seksualne dziedzictwoNie znam pytania, ale na pewno seks jest odpowiedzią!
Woody Allen

Gdy przeczytałem preambułę do Konstytucji Unii Europejskiej uśmiechnąłem się na wspomnienie dyskusji jaka przed laty toczyła się wokół jej projektu. W pierwotnej wersji była mowa o dziedzictwie europejskim jako o wykwicie cywilizacji Greków i Rzymian. Wówczas środowiska kościelne oburzyły się pominięciem chrześcijaństwa, co miało być fałszowaniem historii i skutkowało „niepełną koncepcją godności osoby ludzkiej”.
Wówczas Konwent opracował nową, kompromisową wersję preambuły, gdzie ogólnie odwołano się do kulturowego, religijnego i humanistycznego dziedzictwa Europy. I dobrze się stało, bo z całym szacunkiem dla dokonań Greków, Rzymian i Ojców Kościoła w rozwój cywilizacji, są obszary, w których lepiej nie brać z nich przykładów. Są to seksualność i rola kobiety w społeczeństwie. Obie dziedziny są nierozerwalnie ze sobą związane i stanowią najistotniejszy aspekt naszego życia.
Spójrzmy zatem jak wyglądało to starożytnej Grecji.
Zacznijmy od Arystotelesa, wielkiego myśliciela, filozofa i propagatora nauki. Arystoteles traktował mężczyznę i kobietę, za przedstawiciela tej samej płci. Kobieta – w wyniku słabości nasienia ojca – była w niepełni ukształtowanym mężczyzną. Nieudanym człowiekiem. Uważał, że żeńskie organy płciowe to nic innego jak „wywrócone do wewnątrz” organy męskie. W swojej niezgłębionej mądrości dowodził, że „samicy” brakuje żaru i z powodu zimna cechującego jej niewieścią naturę, nie jest w stanie „wygotować” swoich płynów menstruacyjnych do właściwego stanu tworzącego zarodek. Oryginalne, prawda?
Platon z kolei wysuwający postulaty o równości kobiet i mężczyzn zdawał się być pierwszym pro-feministą, ale tak naprawdę był mizoginem. Twierdził, że kobiety są wynikiem fizycznej degeneracji istoty ludzkiej. Przestrzegał mężczyzn, że jeśli będą prowadzili zły lub tchórzliwy żywot w następnym wcieleniu przyjmą niewieścią postać. I cóż poradzić, na taką karmę?
Obaj wielcy myśliciele traktowali pożądanie seksualne jako uczucie niższego rzędu, gdzie rozum odgrywał znikomą, a zgoła żadną, rolę. Podobne, negatywne stanowisko wobec seksu zajmowali Stoicy. Jeden z nich, o wdzięcznym imieniu – Sekstus, przyrównywał pożądanie do włosów pod pachami, czegoś tak banalnego, że nie wartego większego zainteresowania.
Nie mniej ciekawie wyglądała kwestia seksualności w starożytnym Rzymie.
W okresie królestwa, przed konsumpcją małżeństwa odbywał się obrzęd defloracji świeżo poślubionej małżonki. Panna młoda siadała na wizerunku boga, Mutunus Tununus przedstawionego pod postacią dorodnego członka męskiego. Na tym drewnianym fallusie traciła dziewictwo, a dopiero później szła z mężem do łożnicy. Miało to uchronić mężczyzn przed złymi urokami. Zachowała się również legenda o tym, że król Serwiusz Tuliusz został poczęty w wyniku stosunku służącej z fallusem utworzonym z popiołów domowego ogniska. Śmiem twierdzić, że gdyby drewniane fallusy potrafiły walczyć, w starożytnym Rzymie mężczyźni byliby niepotrzebni.
Również w czasach republiki można spotkać interesujące przypadki obyczajowości seksualnej. Pewien obywatel przyłapał in flagranti swoją żonę z kochankiem. Wedle etyki rzymskiej miał prawo do zemsty na rywalu kalając jego ciało, co ochoczo uczynił. Otóż zmusił kochanka swojej żony do spędzenia z nim wspólnie nocy, w czasie której wielokrotnie go zgwałcił. Wymierzył mu najgorszą karę ośmieszając w oczach społeczeństwa i czyniąc  niezdolnym do odgrywania roli męża oraz ojca. Ciekawe tylko czy ów kochanek właściwie zinterpretował intencje męża?
W starożytnym Rzymie, gdy żona wychodziła z domu musiała powiadomić męża dokąd się wybiera i kto jej towarzyszy. Jednak kobiety nie zawsze w tym względzie były posłuszne i wówczas podejmowano radykalne środki. Konsul – Publisz Seproniusz Sotul rozwiódł się ze swoją żoną po tym jak to bez jego wiedzy poszła na igrzyska. Skandal!
Wedle rzymskiego prawa, mężczyzna mógł rozwiązać małżeństwo jeśli kobieta była bezpłodna, dokonała aborcji, cudzołożyła lub… przywłaszczyła sobie klucz do piwnicy z winem, bowiem ówczesna medycyna przypisywała winu właściwości antykoncepcyjne. Z opowieści współczesnych pedagogów można wysnuć wniosek, że nastolatki nadal w to wierzą. Ale to już jest problem edukacji seksualnej w naszych szkołach.
Rozwód w Rzymie otrzymywano bez zbędnych formalności i rozpraw sądowych. Wystarczyły słowa męża do żony:
– Zabieraj swoje rzeczy i się wynoś!
Teraz czas na średniowiecze i pojmowanie seksualności przez Ojców Kościoła.    Święty Justyn Męczennik za wzór do naśladowania stawiał młodzieńca, który kazał się wykastrować w celu uwolnienia od pokus cielesnych. Z kolei św. Augustyn z Hippony twierdził, że pożądanie seksualne jest najgorszą formą ludzkiego nieposłuszeństwa wobec woli Bożej. Uważał, że współżycie cielesne samo w sobie jest złe i grzeszne. Nawoływał do wstrzemięźliwości seksualnej, lecz zdając sobie sprawę z trudności jakie to za sobą niesie, w modlitwach prosił Boga: „daj mi czystość i umiarkowanie, ale jeszcze nie w tej chwili”. Spryciarz!
W XIII wieku wiele dyskutowano i pisano o seksie. Potępiano techniki „nienaturalne” i przestrzegano przed nieumiarkowaniem, którego skutkiem miały być: dreszcze, dzwonienie w uszach, nerwowość, wytrzeszcz oczu, krwotoki, bóle brzucha i… przedwczesna śmierć. Niechęć do seksu wiązała się z silną mizoginią. Kobietom przypisywano nadmierne pożądanie seksualne i pragnienie deprawowania mężczyzn.
Kolejny z wielkich Ojców Kościoła, św. Hieronim nauczał, że współżycie cielesne i wzajemnie się wykluczały. Wielokrotnie powtarzał: „Mężczyzna, który zbytnio kocha swoją żonę cudzołoży”. Strach pomyśleć co by się działo, gdy jego koncepcje obowiązywałyby współcześnie.
Tak właśnie wygląda spuścizna starożytnych Greków, Rzymian oraz chrześcijańskich myślicieli w dziedzinie seksualizmu. Podczas dyskusji nad preambułą nikt się nie zająknął o wikingach, stereotypowo uważanych za łupieżców, morderców, gwałcicieli. Otóż w ich świecie kobiety cieszyły się daleko posuniętą emancypacją i zajmowały wysoką pozycję społeczną. Dziewczyna osiągnąwszy pełnoletniość (a miało to miejsce w wieku 15 lat) mogła sama sobie wybrać męża. Wikingowie traktowali kobiety jako równe sobie i niedopuszczalne było ich bicie oraz poniżanie.
Podobnie u Celtów i Żmudzinów. Celtycka kobieta miała prawo zarządzać majątkiem,  żądać rozwodu, a zdrada małżeńska w jej wykonaniu nie była postrzegana jako coś złego. Dużymi swobodami seksualnymi cieszyły się również Żmudzinki. Każda z nich mogła mieć tzw. „pocieszyciela małżeństwa”, czyli oficjalnego kochanka. Co ciekawe gdy mężczyzna zdradzał uważano to za wykroczenie i surowo karano.
Dlaczego gloryfikujemy dziedzictwo Greków, Rzymian i średniowiecznych filozofów, pomijając wyemancypowane kultury Wikingów, Celtów, Żmudzinów? Czyżby dlatego, że wbrew pozorom cywilizacja zachodnia jest mocno zamknięta na seksualność, żyjemy w świecie mężczyzn, a osobami decyzyjnymi są zakompleksieni mizogini?
No i wyszedł ze mnie feminista…

Reklamy