gdzie się podzialiGdzie ci mężczyźni, prawdziwy tacy, orły, sokoły, herosy!?
Danuta Rin

Gdzie się podziali tamci mężczyźni? – pytają kobiety ciężko przy tym wzdychając i spoglądając gdzieś w przestrzeń, wzrokiem rozmarzonym, lub krytycznym, na faceta u swojego boku. Każda marzy o księciu z bajki, szarmanckim dżentelmenie, dwornym rycerzu, który ubóstwiałby ją i spełniał wszelkie zachcianki.
Taka idea mężczyzny ma swoją genezę w średniowieczu. W naszym wyobrażeniu były to czasy, gdy rycerze adorowali damy, komplementowali je na każdym kroku, stawali w szranki broniąc czci ukochanej, zabawiali miłosną liryką, a w zamian oczekiwali jedynie uśmiechu, spojrzenia ślicznych oczu lub podarunku w postaci jedwabnej chusteczki. I tylko poniekąd jest to prawda…
Narodziny dwornej miłości, a co za tym idzie wykształcenie się u mężczyzn wyżej wymienionych zachowań związane było z działalnością prowansalskich trubadurów – wędrownych rycerzy będących również kompozytorami i poetami. Tematem ich liryki była miłość rycerza do niewiasty, od której dzieliły go bariery społeczne, finansowe, emocjonalne, bowiem często była to żona seniora. Oddając cześć kobiecie, trubadur wspominał o swojej samotności, cierpieniu, oraz nadziei na ujrzenie ukochanej, dotknięcia choćby rąbka jej sukni, skradnięcia pocałunku.
Tak naprawdę deklarowana gotowość do wiernej służby damie, była odbiciem sytuacji społecznej tych rycerzy-poetów. Rozwój feudalizmu spowodował powstanie dworów senioralnych, wokół których skupiało się życie towarzyskie i trubadur chcąc zapewnić sobie utrzymanie musiał zdobyć przychylność nie tylko seniora, ale przede wszystkim jego małżonki, bo kiedy mąż wyruszał na wyprawę wojenną to ona decydowała o sprawach domowych. I nagle kobieta, która wcześniej służyła wyłącznie do zaspokajania przyziemnych potrzeb jako żona, kochanka, gospodyni stanęła na piedestale, a rycerze stali się szarmanckimi i subtelnymi dżentelmenami.
Podstawowe zajęcie rycerzy, czyli wojaczka, zostało uzupełnione o zabawę w miłość dworską. W tej grze obowiązywał system przeniesiony z systemu lennego, tylko że tutaj to białogłowa była seniorem, a mężczyzna wasalem. Przecież posiadanie władzy nad małżonkiem i kochankiem od zawsze było największym marzeniem każdej kobiety.
Rycerz w stosunku do damy swojego serca, tak jak lennik względem seniora, musiał być wierny i lojalny. Nie mógł łamać danej słowem honoru przysięgi zobowiązującej go do miłowania i służenia. Wzorowano się na poezji Owidiusza, uważanego przez średniowiecznych poetów za eksperta w dziedzinie miłości. W „Sztuce kochania” głosił, że uczucia kobiety należy zdobywać służalczością. Ciekawe co na to współcześni eksperci ze szkół podrywania, uczący adeptów technik neurolingwistycznych?
Rycerz nie tylko musiał służyć damie swojego serca, ale także w pokorze i milczeniu znosić duchowe cierpienia. Dworna miłość pełna była egzaltacji i do dobrego tonu należało demonstracyjne okazywanie uczuć. Mężczyzna powinien blednąć na widok ukochanej, ulegać onieśmieleniu, mało sypiać i jadać, myśląc tylko o niej. Taki tryb życia wykończy każdego faceta i nie wiem skąd rycerz czerpał siły żeby stawać na polach bitew lub w szrankach? A przecież damom musiał zaimponować swoją siłą, odwagą, sprawnością w boju, gdyż one uważnie się przyglądały zmaganiom turniejowym, a czasami także wojennym.
W 1409 roku podczas oblężenia Złotoryi, Krzyżacy sprowadzili pod zamek grono toruńskich niewiast, wybudowali trybuny skąd przy dźwiękach skocznych melodii obserwowały jak rycerze zdobywają mury. Musiało to mobilizująco podziałać na szturmujących, gdyż po kilku zaledwie dniach wojska krzyżackie opanowały twierdzę.
Nie tylko we władaniu bronią rycerz musiał zaprezentować się z jak najlepszej strony, ale również w tańcu, śpiewie, grze na różnego rodzaju instrumentach i dowcipnej konwersacji.
Jeden z kronikarzy opisuje jak to w miastach, a nawet wsiach, pod oknami niewiast rozlegały się śpiewy przypominające ryki tak okropnie brzmiące, że czasami zbiegali się przerażeni mieszczanie sprawdzając co się dzieje. Należy dodać, że rycerze rzadko posiadali odpowiednie wykształcenie, a przecież wiersze i pieśni wypadało napisać samemu. Można sobie tylko wyobrazić co to było za grafomaństwo.
Jeśli zaś chodzi o umiejętną konwersację, to popularne były zabawy dworskie w tzw. trybunały miłości. Zasiadały w nich damy i rycerze, którym zazwyczaj przewodniczyła kobieta. Niczym monarcha ferowała wyroki. Wnoszone przed trybunał sprawy były błahe i dysputowano o rzeczach typu: czy lepiej spotkać rywala wychodzącego od kochanki gdy się samemu do niej zmierza, czy też gdy wraca się od niej, a on tam idzie?
Można powiedzieć, że średniowieczny rycerz był połączeniem pseudokibica jeżdżącego na ustawki (turniej rycerskie), artysty, muzyka, „duszy towarzystwa” i mężczyzny metroseksualnego, ponieważ musiał dbać o własny wygląd stosując najróżniejsze zabiegi pielęgnacyjne.
Służba dla damy była celem życia rycerza i musiał się jej całkowicie poświęcić. Co dostawał w zamian? Dzięki zaletom i cnotom swojej pani… doskonalił się moralnie. I jak wam, panowie, podoba się taka nagroda?
Ale miłość dworska miała także swój ekonomiczny wymiar. O wikcie na dworze seniora już pisałem, teraz słów kilka o korzyściach finansowych. Jeśli obiektem westchnień była zamożna dama, powinna ona dbać o kochanka, wspierać go pieniężnie, obdarowywać bogatymi strojami i biżuterią. Przecież nie mogła pozwolić żeby reprezentujący ją rycerz wyglądał jak ostatni, obozowy ciura. Jak widać ówczesnym mężczyznom nie przynosiło ujmy branie od kobiet pieniędzy i można śmiało założyć, że wielu z nich było ich utrzymankami.
Pewien rycerz ślubował, że ożeni się z pierwszą spotkaną niewiastą pod warunkiem posiadania przez nią kilkudziesięciu tysięcy florenów posagu. To dobitnie świadczy jak wielką rolę pieniądze odgrywają w rycerskiej miłości.
Służba ukochanej z czasem została przeniesiona na obowiązek pomagania wszystkim kobietom i okazywania im szacunku. Niejaki Boucicaut, znany był z okazywania czci każdej napotkanej białogłowie, nawet prostytutkom, gdyż jak słusznie zauważył, lepiej być przesadnie dwornym niż urazić swoją obojętnością białogłowę. Pod koniec XIV wieku założył Zakon Zielonej Tarczy Białej Damy, mający za zadanie bronić uciskane kobiety. Próżno szukać wzmianek o uratowanych przez członków tego zakonu dziewicach, za to owi rycerze zakonni cieszyli się dużym prestiżem, ochoczo byli przyjmowani na dworach książęcych, gdzie wyśmienicie się bawili korzystając z hojności gospodarzy.
Jak widać dworność w średniowieczu nie była do końca bezinteresowna, a rycerze wyśnionymi książętami z bajki. Z kart historii wyłaniają się wyrachowani cynicy, niedouczeni grafomani, którzy nagle musieli radzić sobie w zupełnie innych szrankach. Sprawili się całkiem dobrze, ponieważ mit rycerskości i dworności przetrwał w naszej świadomości do dziś.
Ale gdy następnym razem, któraś z pań zanim zacznie nucić pod nosem piosenkę Danuty Rinn, powinna się dobrze zastanowić, czego tak naprawdę pragnie? A jak pojawi się w jej życiu ów wyśniony, wymarzony rycerz, to niech zada sobie pytanie: o co mu chodzi?

 

 

Reklamy