Droga mlecznaMy God, it’s full of stars!
Odyseja 2001

Jakiś czas temu odbył się Narodowy Spis Powszechny, pierwszy od czasu członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Spis miał na celu dostarczenie informacji o liczbie ludności, jej terytorialnym rozmieszczeniu i był potraktowany bardzo rzetelnie. Po raz pierwszy pojawiła się możliwość dokonania go samemu, przez Internet, bez udziału rachmistrzów, którzy załomotaliby do naszych drzwi. 

Posiadając buntowniczą naturę w pierwszej chwili chciałem spis powszechny zbojkotować, w głowie zapaliła się czerwona ostrzegawcza lampka, że dzięki temu  ktoś sobie stworzy niezłą bazą danych i zapewne wykorzysta ją do niecnych celów. Ale człowiek z wiekiem łagodnieje, a wszelkie idee anarchistyczne gasną zastąpione potrzebą przynależności. To jednak oznacza dostosowanie się do reguł panujących w społeczeństwie. Ponadto, za odmowę spisu groziła grzywna, a na pisaniu książek kokosów się nie zarabia. W związku z tym, grzecznie znalazłem w Internecie formularz elektroniczny i zacząłem go sumiennie wypełniać.
Po wpisaniu danych podstawowych przyszła kolej na adres. Podałem ulicę, jej numer, miasto, państwo i ze zdziwieniem skonstatowałem, że to już koniec jeśli chodzi o informacje umiejscawiające moją osobę w przestrzeni. Trochę mało, pomyślałem marszcząc brwi. Usilnie starałem się odsunąć od siebie łobuzerskie myśli, bowiem w mojej głowie rodził się już szelmowski pomysł. Nie wytrzymałem. Odnalazłem w formularzu okienko na wpisanie informacji dodatkowych.
Tym razem postanowiłem być nadgorliwy.
I tak dopisałem, że mieszkam na kontynencie europejskim, bo skoro jest to pierwszy taki spis po wejściu Polski do Unii, to chyba wypadałoby o tym wspomnieć. Następnie określiłem glob, czyli Ziemię. Nasza planeta krąży wokół gwiazdy macierzystej jako trzecia w tak zwanym Układzie Słonecznym. Nie omieszkałem tego napisać.
Teraz przyszła kolej na umiejscowienie naszego systemu gwiezdnego, co na pewno pomoże w badaniach dotyczącego terytorialnego rozmieszczenia ludności. W następnym podpunkcie wpisałem, że Układ Słoneczny znajduje się w galaktyce spiralnej o wdzięcznej nazwie Droga Mleczna. No ale przecież nasza galaktyka rozciąga się na długości stu tysięcy lat świetlnych i zwiera niemalże czterysta miliardów gwiazd, więc jak w tej mnogości odnaleźć właściwy system? Należało zatem podać dokładne umiejscowienie naszego systemu. Wpisałem, że znajduje się w Ramieniu Strzelca – jednym z głównych czterech  ramion Galaktyki, ale zaraz coś mnie tchnęło. Zerknąłem do źródeł i na mapie Drogi Mlecznej, Układ Słoneczny widnieje w małym Ramieniu Oriona, położonym pomiędzy Ramieniem Strzelca i Ramieniem Perseusza. Musiałem poprawić swój błąd. Gdybym tego nie uczynił miałbym nieliche kłopoty. Za okłamywanie podczas Narodowego Spisu Powszechnego  grozi kara dwóch lat więzienia, a znając wnikliwe umysły naszych urzędników i ich rozległą wiedzę w zakresie astronomii, na pewno zaraz odkryliby moją pomyłkę.
Raz jeszcze spojrzałem na mapę naszej galaktyki i westchnąłem ciężko. Znajdujemy się prawie na samym jej obrzeżu w odległości dwudziestu siedmiu lat świetlnych do centrum. Głęboka prowincja. Zapadła dziura. Nic dziwnego, że nikt nas nie odwiedza. Jeśli nasi „bracia w rozumie”, chcieliby do nas przylecieć z bardziej cywilizowanych regionów kosmosu muszą pokonać szmat drogi. No chyba, że znają technologię wykorzystania tunelów czaso-przestrzennych, a nas omijają ze względu na ów prowincjonalizm.
Z drugiej jednak strony, dzięki temu, że Układ Słoneczny znajduje się na obrzeżach Galaktyki zawdzięczamy nasze istnienie. Tutaj odległość między gwiazdami jest na tyle duża, że ich masy na siebie nie wpływają i pod wpływem grawitacji wzajemnie się nie wytrącają. W centrum jest ich tak wielkie nagromadzenie, że nocne niebo rozświetlone blaskiem niczym nie różniłoby się od dziennego, a ich bliskość niechybnie  spowodowałaby niestabilność Słońca. W takich warunkach życie mogłoby w ogóle nie powstać. Nie wspominając już o tym, że w środku Drogi Mlecznej znajduje się supermasywna czarna dziura, która mogłaby nas w każdej chwili wchłonąć. Nie ma to jak życie na prowincji.
To jednak nie koniec. Stwierdziłem, że muszę wyjść naprzeciw oczekiwaniom Głównego Urzędu Statystycznego i dokładnie podać miejsce zamieszkania. A co tam? Niech mają.
Droga Mleczna, wraz z sąsiadującą z nami Galaktyką Andromedy, z którą już niedługo (za jakieś trzy miliardy lat) zderzymy się, i wraz z blisko pięćdziesięcioma innymi, wchodzą w skład Grupy Lokalnej Galaktyk. To wielkie skupisko galaktyk przemierza kosmos tworząc system połączony siłą grawitacji i rozciąga się na obszarze jednego megaparseka, co oznacza, że światło z jednego jej krańca na drugi wędruje ponad trzy miliony lat. To są dopiero odległości!
I żeby nie było za łatwo, należało umiejscowić Grupę Lokalną Galaktyk. Otóż znajduje się ona na peryferiach (a jakże!) Supergromady w Pannie. Ta z kolei zajmuje obszar o średnicy około dwustu milionów lat świetlnych i w jej skład wchodzi blisko sto grup galaktyk takich jak nasza. Imponujące, prawda?
Wreszcie, gdy już wypełniłem formularz, dokładnie określając moje miejsce w kosmosie i z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku chciałem wysłać ankietę, uświadomiłem sobie, że być może powinienem jeszcze napisać, w którym ze wszechświatów żyję. Wedle teorii wszechświatów równoległych, nasz jest jednym z nieskończonej ich liczby, które zawierają się w „bąblach”, „branach”, „torusach” czy czymkolwiek innym, w zależności od wizji astrofizyków. A może jeden wszechświat tworzy zarodki nowych wszechświatów, które natychmiast ekspandują wskutek inflacji i z nich ewoluują kolejne? Niezliczona ich ilość tworzy nieskończenie wielki wieloświat.
Stwierdziłem jednak, że jak na razie są to tylko teorie, więc wysłałem formularz, wyłączyłem komputer i wybrałem się na zasłużony wieczorny spacer.
Przechadzając się po plaży, gdzie blask świateł wielkiego miasta nie przeszkadza tak bardzo w kontemplacji nieba, spoglądałem na gwiazdy wzrokiem odnajdując Altaira, Wegę,  Deneba, Arktura i całe mnóstwo innych gwiazd. My God, it’s full of stars – wyszeptałem słowa Dava Bowmana z finałowej sceny Odysei Kosmicznej 2001 i nagle uświadomiłem sobie, że nieuzbrojonym okiem jestem w stanie dojrzeć zaledwie trzy tysiące gwiazd, co nawet w skali galaktyki jest wynikiem mizernym. Zacząłem rozmyślać o naszym miejscu we wszechświecie.
My ludzie, uważamy się za wyjątkowych, chlubimy się naszą cywilizacją, osiągnięciami w dziedzinie techniki, urbanistyki, sztuki. Zachowujemy się tak jakbyśmy byli pępkiem świata i wszystko kręciło się wokół nas. Jednakże zamieszkujemy mało znaczącą planetę w układzie gwiezdnym leżącym gdzież na obrzeżach galaktyki, która również znajduje się na peryferiach. Nasz wszechświat jest prawdopodobnie tylko jednym z niezliczonych wszechświatów i, jak znam życie, zapewne mało znaczącym.
Czym zatem są nasze osiągnięcia? Na tle tego wszystkiego nie jesteśmy nawet pyłkiem, drobinką, okruszkiem. Jest to dla nas kosmiczna lekcja pokory.

Reklamy