Hannibal Barkas1

Delenda est Carthago
Katon

W maju 2011 roku na wieść o śmierci Osamy bin Ladena − przywódcy Al-Kaidy, najbardziej poszukiwanego terrorysty na świecie, stojącego za zamachami na WCT w Nowym Jorku – kilkaset osób zgromadziło się przed Białym Domem w Waszyngtonie wznosząc patriotyczne okrzyki, wiwatując, powiewając narodowymi flagami. Na ulice innych miast USA również wylegli ludzie wspólnie manifestując swoją radość z tego wydarzenia.
Można roztrząsać, czy z punktu etyki okazywanie radości z zabicia jakiegokolwiek człowieka przystoi cywilizacyjnemu społeczeństwu i na pewno jest to wdzięczny temat do rozważań, jednakże ja chciałem skupić się na pewnej analogii jaka nasuwa się wraz ze śmiercią wroga publicznego numer 1 największego światowego mocarstwa. Niegdyś w odległej przeszłości, żył człowiek, który stał się postrachem dla ówczesnego imperium, będącego jak teraz USA, wielką militarną i gospodarczą potęgą. Mowa o Hannibalu Barkasie – kartagińskim wodzu z III wieku p.n.e.
Podczas II wojny punickiej, Hannibal zebrał w Hiszpanii wojsko, przekroczył  Alpy i wkroczył do Italii siejąc tam spustoszenie. Po serii efektownych zwycięstw pokonał legiony rzymskie i stanął pod murami stolicy. W mieście wybuchła panika. Dumni obywatele Rzymu, nie mogli uwierzyć, że niezwyciężona armia doznała klęski, a ich los zależy od Semity, przybłędy z odległej Afryki. Wówczas powstało powiedzenie: „Hannibal ante portas” – Hannibal u bram, które do dnia dzisiejszego jest używane jako przestroga przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Wydawało się, że Rzym upadnie i nastąpi koniec cywilizacji.
Stało się jednak inaczej. Rzym nie upadł, co więcej na kilka stuleci zapanował nad antycznym światem.
Do dnia dzisiejszego wśród historyków trwają spekulacje dlaczego Kartagińczyk nie pokusił się o zdobycie Wiecznego Miasta, tylko odszedł na leża zimowe do Kapui? Może brakowało mu zdolnych inżynierów i machin? Może obawiał się rzymskich legionów, które pozostały na terenie Italii? Czy bał się angażować się w długotrwałe oblężenie miasta? A może kierowały nim motywy, o których nigdy się już nie dowiemy?
Ale niewykorzystane sytuacje, jak to w piłce nożnej i na wojnie bywa, mszczą się. Rzymianie przystąpili do kontrofensywy. Zdobyli Półwysep Pirenejski i wylądowali w Afryce zmuszając Hannibala do wycofania wojsk z Italii i przeprawy na drugi brzeg Morza Śródziemnego. 19 października 202 roku p.n.e. w bitwie pod Zamą armia Hannibala została rozgromiona.
Kartagina wojnę przegrała, straciła wszystkie swoje zamorskie kolonie i musiała zapłacić wysoką kontrybucję. Hannibal przez pewien czas pozostawał w Kartaginie, jednakże Rzymianie nie mogli zdzierżyć, że człowiek który dokonał śmiałego ataku na ich terytorium, który sprawił, że trzęśli się ze strachu – chodzi cały i zdrowy. Zmusili Kartagińczyków do wygnania największego bohatera, najwybitniejszą postać swojego ludu, nie tylko przywódcę militarnego, ale również świetnego dyplomaty potrafiącego namówić plemiona celtyckie do przyłączenia się do wyprawy na Rzym, reformatora systemu podatkowego i gospodarczego.
Wygnany Hannibal Barkas, który jeszcze w dzieciństwie przysięgał w świątyni Melkarta wieczną nienawiść do Rzymian, tułał się po świecie, walcząc w armiach starożytnego świata, wszędzie tam, gdzie ktoś prowadził wojnę przeciw jego wrogom. Tymczasem Rzymianie cały czas podążali jego śladem. Nie mogli pozwolić, żeby człowiek, który ich poniżył, wywołał w ich sercach strach, pozostawał wśród żywych.
Hannibal wreszcie znalazł schronienie w Bitynii. Zamieszkał w Libissie, małej osadzie rybackiej nad uroczą zatoką, której wody sięgały aż do Nikodemii, z dala od wielkiego świata. Cały czas jednak pozostał czujny. Jego dom miał kilka ukrytych wyjść, w razie gdyby znaleźli go rzymscy siepacze. Nie przyjmował gości, nie utrzymywał kontaktów ze światem zewnętrznym.
Nikomu już nie wadził. Jednakże był symbolem, który niczym cierń w oku uwierał naród rzymski. Hannibal Barkas musiał umrzeć.
Pewnego dnia, dziewiętnaście lat po bitwie pod Zamą, znaleźli go. Za pozwoleniem władcy Bitynii Rzymianie okrążyli dom, w którym ukrywał się Kartagińczyk i z mieczami w dłoniach weszli do środka. Hannibal widząc, że nie ma żadnych szans na ucieczkę wypił truciznę, którą stale nosił przy sobie.
Lud rzymski mógł wreszcie odetchnąć z ulgą. Zagrożenie minęło, zemsta się dokonała.
Analogia z Osamą bin-Ladenem jest oczywista. Terrorysta, który tak jak Hannibal przysiągł nienawiść i wieczną wojnę swoim wrogom. Człowiek, który wstrząsnął USA organizując zamach w samym sercu kraju. Potem, tak jak Kartagińczyk ukrywał się przez lata. Pozbawiony „kłów” egzystował gdzieś w Pakistanie, schorowany, zaszczuty i ścigany przez Amerykanów. I podobnie jak w przypadku Hannibala, żołnierze mocarnego państwa przyszli po niego, żeby dokonać zemsty, pozbyć się zagrożenia, a przede wszystkim symbolu. Zabić człowieka, który zmroził strachem serca dumnego narodu.
Nie chcę przyrównywać tych dwóch postaci pod względem ideologicznym, nie zestawiam metod walki. Hannibal był wybitnym wodzem, doskonałym strategiem starożytnego świata, natomiast Osama bin-Laden terrorystą mordującym niewinnych ludzi. Zwracam tylko uwagę na podobieństwo tych dwóch, oddalonych od siebie o tysiąclecia, wydarzeń.
Paradoksalnie można powiedzieć, że to właśnie Hannibal Barkas przyczynił się do ekspansji rzymskiej w późniejszych czasach. Po II wojnie punickiej Rzymianie zrozumieli, że żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo muszą wyjść poza Półwysep Apeniński, uczynić z Morza Śródziemnego Mare Nostrum, podbić inne kraje i narzucić im swój porządek. Nie brzmi znajomo?
USA to współczesny hegemon militarny, gospodarczy, kulturalny, taki jakim w swoim czasie był Rzym. Siły zbrojne USA wprowadzają demokrację (niektórzy nazywają to współczesnymi krucjatami), tak jak przed wiekami legiony rzymskie swoje prawa. Oczywiście czasy się zmieniły, teraz ekspansja nie polega na zdobywaniu ziemi, ale na zyskiwaniu  wpływów w krajach, gdzie można znaleźć bogate zasoby naturalne. Teraz gra idzie przede wszystkim o ropę.
Atak Hannibala na Italię, dał pretekst Rzymowi do wywołania totalnej wojny semickiej Kartaginie, tak jak atak na WTC, dał pretekst USA do prowadzenia działań wojennych na Bliskim Wschodzie.
Delenda est Carthago – rzekł Katon w rzymskim senacie, dając tym samym do zrozumienia, że tak długo jak Kartagina − symbol semickiej potęgi, będzie istnieć, tak długo Rzym nie osiągnie supremacji na świecie. Po tych słowach Rzymianie w końcu zmietli z powierzchni ziemi Kartaginę, zburzyli miasto nie pozostawiając kamienia na kamieniu. Nie mogli dopuścić żeby istniał twór, który nie chciał im się podporządkować.
Teraz czasy są inne – wiele mówi się o idei pokoju, wolności, koegzystencji różnych narodów, ras, religii. Ale mentalność ludzka nie zmieniła się od czasów starożytnych, co najwyżej więcej jest hipokryzji. Prędzej czy później świat chrześcijański, świat cywilizacji i kultury europejskiej, będzie się musiał bezpośrednio skonfrontować ze światem islamu. Historia pokazuje, że w takich przypadkach, któraś z cywilizacji zostanie wchłonięta przez drugą – silniejszą, bardziej ekspansywną, posiadającą atrakcyjniejszą kulturę.
Dwa tysiące lat temu triumfował Rzym. Kto zwycięsko wyjdzie z tej konfrontacji?

Reklamy