armia boga

Czasami zdarza się, że jakaś przeczytana książka, obraz wiszący w galerii, obejrzany film lub sztuka teatralna potrafi porazić symboliką, dogrzebać się do archetypicznych wzorców, przeorać zwoje mózgowe i na zawsze wryć się w naszą podświadomość. Po pewnym czasie o tym zapominamy, bo każdy kolejny dzień przynosi nowe doznania, wrażenia, widowiska będące ucztą dla zmysłów, ale to czego wówczas doświadczyliśmy cały w czas w nas pozostaje, czai się gdzieś w zakamarkach duszy.W moim przypadku było tak z filmem „Armia Boga”. Po raz pierwszy obejrzałem go jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, z wypożyczonej, zjechanej niemiłosiernie taśmy magnetowidowej i przez długi czas nie mogłem dojść do siebie. Zafascynował mnie klimat filmu, mistycyzm, opowiedziana historia drugiej wojny w Niebie, przedstawienie w innym kontekście aniołów, których uważałem za pyzate, latające bachory z przyklejonym uśmiechem do twarzy i aureolą uwierającą w czółko. A potem zacząłem szukać. Chciałem pogłębić swoją wiedzę na ten temat i dowiedzieć się na ile scenarzyści filmu wiernie trzymali się źródeł, a ile było ich twórczej inwencji.
Pierwszym moją reakcją był szok. Okazało się bowiem, że w Biblii, pomimo, że roi się w niej od aniołów, to z imienia wymienionych jest zaledwie trzech: Gabriel, Michał i Rafael. Najwięcej materiału dostarczają nam apokryfy, w tym Księga Henocha, mity hebrajskie, teksty kabalistyczne, talmudyczne, gnostyckie. Sporo o aniołach znajdziemy również w Koranie, żydowskiej mistyce, a także w podręcznikach czarnej magii.
Znane są przypadki, kiedy to anioły odmieniały losy bitew,  uciszały burze, przenosiły świętych do nieba jeszcze za ich życia, ocalały ludzi, karmiły ich, zwiastowały pomyślne nowiny. Ale również wzniecały kataklizmy, sprowadzały plagi, dokonywały mordów jak ten w Sodomie i Gomorze, zabijały mieszkańców miast. W Jerozolimie uczyniły to bez „współczucia i litości”. Zatem możemy sobie wyobrazić ich jako potężnych wojowników, straszliwych zabójców, posłusznie wypełniających wolę okrutnego Pana. Taki wizerunek aniołów, najbardziej zbliżony do biblijnego, ukazuje film „Armia Boga”.
Tomas Dagget (Elias Koteas) – główny bohater filmu, policjant, niedoszły ksiądz, gdy go poznajemy monologuje: niektórzy tracą wiarę, bo Bóg pokazuje im zbyt mało, inni, bo widzieli zbyt dużo. W jego przypadku to prawda. Straszne wizje, których doświadczał nie pozwoliły mu na przyjęcie święceń kapłańskich. Przed oczyma jawiło mu się pobojowisko, jakim stało się Niebo, w wyniku toczonej tam wojny.
Podczas śledztwa w sprawie śmierci dziwnego osobnika, w ręce Tomasa trafia tajemnicza, ręcznie pisana Biblia. Jednakże ku jego zdziwieniu zawiera niewielki bonus w postaci XXIII księgi Apokalipsy Świętego Jana, gdy Biblia zawiera ich jedynie XXII. Dowiadujemy się, że aniołowie cały czas toczą w Niebie ze sobą wojnę. I jest to drugi taki konflikt.
O pierwszej wojnie w Niebie słyszał niemal każdy wychowany w kulturze chrześcijańskiej, ale co ciekawe niczego nie dowiemy się o niej z Biblii.  W żadnej z Ksiąg Starego Testamentu nie ma wzmianki o upadłych aniołach. Za ich przywódcę uważa się niesłusznie – Lucyfera. Jest to skutek błędnego odczytania fragmentu Księgi Izajasza: Jakożeś spadł z nieba Lucyferze, który rano wschodzisz. Apostrofa ta w rzeczywistości skierowana jest do Nabuchodonozora. Natomiast w Talmudzie czytamy o Szatanie – potężnym aniele, wodzu chórów serafinów oraz chóru cnót, który przewyższał inne sługi Pana wiedzą i chwałą. W tradycji żydowskiej rebelię zapoczątkował Samael odmową złożenia Adamowi hołdu. Wygnany z niebios, zabrał ze sobą hufiec upadłych aniołów i został ich wodzem. Jednakże utarło się już, że ich przywódcą jest Lucyfer.
W „Armii Boga” przyczyną II wojny w Niebie, ponownie staje się człowiek. Tym razem Archanioł Gabriel (w tej roli rewelacyjny Christopher Walken) zazdrosny o miłość Boga do ludzi, wypowiada mu posłuszeństwo.
Zgodnie z doktryną chrześcijańską aniołowie, podobnie jak ludzie, zostali obdarzeni wolną wolą, jednak w chwili stworzenia sami zrezygnowali z tego daru. Skutkiem tego musieli zdecydować, czy pozostaną przy Bogu, czy też się od niego odwrócą. Aniołowie którzy zostali przy Bogu stali się świętymi aniołami, ci zaś co odsunęli się od Stwórcy, stali się demonami. Ale nie aniołami upadłymi, którzy stanowią odrębny gatunek odstępców, powstały w wyniku buntu Szatana. Ludzie zaś cieszą się wolną wolą i przez całe życie mogą wybierać pomiędzy dobrem a złem, czego tak bardzo zazdrości im filmowy Gabriel.
Pragnie powrotu do przeszłości, do czasów gdy aniołowie byli pierworodnymi, ukochanymi i jedynymi dziećmi Stwórcy. Gabriel jest najbardziej tragiczną postacią w filmie. Archanioł, który w tradycji judeochrześcijańskiej i mahometańskiej jest jednym z najpotężniejszych sług Pana, wodzem straży anielskiej, tym który zniszczył Sodomę i Gomorę, zwiastował Maryi, walczył z Jakubem w Penuel – nagle traci boską łaskę. Jak sam w filmie mówi: Bóg już z nim nie rozmawia.
Kto wie czy twórcy filmu w tym wypadku nie inspirowali się babilońską legendą, głoszącą, że pewnego razu Gabriel popadł w niełaskę, gdyż nie wypełnił starannie bożego rozkazu, za co został skazany na czasowe opuszczenie niebiańskiego dworu?
W filmie „Armia Boga” Gabriel wszczyna rewoltę. Dochodzi do konfliktu pomiędzy aniołami zbuntowanymi i lojalnymi wobec Stwórcy. Niebo staje się pobojowiskiem, gdzie nie może trafić żadna ludzka dusza. Trwa patowa sytuacja, w której żadna ze stron nie może zdobyć przewagi. Żeby pokonać zastępy wierne Bogu Gabriel postanawia zdobyć potężną broń, która może odmienić losy wojny. Nie będzie to jednak żaden magiczny miecz, amulet, święta lanca, ale ludzka dusza.
Najbardziej okrutną, zdradliwą i zbrodniczą   istotą na świecie jest człowiek, a dusza najniegodziwszego z nich, pozwoli zdobyć przewagę rebeliantom. Aniołowie przybywają  po duszę zmarłego niedawno pułkownika: mordercę i kanibala. Wojna przenosi się na ziemię.
Kiedy Bóg chciał kogoś ukarać dla przykładu lub zabić, to zawsze zsyłał anioła. Zastanawiałaś się jak wyglądał taki anioł? Nieustannie głoszący chwałę Pana ale ze skrzydłami zbrukanymi krwią. Czy naprawdę chciałabyś zobaczyć anioła? –  w filmie Tomas Dagget zadaje to pytanie jednej z bohaterek – Catherine (Virginia Madsen). A czy my chcielibyśmy spotkać anioła?
Anioły zazwyczaj przedstawiane są jako świetliste byty duchowe służące Bogu. Pierwsze informacje znajdziemy o nich, wcale nie we wierzeniach hebrajskich, ale w starożytnym Egipcie i Babilonii. Jeśli weźmiemy staroegipskie słowo „ang” oznaczające życie i dodamy do tego „El” – boskie światło, w ten sposób można tłumaczyć jako: „żyjący w boskim świetle”. Kiedy zaś wyprowadzimy od greckiego angelos, będzie to oznaczało boskiego wysłannika, posłańca, zwiastuna.
Jednakże aniołom przypisywano również cielesność.
Jednego z nich poznajemy na początku filmu w osobie Szymona (Eric Stoltz). Nie różni się niczym od zwykłego mężczyzny i na ulicy nie zwróciłby naszej uwagi. Nie ma rozpostartych skrzydeł, jaśniejącego oblicza i lewitującej nad głową aureoli.
Analizując Stary Testament znajdziemy wzmianki, że trudno było odróżnić ludzi od aniołów. Dwaj z nich wędrowali z Bogiem, gdy ten zawitał do obozowiska Abrahama. Koczownicy wzięli ich najpierw za zwykłych wędrowców. W Sodomie, gdy gościli w domu Lota,  tłum żądał ich wydania uznając za obcych szpiegów. Nie przypuszczali, że mają do czynienia z istotami nadnaturalnymi. Można zatem domniemywać, że na ziemskim padole aniołowie w niczym nie różnią się od ludzi. A może codziennie mijamy ich na ulicy i nic o tym nie wiemy?
Za Szymonem na ziemię przybywa Uzjel – zastępca Gabriela, który wedle hebrajskich przekazów zawsze jako pierwszy rusza na zwiady. Nie inaczej jest w filmie. Uzjel pojawia się w ciemnych okularach, węsząc niczym dzikie zwierze. W ptasiej pozycji wyczekuje Szymona, żeby następnie stoczyć z nim śmiertelny pojedynek. Walka dwóch aniołów, którzy jeszcze niedawno byli przyjaciółmi walczącymi ramię w ramię przeciw Lucyferowi, jest bezwzględna i kończy się śmiercią Uzjela. Sekcja zwłok dokonana przez policję wykazuje, że osobnik posiada kości bez narosłych warstw – charakterystyczne dla płodu, a nie dorosłego człowieka. Co więcej denat dysponuje zarówno męskimi, jak i żeńskimi narządami płciowymi.
Według ezoteryków anioły mają trzy różne rodzaje płci. Mogą być istotami męskimi, żeńskimi lub dwupłciowymi, przy czym ten ostatni stan można interpretować jako bezpłciowość. Według hebrajskich mitów anioły mogły uprawiać seks, a co za tym idzie rozmnażać się. Natomiast według doktryny Kościoła anioły pozbawione są płci i nie mogą płodzić potomstwa. Mogą to natomiast czynić demony i istoty mroku. W tradycji żydowskiej, jeden z anielskich renegatów – Samael jest mężem Lilith i ojcem niezliczonej rzeszy demonów.
Ważniejsze jednak od płci są moce, jakimi dysponują anioły i ich funkcje. Mamy zatem anioły stróże, patronujące zodiakom, porom roku, dniom tygodnia, porodom, małżeństwom, żywiołom, zemstom, miłości itp. Można śmiało rzec, że wypełniają w wierzeniach judeochrześcijańskich i muzułmańskich lukę po pomniejszych, pogańskich bóstwach politeistycznych.
Wróćmy jednak do filmu. Dusza pułkownika zostaje ukryta w ciele Marii – indiańskiej dziewczynki. Daje to scenarzystom przyczynek do wprowadzenia motywów szamańskich, pokazania rytuału wypędzania złych duchów z ciała człowieka. Wplatając w judeochrześcijańskie wierzenia indiański folklor scenarzyści stworzyli pewną wartość dodaną, która ładnie wkomponowała się w film.
Szamanizm rozkwitł na tle wierzeń animistycznych zakładających stałą obecność świata duchowego we wszystkich przejawach natury. Koresponduje to z naszą obecną kulturą, opartej w dużej mierze o chrześcijaństwo i zakładającą rozdzielenie świata materialnego od duchowego. W „Armii Boga” motyw szamanizmu stanowi zaledwie tło dla fabuły, ale tworzy niepowtarzalny, specyficzny klimat.
Jednakże to nie indiańskie egzorcyzmy ostatecznie pozwalają uwolnić Marię od przerażającej duszy pułkownika, ale zwycięstwo nad Gabrielem w finałowej scenie. Thomas i Catherine muszą stawić czoła biblijnej istocie obdarzonej potężną mocą niszczenia całych miast, rozpętywania huraganów i burz, sprowadzania plag. Dla Gabriela ludzie są niczym robactwo, które może w każdej chwili rozdeptać. Wydaje się, że wynik potyczki jest z góry przesądzony. Jednakże ludzkość zdobywa niezwykłego sprzymierzeńca.
Mały Tommy Dagget. Uwielbiałem słuchać twoich słodkich modlitw każdej nocy. A potem wskakiwałeś do łóżka w obawie, że ja pod nim jestem. I ja tam byłem – mówi Lucyfer (Vigo Morgensen) do Tomasa. Władca Piekieł w tej walce staje po stronie ludzi chcąc przeszkodzić Gabrielowi w osiągnięciu swojego celu. Lucyfer w buncie aniołów, widzi analogię do tego co sam uczynił i obawia się, że po zwycięstwie rebeliantów Niebo stanie się drugim Piekłem. A to stanowi przecież dla niego konkurencję. Okazuje się zatem, że antagonista Boga, tym razem działa w jego sprawie.
A może zawsze tak było?
Jeśli założyć, że Bóg jest istotą wszechwiedzącą, wszechpotężną to wszystko co stworzył jest mu posłuszne i wypełnia jego cele. Tylko ludzie zostali obdarzeni wolną wolą i to powoduje, że sami mogą kreować swój los. Natomiast anioły i demony od początku do końca mają z góry określone swoje przeznaczenie. Nie mogą go zmienić, więc być może Lucyfer jako nieprzyjaciel Boga jest częścią boskiego planu, podobnie jak II wojna w Niebie.
Jeśli jest inaczej oznacza to, że Stwórca nie jest wszechpotężny i należałoby przyjąć raczej jako system wierzeń – manicheizmu, mówiący o tym, że  w świecie toczy się wieczna wojna pomiędzy dwiema przeciwstawnymi siłami: Dobrem i Złem. Jednak oznacza to, że są one sobie równoważne, co podważa dominująca pozycję Boga. A przecież Lucyfer został powołany do życia przez Stwórcę i z założenia jest od niego słabszy.
Uzależnienie od Boga świetnie obrazuje wypowiedź Lucyfera, który definiuje Piekło nie jako jeziora wrzącej lawy, kotły ze smołą, ale jako puste miejsce bez Jego obecności. Tak więc największą karą dla aniołów, demonów, a także ludzi, jest brak Boga.
W „Armii Boga” znajdziemy wiele scen, dialogów, które dają nam do myślenia. Film nie epatuje dydaktyzmem, nie narzuca pewnych, z góry określonych wartości, ale widz dzięki własnemu aparatowi poznawczemu i znajomości mitów, kultury religii, historii może doszukać się symboli, ukrytych prawd, znaczeń.
Reżyser i równocześnie scenarzysta filmu Gregory Widen wyreżyserował tylko ten jeden film. Trochę szkoda, bo na pewno mógłby stworzyć jeszcze kilka dobrych obrazów. Ciekawostką jest jednak to, że to on napisał scenariusz do innego rewelacyjnego filmu, jakim jest „Nieśmiertelny”.
„Armia Boga” jest filmem bez oszałamiających efektów specjalnych, spektakularny pościgów, popisów kaskaderskich i zapierających dech w piersiach scen walki. Ale nie oto chodzi. Największym jego atutem jest wyśmienity pomysł, klimat i aktorstwo. Trudno „Armię Boga” zaszufladkować, bowiem mamy tu kryminał, sensację, fantastykę, dramat, ale bez cienia wątpliwości film można określić go mianem „kultowy”.

Reklamy