słabsze. Twierdzą, że powinniśmy zrezygnować ze swojej tożsamości i śmiało wejść do tego wielokulturowego, wrzącego już, kotła. Według nich dobry patriota to taki, który płaci podatki i chodzi głosować. Tylko, że płacenie podatków nie jest żadnym poświęceniem, bo odpowiednią kwotę pracodawca z pensji potrąci. Natomiast zupełnie nie rozumiem, co heroicznego jest postawieniu krzyżyka na karcie do głosowania dwa lub trzy razy w ciągu pięciu lat?
Na pytanie jak powinien wyglądać współczesny patriotyzm, nie łatwo odpowiedzieć. Wojny nas omijają, nie znajdujemy się pod zaborem, za to mamy demokrację, wolny rynek i swobodę jakiej dawno nie mieliśmy. Nie musimy sięgać po broń. Nie ma potrzeby oddawania życia za Ojczyznę.
Logicznym wydaje się zatem przyjąć wzorce pozytywistów i szkolić nową kadrę do zarządzania nowoczesną Polską. Tylko, że inaczej to teraz wygląda. Ludzie inwestują w siebie, w swoją edukację, uczęszczają na kursy, ale nie z myślą o kraju, lecz o własnej wygodzie i luksusie. W sumie jedno nie wyklucza drugiego, ale różnica jest na poziomie intencji. Ojczyzna nie jest już na pierwszym miejscu.
A co z pielęgnowaniem tradycji narodowych? Powoli Polacy zaczynają mieć dość martyrologii, opiewania światłej przeszłości, a ideologia wspólnego, narodowego dobra przejadła się za czasów PRL-u.
Zresztą to pielęgnowanie tradycji wypada blado. Pamiętna afera z brakiem na koszulkach reprezentacyjnych piłkarzy białego orła odbiła się głośnym echem w mediach, ale gdy jeszcze kilka lat temu nasi „kopacze” podczas odtwarzania państwowego hymnu trzymali prawą dłoń na piersi, tak po amerykańsku, nikt się nie przejął. Ale co się dziwić piłkarzom. Nasi politycy przekręcają słowa Mazurka Dąbrowskiego, a większość Polaków śpiewa „póki my żyjemy”, zamiast „kiedy my żyjemy” i mało kto zna wszystkie cztery zwrotki.
A może odpuścić sobie ten cały patriotyzm? Abstrakcyjny twór spełnił swoją rolę  w czasach zaborów i niemieckiej okupacji, ale teraz mamy inny świat, inne wartości. Nikt już nie stawia miłości Ojczyzny ponad miłość do własnej rodziny i miłość do sztandaru ponad miłość do luksusu. Nikt nie oczekuje lojalności wobec Ojczyzny, lecz lojalności wobec pracodawcy, już owszem.
Tylko dlaczego, gdy wspominam naszych rycerzy pod Grunwaldem, szarże polskiej husarii, partyzantów walczących z przeważającymi siłami wroga, gdy widzę powiewającą biało-czerwoną flagę, coś we mnie się odzywa i sprawia, że serce bije mocniej?

Reklamy